Prokuratura Krajowa zbadała zasadność
podsłuchiwania dziennikarzy i udostępnienia tych materiałów w sprawie cywilnej
wiceszefa ABW Jacka Mąki i stwierdziła, że prawo nie zostało w żaden sposób
złamane.
22 czerwca 2009 roku na wniosek prokuratorów prowadzących
śledztwo odtajniono treść rozmów prowadzonych przez podejrzanego dziennikarza
Wojciecha Sumlińskiego i jako takie zostały one udostępnione pełnomocnikowi
Jacka Mąki. Mąka był szczególnie zainteresowany tym, czy w aktach sprawy
znalazły się dowody na kontakty pomiędzy Sumlińskim, a dziennikarzami: Bogdanem
Rymanowskim i Cezarym Gryzem, a także czy Cezary Gmyz pomagał Sumlińskiemu w
tworzeniu listu otwartego do mediów.
Ci ostatni zostali pomówieni
przez Jerzego Szmajdzińskiego o pomoc Sumlińskiemu w przygotowaniu nieudanej
próby samobójczej. Prokuratura podkreśla, że wydanie przez prokuratora odrębnego
zarządzenia pisemnego w tej sprawie nie było wymagane, a wszystkie procedury
dotyczące pobrania stenogramów zostały spełnione. Wydanie dokumentów nie
naruszało ponadto niczyich danych osobowych. Nie występują w nich żadne
nazwiska, a jedynie numery telefonów rozmówców Wojciecha S.
Zarejestrowane rozmowy mają znaczenie dla toczącego się postępowania
karnego i mają zawierać dowód na umyślne przygotowanie samobójstwa. Można na ich
podstawie wnioskować, jaki był stan Sumlińskiego w przeddzień jego próby
samobójczej. Zdaniem Prokuratury Krajowej przepisy nie precyzują dokładnie
kryteriów wydawania akt i jedynie wskazują, kto może udzielać zezwolenia w tej
sprawie.
Udostępnianie jawnych dokumentów osobom trzecim zdarzało się już
często - twierdzi Prokuratura. W latach 2007-2009 na 119 podobnych wniosków nie
uwzględniono jedynie trzech. Wniosek Mąki nie był więc tutaj żadnym
wyjątkiem.
W lipcu 2008 roku dziennikarz Wojciech Sumliński
podejrzany o oferowanie za pieniądze b. oficerom WSI pozytywnej weryfikacji
próbował popełnić samobójstwo w jednym z warszawskich kościołów.
"Rzeczpospolita" podała, że jeszcze przed decyzją sądu ws. aresztu dla
dziennikarza, przekazał on jej list, w którym napisał o prowadzonych ostatnio
dziennikarskich śledztwach i sugerował, że "mógł się tym narazić wielu
osobom". Według "Rz", Sumliński twierdził, że miał mu grozić
Mąka, za to, że dziennikarz zajmował się sprawą jego mieszkania.
Zdaniem Sumlińskiego, warte ok. miliona złotych lokum w Warszawie Mąka miał
uzyskać niezgodnie z prawem. Dziennikarz twierdził też, że wiceszef ABW usiłował
zmusić b. szefa lubelskiej delegatury Agencji do złożenia przed sejmową
speckomisją fałszywych zeznań przeciwko byłemu ministrowi - koordynatorowi służb
specjalnych Zbigniewowi Wassermannowi.
W wydanym oświadczeniu Mąka
napisał wtedy, że podawane informacje są niezgodnymi z prawdą insynuacjami.
"Przypisywane mi w wyżej wymienionej publikacji działania, które rzekomo
miałbym podejmować, godzą w wyznawane przeze mnie standardy etosu służby
państwowej. Reguły praworządności funkcjonowania służb specjalnych w Polsce oraz
poszanowania prawa, były i pozostaną dla mnie wartościami traktowanymi w sposób
pryncypialny i nadrzędny" - pisał m.in. wówczas Mąka.
M/bcz