Następnie Palikot postanowił wykorzystać gwałtowną falę niezadowolenia z przystąpienia Polski do umowy ACTA. Nie dość, że przywdział maskę angielskiego rewolucjonisty z XVII wieku Guy'a Fawkesa, która stała się symbolem społecznych protestów przeciwko niepopularnej umowie, to jeszcze publicznie zaapelował o to, by - wbrew duchowi ustawy - przywłaszczać sobie cudze osiągnięcia za pośrednictwem internetu (chodziło mu wprawdzie nie o filmy i muzykę - a o patenty i wynalazki, ale zaprezentowana przez niego filozofia i tak zyskała z całą pewnością akceptację internautów). Zapowiedział też manifestację pod amerykańską ambasadą w proteście przeciwko ponadprzeciętnemu zainteresowaniu amerykańskich dyplomatów sprawą przyjęcia umowy ACTA przez Polskę (jest tajemnicą poliszynela, że umowa ta jest wyjątkowo korzystna dla amerykańskich koncernów filmowych i muzycznych). Tym samym w zgrabny sposób Palikot "podpina" się do buntu, który zaczął się spontanicznie, ale który - jeśli ma przynieść owoce - musi mieć jakiegoś lidera. Punkt dla Palikota.
Palikot zauważył również wreszcie, że w Polsce nieustannie rosną ceny, o czym zapominają skoncentrowane na Smoleńsku PiS i Solidarna Polska. Dlatego w Lublinie przypomniał, że w 2007 roku litr benzyny kosztował 3,5 złotego - a dziś jego cena wynosi 5,6 zł; a cena kilograma cukru skoczyła z 2,9 do 4,5 zł. I choć rząd ma umiarkowany wpływ na wzrost cen (choć pewien wpływ - zwłaszcza w przypadku ceny benzyny, której znaczną część stanowi podatek akcyzowy - jednak ma), to przeciętnego Polaka interesuje głównie to, czy jutro wystarczy mu do pierwszego. Punkt dla Palikota.
Palikot miał być cichym koalicjantem PO. Wkrótce może jednak okazać się całkiem głośnym problemem dla partii rządzącej.
O aktywności Palikota czytaj na Wprost.pl:
"Jestem durniem". Palikot o sobie i innych posłach
Ceny rosną. Palikot przypomina "zagrywki Tuska"
USA interesowały się ACTA w Polsce? Palikot: skandal! Jesteśmy suwerenni, protestujemy!