Elizabeth Taylor nie bez powodu nazywano ikoną mody.
Kiedy pięć miesięcy
temu należąca do niej biżuteria oraz część garderoby trafiły na
charytatywną aukcję, zebrano ponad 130 mln dolarów. Jedna z sukienek,
wystawiona za 5 tys. dolarów, została sprzedana za... 2,6 mln! Ceny
biżuterii podczas licytacji często podbijano dziesięciokrotnie.
Tymczasem po większości polskich gwiazd zostałaby co najwyżej garść
paragonów z wypożyczalni.
Sukienka marki Jovani
(ok. 3500 zł), szpilki
Casadei (1000-3000 zł), a w tle Ferrari California (600 tys. zł) i
szpaler palm. Na pierwszym planie burza blond loków i hollywoodzki
uśmiech Joanny Krupy – ,,Lending Luxury jest boskie – co o tym
myślicie?
Już dziś wypożycz coś dla siebie!" – pisze na swoim facebookowym
profilu
modelka. Wpis przeczytało ponad 65 tys. fanów komentujących na ogół, że
Dżoana jak zwykle wygląda bosko.
O co chodzi? Prosta sprawa: Krupa
wyglądała „bosko", nie wydając tysięcy dolarów, bo całą kreację
wypożyczyła w prężnie działającej wypożyczalni luksusu z Florydy –
Lendingluxury.com. – Na ważne wyjście stylowa kobieta powinna włożyć na
siebie co najmniej 10 tys. dolarów – szacuje w rozmowie z
„Wprost”
Melisa Rappaport z Lending Luxury. Wylicza: szpilki za dwa tysiące,
sukienka za trzy, torebka za tysiąc i ogromna ilość biżuterii, lakieru i
makijażu. – Ale jeśli to strój na jeden wieczór, a ty prowadzisz bogate
życie towarzyskie i nie chcesz zbankrutować, to lepiej wypożycz. Ot i
cała tajemnica tego biznesu – dodaje ze śmiechem Amerykanka.
Przykładowo
za czarną suknię od Herve’a Legera nie trzeba płacić 11 tys. dolarów
–
na jeden wieczór możemy ją mieć już za 350 dol. Kreację od Valentino
godną oscarowej gali można wypożyczyć za 500 dolarów. Wypożyczalnię
odwiedza miesięcznie ponad 1500 osób. Właścicielka Lending Luxury
podkreśla, że tygodniowo wypożycza ponad 200 sukienek, z czego minimum
dziesięć trafia do amerykańskich celebrytek. Z jej usług korzysta nie
tylko Joanna Krupa, ale też kilka innych znanych Amerykanek, m.in.
urodzona w Charkowie tancerka Karina Smirnoff i prezenterka E! News
Giuliana Rancic.
Prawie gwiazdy,
prawie luksus
W Polsce też doczekaliśmy się wypożyczalni
luksusu. W Pomada Fashion
Office, warszawskim showroomie przy ulicy Widok, znajdziemy ubrania nie
tylko ekskluzywnych projektantów, ale też buty Bata, zegarki Timex czy
koszule Marc O’Polo. Zazwyczaj gwiazdy same nie odwiedzają showroomu,
ale wysyłają tu stylistów. Ci wyszukują rzeczy, które najbardziej pasują
do ich klienta, i wypożyczają je na wieczór lub weekend. Czy płacą? Tu
zaczyna się cała komplikacja, bo u nas – inaczej niż w USA – nic
nie
jest proste i zależy od wielu parametrów: formatu gwiazdy, rangi
imprezy, kosztu gadżetu (ubrania, biżuterii itp.), a nawet liczby
opublikowanych po „evencie" zdjęć w kolorowych magazynach. Mało
licząca
się gwiazdka (np. początkująca pogodynka) prawie zawsze za wypożyczenie
musi zapłacić. Największe gwiazdy, królowe Pudelka, nie płacą prawie
nigdy, a czasem mogą nawet zachować wypożyczony fant na własność.
