Jeszcze dwa lata temu większość ekspertów stawiało na spółce PKP Cargo krzyżyk. Gdy w 2009 roku nadszedł dramatyczny spadek przewozów spowodowany kryzysem, spółka miała niemal 500 mln zł straty. Na europejskim rynku kolejowym uznawano ją za zawalidrogę - woziła towary zbyt wolno i zbyt drogo. Dopiero widmo bankructwa sprawiło, że rozpoczęła się, spóźniona o wiele lat, restrukturyzacja państwowej firmy.
REKLAMA
W obliczu plajty udało się wynegocjować z kilkunastoma związkami działającymi w firmie odchudzenie spółki o prawie 9 tys. etatów (zatrudnienie spadło z 37 do 28 tys. pracowników). To m.in. temu dziś spółka zdaje się wychodzić na prostą. W pierwszej połowie 2010 roku PKP Cargo osiągnęła 7,3 mln zysku. Cargo to niewątpliwie największy gracz na rynku transportu kolejowego w Polsce. Spółka zajmuje się m.in. przewozem stali wyprodukowanej w Polskich Hutach stali należących do koncernu Mittal Steel, a także transportowaniem za granicę wyprodukowanych w Polsce auta marki Fiat.
Według ekspertów zmiana właściciela PKP Cargo może nastąpić nawet w 2011 roku. Na razie jednak brak jest szczegółów dotyczących formuły sprzedaży akcji PKP Cargo (pakiet większościowy czy mniejszościowy), czy rozmów z potencjalnymi inwestorami. Gdyby taka oferta - według niektórych szacunków PKP Cargo warte jest ponad 1 mld zł - skierowana została do inwestorów finansowych w najbliższym miesiącach, mogłaby ona spotkać się z dobrym przyjęciem. - Przewozy kolejowe to biznes gdzie poprzeczka ustawiona jest wysoko. W sytuacji gdy jedna lokomotywa kosztuje kilka milionów euro nie jest łatwo wejść na rynek nowemu graczowi – tłumaczy specyfikę swojej spółki jej prezes, Wojciech Balczun.
Ostatnio sektor kolejowy cieszy się wzięciem wśród inwestorów w USA. Niedawno fundusze Warrena Buffetta zakupiły duży pakiet jednego z tamtejszych operatorów kolejowych, a on sam ocenił tę inwestycję jako "bardzo perspektywiczną".
Tomasz Molga z Krynicy
Kolej na prywatyzację
2010-09-09 00:41
Jeszcze dwa lata temu większość ekspertów stawiało na
spółce PKP Cargo krzyżyk. Gdy w 2009 roku nadszedł dramatyczny spadek przewozów
spowodowany kryzysem, spółka miała niemal 500 mln zł straty. Na europejskim
rynku kolejowym uznawano ją za zawalidrogę - woziła towary zbyt wolno i zbyt
drogo. Dopiero widmo bankructwa sprawiło, że rozpoczęła się, spóźniona o wiele
lat, restrukturyzacja państwowej firmy.
W obliczu plajty udało się
wynegocjować z kilkunastoma związkami działającymi w firmie odchudzenie spółki o
prawie 9 tys. etatów (zatrudnienie spadło z 37 do 28 tys. pracowników). To m.in.
temu dziś spółka zdaje się wychodzić na prostą. W pierwszej połowie 2010 roku
PKP Cargo osiągnęła 7,3 mln zysku. Cargo to niewątpliwie największy gracz na
rynku transportu kolejowego w Polsce. Spółka zajmuje się m.in. przewozem stali
wyprodukowanej w Polskich Hutach stali należących do koncernu Mittal Steel, a
także transportowaniem za granicę wyprodukowanych w Polsce auta marki Fiat.
Według ekspertów zmiana właściciela PKP Cargo może nastąpić nawet w
2011 roku. Na razie jednak brak jest szczegółów dotyczących formuły sprzedaży
akcji PKP Cargo (pakiet większościowy czy mniejszościowy), czy rozmów z
potencjalnymi inwestorami. Gdyby taka oferta - według niektórych szacunków PKP
Cargo warte jest ponad 1 mld zł - skierowana została do inwestorów finansowych
w najbliższym miesiącach, mogłaby ona spotkać się z dobrym przyjęciem. -
Przewozy kolejowe to biznes gdzie poprzeczka ustawiona jest wysoko. W sytuacji
gdy jedna lokomotywa kosztuje kilka milionów euro nie jest łatwo wejść na rynek
nowemu graczowi – tłumaczy specyfikę swojej spółki jej prezes, Wojciech
Balczun.
Ostatnio sektor kolejowy cieszy się wzięciem wśród
inwestorów w USA. Niedawno fundusze Warrena Buffetta zakupiły duży pakiet
jednego z tamtejszych operatorów kolejowych, a on sam ocenił tę inwestycję jako
"bardzo perspektywiczną".
Tomasz Molga z Krynicy