W nocy ze środy na czwartek 20 kwietnia policja otrzymała informację o serii ataków, do których doszło w południowych prowincjach Tajlandii. Dwóch mężczyzn miało zrzucać bomby na posterunki policji oraz jednostki wojskowe. Zaatakowane zostały również domy mieszkalne. Policjantom nie udało się zapobiec wszystkim eksplozjom. W wyniku wybuchu dwie osoby zginęły, a co najmniej 5 zostało rannych.
W opinii rzecznika lokalnej policji Yutthanama Petchmuanga, była to „dobrze przygotowana i skoordynowana akcja, która nie miała na celu zabójstwa, ale wprowadzenie chaosu i odwrócenie uwagi funkcjonariuszy”. Według Al Jazeeery za atakami mogą stać muzułmańscy rebelianci, którzy od wielu lat dążą do destabilizacji kraju. Petchmuanga podkreślił, że tego typu incydenty mogą również w przyszłości odstraszyć turystów, co w efekcie doprowadzi do osłabienia gospodarki Tajlandii. Turystyka jest bowiem jednym z najważniejszych sektorów tajskiej gospodarki, z którego utrzymuje się znaczna część obywateli.
Z kolei portal Al Jazeera przypomniał o zeszłorocznej serii wybuchów w najpopularniejszym turystycznym kurorcie Hua Hin, połozonym około 200 kilometrów na południe od Bangkoku.