–
Warunek jest jeden: gwiazda musi dać się sfotografować na imprezie i w
kilku miłych słowach opisać swoją stylizację. Odpowiednio przygotowany
artykuł i zdjęcia trafiają do czasopism o modzie lub do samego
producenta odzieży. I w ten sposób zarabiamy – mówi Iza Woźny,
właścicielka Pomada Fashion Office. W wypożyczonych ciuchach właśnie z
tego miejsca występują prezenterzy porannego show telewizyjnego oraz
znani piosenkarze i aktorzy. Poza oszczędnościami showroomy kuszą
wyjątkowością kolekcji. Woźny mówi, że już za kilka dni będzie można u
nich przymierzyć ubrania znanych marek, które na rynku pojawią się
dopiero jesienią. – To miejsce jest centrum informacji z branży modowej,
tak naprawdę nie powinno się nazywać showroom, tylko pressroom – kwituje
właścicielka.
Do otwarcia showroomu Izę Woźny zainspirowały podróże po europejskich
stolicach mody. – Widziałam showroomy znanych projektantów, więc
pomyślałam: dlaczego by nie przenieść tego do Polski? Pierwszy lokal
otworzyła w 2005 r. na Chmielnej. – Dziś mamy dwie wypożyczalnie, obie
zlokalizowane w kamienicach przy ul. Widok. Jak doszła do tego, że w
ubraniach z jej showroomu chodzą prezenterzy „Dzień dobry TVN"?
Przede
wszystkim pozwoliły jej na to osobiste kontakty. – Kiedyś pracowałam w
mediach, ubierałam wiele znanych osób i tak mi się jakoś poszczęściło.
Poza wypożyczaniem Pomada Fashion zajmuje się również organizacją
wydarzeń z branży mody. To właśnie ta firma stoi za wprowadzeniem do
Polski znanej szwedzkiej marki Marc O’Polo.
Gwiazdy na pożyczonym
Celebryci, aktorzy i prezenterzy pytani przez „Wprost", ile
pieniędzy
inwestują we własny wizerunek, a ile ich kreacji pochodzi z
wypożyczalni, zgodnie odmawiali komentarza. Temat okazał się wstydliwy.
Według nieoficjalnych informacji zebranych w showroomach do najbardziej
pożyczalskich gwiazd należą te najlepiej ubrane: Doda, Małgorzata Socha,
Małgorzata Kożuchowska, Katarzyna Zielińska i Olga Bończyk. Od
wypożyczalni nie stroni też Robert Janowski prowadzący teleturniej „Jaka
to melodia”. Weronika Rosati przyznała, że olśniewającą złotą biżuterię
założoną na jedną z premier wypożyczyła z Apartu. Podobnie zrobił
prezenter Olivier Janiak, który słynie z zamiłowania do drogich
zegarków. Też zdarzyło mu się wystąpić na scenie i szpanować (dyskretnie
odchylony rękaw marynarki) Harrym Winstonem za 250 tys. zł. Kuba
Wojewódzki przyznał, że maserati, którym jeździ w reklamie i w realu, to
także „pożyczka”. Media pisały, że podobnie było z jego porsche.
–
Najpopularniejsi celebryci w przypadku marek luksusowych mogą liczyć na
rabat nawet rzędu 50 proc., o ile mają okazję pokazać się samochodem
także oficjalnie. Często dostają auta do pojeżdżenia za darmo – mówi
ekspert branży samochodowej.
Taki mariaż znanego nazwiska i marki
często
bywa skuteczny. Na promocji przy Małgorzacie Kożuchowskiej korzysta
Volvo, a Joanna Brodzik swego czasu istotnie podniosła sprzedaż Suzuki
Swift.
Tomasz Jacyków przyznaje, że zdarzyło mu się wypożyczać
sukienki
dla osób, którym doradza jako stylista. – Nie miały czasu na zakup
czegoś nowego, a szybko trzeba było je w coś ubrać, więc biegłem do
sklepu albo showroomu i wypożyczałem suknię na jeden wieczór – mówi
„Wprost". Po chwili z pewnością w głosie dodaje, że na świecie nie
ma
takiej sukienki, której nie mógłby zdobyć. A czy takie pożyczki to nie
obciach? – Nie komentuję, powiem tylko tyle, że na szczęście stać mnie
na własne.
Projektanci i właściciele modowych marek też nie lubią
tematu
pożyczania. Gdyby otwarcie przyznali, że wypożyczają gwiazdom kreacje,
to ilu z ich klientów chciałoby je kupować? Maciej Zień tłumaczy: –
Każdy z projektantów ma swoje muzy i ubiera je za darmo. Tak
jest na całym świecie. Dla mnie to powód do dumy, kiedy Aneta Kręglicka,
Justyna Steczkowska, Grażyna Torbicka czy Jola Pieńkowska wkładają
kreacje z metką Zienia. Ale przyjaźń z gwiazdami i kupowanie kreacji się
nie wykluczają. Ostatnio na jednym weselu aż pięć pań miało moje
sukienki. Każda była kupiona, więc nie narzekam.
