Ameryka znów na straży

Ameryka znów na straży

Donald Trump
Donald Trump / Źródło: Newspix.pl / ABACAUSA
Po stu dniach rządów Donald Trump odnosi pierwsze sukcesy w polityce zagranicznej. W Europie go za to kochają, choć jego amerykańscy wyborcy są mocno rozczarowani.

Niemal sto dni temu, w czasie inauguracyjnego przemówienia na Kapitolu, Donald Trump obiecał, że nie będzie marnował czasu na puste gadanie. Dotrzymał słowa, choć najbardziej zadowolonych z jego ostatnich decyzji trzeba szukać w Europie, a nie w Ameryce. W USA oskarża się go o brak strategii i sukcesów na koncie. Jednak w Europie jego niedawni krytycy chwalą decyzję o zbombardowaniu bazy lotniczej w Syrii, twardy kurs wobec Korei Północnej i trzymanie na dystans Putina. Europa odetchnęła z ulgą, widząc, że Ameryka jednak nie zamierza porzucić roli strażnika międzynarodowego ładu. Wbrew obawom lewicy Trump nie zamierza likwidować NATO, a na atak na Syrię zdecydował się w ciągu doby, podczas gdy Barack Obama przez kilka lat jedynie groził Asadowi wojskową interwencją. W dodatku Trump zlecił bombardowanie na kilka dni przed wizytą amerykańskiego sekretarza stanu w Moskwie, która od kilku lat wspiera przecież prezydenta Asada. Znany amerykański publicysta Charles Krauthammer zauważył przy tej okazji, że właśnie skończyło się osiem lat amerykańskiej pobłażliwości wobec Rosji, a szef dyplomacji USA Rex Tillerson, w przeciwieństwie do swojego poprzednika Johna Kerry’ego, nie zachowuje się w obecności Rosjan jak pudelek.

Zła zmiana

Zachwytu Europejczyków nie podziela jednak wielu amerykańskich wyborców Trumpa. Konserwatywna publicystka Ann Coulter, która w czasie kampanii broniła Trumpa jak lwica, po ataku na syryjską bazę przypomniała, że przecież obiecywał nie angażować się w żadne wojny, jeśli nie zagrażają one bezpośrednio bezpieczeństwu USA. Wiele wskazuje też, że zapowiadana w kampanii konserwatywna rewolucja w Białym Domu ograniczy się do wycofania funduszy federalnych na wspieranie aborcji za granicą i przepchnięcie konserwatysty Neila Gorsucha na sędziego Sądu Najwyższego. Symbolem wygaszania tej konserwatywnej rewolucji ma być powolny upadek Steve’a Bannona, uważanego dotąd za szarą eminencję Białego Domu. To on był kojarzony z gospodarczym protekcjonizmem i zapowiedzią wycofania się Ameryki z roli światowego żandarma. To on uczynił też z Trumpa przeciwnika aborcji, krytykującego globalizację i sens walki ze zmianami klimatycznymi. Dziś Bannon ma przegrywać walkę o wpływy z zięciem Trumpa, Jaredem Kushnerem, który wraz z żoną Ivanką Trump skupia wokół siebie grono polityków umiarkowanych, a czasem nawet kojarzonych z demokratami, jak były prezes Goldman Sachs – Gary Cohn. Wedle Richarda Lowry’ego z szacownego magazynu „National Review” los Bannona jest przesądzony, co oznacza, że Biały Dom zostanie przejęty przez towarzystwo, które spędzało dotąd czas na nowojorskich bankietach i najbardziej przejmuje się tym, co o nich pisze „The New York Times”. A przecież nie za takim rządem głosowali robotnicy z Michigan, którzy przechylili wyborczą szalę na korzyść Trumpa. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 17/2017
Więcej możesz przeczytać w 17/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0