Ponad milion ludzi wzięło udział w sobotę w wiecu na centralnym placu
Zocalo w śródmieściu miasta Meksyk, stolicy kraju. W zainscenizowanym
głosowaniu tłum przez podniesienie ręki wybrał jednomyślnie Lopeza
Obradora prezydentem.
"Wygraliśmy wybory prezydenckie" - powiedział w sobotę do tłumu
lewicowy kandydat, który do tej pory nie uznał decyzji komisji
wyborczej, a następnie trybunału wyborczego. Po wielokrotnych
przeliczeniach głosów ogłosił on przed kilkoma tygodniami, że wybory z
2 lipca niewielką różnicą 234 tys. głosów na 41 mln oddanych wygrał
rywal Lopeza Obradora, konserwatysta Felipe Calderon. Trybunał oddalił
też ostatecznie oskarżenia o fałszerstwa wyborcze, formułowane przez
Lopeza Obradora.
REKLAMA
Akceptując sobotnią, symboliczną decyzję tłumu o wyborze go na
"prezydenta" Lopez Obrador podkreślił jednocześnie, że odrzuca drogę
czynnego oporu i zaapelował do milionów swych zwolenników, aby również
nie dążyli do narzucania swej woli siłą. "Przyjmuję stanowisko
prezydenta Meksyku, bo odrzucam narzucanie siłą" - powiedział z
trybuny. "Nie jesteś sam" - skandował tłum w odpowiedzi.
Na wiecu uchwalono, że Lopez Obrador obejmie oficjalnie swą
"władzę" 20 listopada, w 96. rocznicę rewolucji meksykańskiej z 1910
roku. Termin ten wyprzedza o 10 dni oficjalny termin rozpoczęcia rządów
przez Felipe Calderona, wyznaczony na 1 grudnia.
Wbrew pozorom, sobotni wiec potwierdził, że podział Meksyku,
który uwidocznił się w czerwcowych wyborach i w kampanii roszczeń
powyborczych, nie pogłębia się. O odrzuceniu przemocy przez Lopeza
Obradora świadczą również poprzednie dni, kiedy to ze względu na
zbliżającą się, doroczną defiladę wojskową jego zwolennicy, okupujący
śródmieście stolicy, rozeszli się na dwa dni i przerwali blokadę.
Cytowani przez Reutera doradcy samozwańczego prezydenta
podkreślają, że chce on prowadzić działalność opozycyjną wobec Felipe
Calderona środkami pokojowymi, budując ruch polityczny, a nie
doprowadzając do chaosu na ulicach. Na sobotnim wiecu wybrano Lopeza
Obradora nie tylko "prawomocnym prezydentem", ale również
"koordynatorem pokojowego ruchu oporu cywilnego", określając co prawda
zarazem jego rywala Felipe Calderona mianem "prezydenta nielegalnego".
pap, ss