Projektanci nie
narzekają, bo jak komentuje Jacyków, bez marketingu opartego na
celebrytach o wiele trudniej byłoby sprzedawać kreacje po kilkanaście
tysięcy złotych. Biznesową skuteczność tego mechanizmu widać na
przykładzie mody ślubnej. Cztery lata temu Katarzyna Cichopek
zapoczątkowała modę na suknie od znanych projektantów, stając na ślubnym
kobiercu w kreacji projektu Macieja Zienia. Informacja i zdjęcia były
komentowane wiele sezonów, a sukienka powielona w setkach egzemplarzy.
Teraz Zień co roku wypuszcza nową kolekcję, a kreacje z jego metką
kosztują 4-16 tys. zł.
Showroomy mają wszystkie duże domy mody i
ekskluzywne marki odzieżowe, a każdy ma listę rodzimych celebrytów.
Wykaz ułożony jest od gwiazd z najniższej półki do tych z najwyższej.
Jeżeli Edyta Herbuś czy Doda we wrześniu wybierają się na galę, wiadomo,
że będą potrzebowały sukni. Dwa miesiące przed uroczystością mogą wysłać
stylistę w celu wypożyczenia kreacji. Sukienki trafią do nich z reguły
trzy dni przed imprezą, a po wydarzeniu ubranie należy odesłać. O
pieniądzach nikt nie mówi. Ale czasem bywa inaczej. – Jeżeli marka uzna,
że impreza jest do d..., a sama gwiazda nic niewarta, to nie zgodzi się
na pożyczenie nawet kawałka nitki – tłumaczy Jacyków.
Za granicą
gwiazdy
mają kontrakty z domami mody. Gdy Sharon Stone pojawia się w
sukience od Roberto Cavallego na gali rozdania Oscarów, to wiadomo, że
oprócz sukienki dostanie jeszcze kilkaset tysięcy dolarów. Są też
gwiazdy, które za honorarium siadają w pierwszych rzędach na pokazach
mody. Juliette Binoche inkasuje za to 25 tys. euro. – W Polsce przyjęło
się, że jeśli stylizacja gwiazdy X w marce Y zostanie dostrzeżona w
modowych i plotkarskich serwisach, to w ramach gratyfikacji bohaterka
może zatrzymać fanty – mówi menedżerka jednego z showroomów.
Szarańcza zakupowa
Ważną pozycję w kalendarzu celebryty zajmują wydarzenia pod tytułem
„zakupy z gwiazdami". Tego typu imprezy prowadzi wiele polskich
marek
odzieżowych. Bardzo Ważne Osoby mają szansę pojawić się na otwarciu
butiku, pokazie kolekcji ubrań czy rocznicy założenia firmy. Przyciągają
ich nie tylko zniżki na najnowszą kolekcję, które czasem mogą sięgnąć
nawet 70 proc., ale także gratisy. Gwiazdy wychodzące w blasku fleszy z
zakupów u Ochnika, zorganizowanych z okazji otwarcia sezonu
jesienno-zimowego (m.in. Stanisław Karpiel-Bułecka, Małgorzata Socha czy
Ania Wiśniewska), uginały się pod naręczami prezentów. – Zdarza się, że
otrzymują od nas upominki, takie jak element odzieży, portfel,
rękawiczki czy czapkę – mówi Paulina Kucharska z firmy Ochnik. –
Mamy
nadzieję, że klienci będą mogli się poczuć bardziej wyjątkowo ze względu
na to, że w tych samych produktach pokazują się właśnie gwiazdy.
W
podobnym stylu odbywają się spotkania z gwiazdami organizowane przez
firmę Molton – producenta eleganckiej odzieży damskiej. Rzadko który
krawiec przyciąga tyle gwiazd, co ta marka, bo na tle jej logo dali się
już sfotografować Beata Tyszkiewicz, Izabela Trojanowska czy Marcin
Daniec. Gwiazdy pytane o sens uczestniczenia w tego typu wydarzeniach z
reguły oblewają się rumieńcem.