Sprawa miała związek z zarzutem
wobec Niesiołowskiego sformułowanym przez jednego z prowadzących program w Radiu
Maryja. Powiedział on, że Niesiołowski po aresztowaniu w 1970 r. jako działacz
organizacji Ruch "zaczął sprzedawać kolegów" z organizacji Ruch i "w nagrodę za taką
postawę" dostał mały wyrok.
REKLAMA
Słowa zakonnika Niesiołowski uznał za "rażące naruszenie
jego czci i zbiór kłamstw o wyjątkowo zniesławiającym charakterze".
Po zakończeniu rozprawy Niesiołowski powiedział, że czuje się
usatysfakcjonowany decyzją sądu. Wicemarszałek w pozwie żądał 20 tys. zł, ale jak zaznaczył, nie
był to proces o pieniądze. - Najważniejsze jest to, że sąd przyznał, że zachowałem
się nie tak, jak kłamało na mój temat Radio Maryja, ale zachowałem się przyzwoicie - powiedział wicemarszałek Sejmu. Jak zaznaczył Niesiołowski, mimo że
sąd nie użył w uzasadnieniu wprost słowa "kłamstwo", to de facto przyznał, że Radio
Maryja kłamie. - O to mi chodziło. To był proces o to, że Radio Maryja kłamie -
podkreślił Niesiołowski.
Dodał, że był pewien pozytywnego dla niego wyroku sądu.
Jak zaznaczył, było zupełnie nieprawdopodobne, żeby niezawisły sąd w demokratycznym
państwie przyznał, że on denuncjował kolegów. - Nie
dopuszczałem nawet myśli, że mogę przegrać - podkreślił Niesiołowski.
Ruch to
pierwsza w PRL konspiracyjna organizacja po 1956, która przyjęła program
niepodległościowy. Po aresztowaniu i skazaniu w 1971 roku, Niesiołowski oraz
przywódca Ruchu, obecnie poseł PO Andrzej Czuma, dostali najwyższe w PRL wyroki za
działalność polityczną - po 7 lat więzienia.
W 2002 r. Sąd Najwyższy uniewinnił
opozycjonistów z tej organizacji z zarzutu "przygotowań do obalenia przemocą ustroju
PRL". W ten sposób uwzględnił kasację ówczesnego prokuratora generalnego Lecha
Kaczyńskiego.
pap, em, arb