Rok temu gmach przy ulicy Chmielnej w Warszawie, w którym mieści się
centrala SD, nie wzbudzał niczyjego zainteresowania. Dziś przed
południem, aby wejść do budynku, trzeba było podpisać się na liście
obecności, na której widniały nazwiska 34 osób – delegatów na Kongres,
lub pokazać legitymację prasową. Aby nikt niepowołany nie zakłócił
przebiegu obrad, przy drzwiach postawiono kilku czujnych ochroniarzy w
czarnych mundurach. – Śledzimy kiedy przyjeżdżają pociągi ze Szczecina
i Wrocławia, którymi może przybyć działacz którego nie ma na liście –
żartuje jeden z nich.
REKLAMA
Ale
obrad nikt nie próbował zakłócić. Dwudziestu delegatów – bo tylu
ostatecznie przybyło – jednogłośnie i w pełnej zgodzie odwoływało
stare władze SD i powoływało ze swojego grona nowe. Żadnych polemik,
kontrkandydatur, żarliwych dyskusji. Sam Piskorski w swym przemówieniu
zaatakował swych nieobecnych na sali oponentów, po czym wyznaczył dwa
cele: jak najszybciej zakończyć konflikt i zgodnie z zasadami
demokratycznymi doprowadzić do zwołania w styczniu kolejnego kongresu.
Ale wyciągnął też rękę do tych szeregowych działaczy którzy, jego
zdaniem, „zostali wprowadzeni w błąd przez kilkunastu ludzi".
Dzisiejszy Kongres – nie Kongres, to już trzeci akt walki w władzę. Jakie były dwa wcześniejsze?
Akt
pierwszy. 24 października odbywa się posiedzenie Rady Naczelnej. W
czasie posiedzenia okazało się, że część członków Rady chce zwołać na
21 listopada 2009 r. Nadzwyczajny Kongres SD w celu odwołania Pawła
Piskorskiego z funkcji przewodniczącego SD. Równocześnie chcą wystąpić
do sądu partyjnego o zawieszenie Piskorskiego w prawach
przewodniczącego partii do czasu Kongresu. Piskorski zarządza przerwę w
obradach po czym zwołuje posiedzenie Zarządu (formalnie podległego
Radzie), który zawiesza ośmiu jej członków w związku z działaniem na
szkodę Stronnictwa. Oznacza to, że Rada nie dysponuje kworum. Tym samym
– twierdzi Piskorski - Rada Naczelna utraciła możliwość podejmowania
prawomocnych decyzji, a jej dalsze obrady dotyczące jego zawieszenia
były nieformalne.
Akt drugi. Kierowany przez Piskorskiego Zarząd
Główny zawiesił w sumie 29 działaczy. Na wniosek terenowych ogniw SD
zostaje też zawieszonych kilkudziesięciu kolejnych działaczy. Traf
chciał, że są to często delegaci na poprzedni Kongres SD, nieprzychylni
grupie Piskorskiego. Kworum nie ma też sąd partyjny, bo część jego
członków również została przez Piskorskiego zawieszona.
Akt
trzeci. Przed tygodniem okrojona o przeciwników Piskorskiego Rada
Naczelna zwołuje Kongres Nadzwyczajny. W Kongresie powinni brać udział
ci działacze, którzy uczestniczyli w poprzednim, w liczbie ponad stu.
Lecz większość z nich jest zawieszona, więc na dzisiejszy Kongres
przybywają niezawieszeni, czyli zwolennicy Piskorskiego. Podejmują oni
decyzje o wyborze nowych władz, w tym o odwołaniu z funkcji
przewodniczącego Rady Naczelnej Krzysztofa Góralczyka i powołaniu na
jego miejsce Waldemara Prusaka, oraz o powołaniu nowego sądu
partyjnego. To ważne, bo Piskorski zapowiedział, że do sądu skieruje 48
wniosków dotyczących fałszowania dokumentów partyjnych i
nieprawidłowości finansowych, których mieli się dopuścić jego
adwersarze.
I tu dochodzimy do wyjaśnienia, skąd się wzięła ta
gra we wzajemne zawieszanie się w prawach członka. Część działaczy SD
poczuła się rozczarowana rządami Piskorskiego. Zarzucała mu
podejmowanie decyzji kadrowych i majątkowych w niedemokratyczny sposób
i z pogwałceniem statutu. Zwolennicy Piskorskiego twierdzą, że
wszystkie decyzje były zgodne ze statutem. W kuluarach Kongresu
oponentów Piskorskiego nazywali „kamienicznikami", którzy bronią
własnych przywilejów, takich jak pensje czy wynajmowanie mieszkań w
gmachach SD po dużo niższych niż rynkowe cenach. – To stajnia Augiasza,
nieład w strukturach, fałszowanie dokumentów, trwonienie majątku. Chcę,
aby partyjne pieniądze rzeczywiście były przeznaczone na politykę, a to
uderza w interesy grupy działaczy. Ja tę stajnie uprzątam absolutnie
zgodnie ze statutem partii – mówi Piskorski. I dodaje, że niczego tak
nie pragnie jak zwołania w styczniu nowego Kongresu, z oddolnie
wybranymi działaczami.
Na takim Kongresie też może liczyć na
sukces. Odkąd przejął władzę w SD, do dwóch tysięcy „starych" działaczy
dołączyło cztery tysiące nowych, zapewne wiążących z nim swe nadzieje
na polityczne kariery.
Ale oponenci Piskorskiego nie zamierzają
kapitulować. – Piskorski zawiesił kilkadziesiąt osób, w tym większość
członków Rady Naczelnej, niezgodnie ze statutem, bo nieodpowiednio
uzasadniając decyzje w tych sprawach – mówi Lesław Lech, jeden z
dolnośląskich działaczy SD. – Dlatego to, co nazywa on dziś Kongresem
Nadzwyczajnym, Kongresem nie jest a wszystkie decyzje tego spotkania
zwolenników Piskorskiego są nieważne. My nadal planujemy zwołanie
Kongresu na 21 listopada.
Pytany, czy oznacza to rozłam, Lech
odpowiada: - O tym kto ma rację, zadecyduje sąd rejestrowy, do którego
Piskorski musi się zwrócić, aby zatwierdzić decyzje o nowych władzach.
A my przedstawimy nasze dokumenty. Sąd zadecyduje, czy to my jesteśmy w
opozycji do władz SD, czy też pan Piskorski i jego grupa są w tej
opozycji.
Przed dzisiejszymi obradami do pustej jeszcze sali
weszło dwóch delegatów. – O, jakie ładne nowe fotele, dbają o nas –
zachwycił się jeden z nich. – To tylko nowe pokrowce na starych
fotelach – skrzywił się drugi. – Nie marudź, bo cię zawieszą –
odparował pierwszy.
Zawieszanie będzie trwało, bo w czwartek
zbiera się sąd partyjny tworzony przez przeciwników Piskorskiego i –
wedle niego – już dziś odwołany. Grunt, że Stronnictwo jest
demokratyczne.
BM