Solidarność z bohaterką

Solidarność z bohaterką

Ewa Hołuszko
Ewa Hołuszko / Źródło: Wikipedia / Bialysnieg, CC BY-SA 3.0
Chuligani, którzy zaatakowali legendę opozycji demokratycznej, nieświadomie uruchomili lawinę solidarności. I połączyli działaczy katolickich, lewicowych, środowiska LGBT i prawosławnych.

Ewie Hołuszko można pomóc, włączając się do zbiórki na stronie pomagam.pl/autodlabohaterki

Kiedy zniszczyli mój samochód, byłam w sanatorium – opowiada Ewa Hołuszko. Mieszka w Warszawie z kuzynką, na którą mówi siostra, i z dorosłym synem wymagającym opieki po pobycie w białoruskim więzieniu. – Samochód stał na ulicy. Pierwszy raz był zniszczony w nocy z 31 października na 1 listopada – mówi dalej. – Syn widział, jak pod dom podeszła grupa nastolatków. Siostra usłyszała dźwięk tłuczonej szyby. Wybiegła przed dom, nastolatków już nie było. Poszły lusterka, szyby były rozbite. Następnego dnia siostra miała jechać tym samochodem do mnie do sanatorium w odwiedziny, ale już nie mogła. Kilka dni później od stojącej na rogu ulicy grupy nastolatków odłączył się jeden i zadzwonił do furtki. Kiedy syn Ewy Hołuszko wyszedł przed jej dom, nastolatek krzyknął: „Czy tu mieszkają transwestyci?”. Drugi raz samochód został zniszczony w nocy z 10 na 11 listopada. Tym razem już definitywnie, nadaje się tylko do kasacji. Kolejny atak był w czwartek, 23 listopada, wieczorem. – Syn był sam w domu, wyszedł na papierosa i zauważył, że na ulicy niedaleko naszego płotu zbiera się grupka – opowiada Ewa Hołuszko. – Wrócił do domu po telefon, żeby ich sfotografować. Wtedy do furtki wbiegł nastoletni człowiek, blondyn. Rzucił cegłą i wybił szybę w ganku. Syn go widział. Rozmawiamy w poniedziałek po tamtym czwartku. Od Ewy Hołuszko wyszli właśnie policjanci, którzy robili dokładne oględziny. Kobieta poczuła, że tym razem potraktowali ją poważnie. Wieczorem dzwoni, jest bardzo zdenerwowana. – Grupka 17-, 18-latków znowu zbliżała się do furtki, trzymając jakąś „kulę” w rękach. Spłoszeni przez syna cofnęli się, podpalili folię. Rzucili ją pod płot, według mnie chcieli przerzucić do ogrodu, na dom, ale że syn ich widział, nie zdecydowali się na to. Był ogień i chmura dymu. Przyjechał policyjny patrol, lecz stwierdził: „brak strat materialnych”! Dom Ewy oficjalnie nie jest nawet domem. To wysoka piwnica, parapety okien są na wysokości ziemi, dach udają folia i plandeka.

Tak się, polsko, odwdzięczasz

Dwa dni po drugim zniszczeniu samochodu Hołuszko poszła jak zwykle na spotkanie Wiary i Tęczy, grupy polskich chrześcijan LGBT. – Była smutna, zapytaliśmy, co się stało – opowiada Misza Czerniak, z pochodzenia Rosjanin, muzyk, aktywista LGBT, uczestnik spotkania. – Pokazała nam zdjęcia zdemolowanego samochodu. Auto ma 20 lat, nowe szyby są więcej warte niż ono całe. Ewy nie stać na naprawę – opowiada. Czerniak zna Hołuszko od sześciu lat, należą do tej samej warszawskiej parafii prawosławnej, widują się w cerkwi. Samochód Ewy nie dawał mu spokoju. Kiedy wrócił do domu, zaczął pisać długi post na Facebooku. „Mam zaszczyt znać osobiście Ewę Hołuszko. Jeśli ktoś nie wie, kim jest Ewa, niech poczyta. To bardzo zasłużona dla Polski osoba, działaczka Solidarności. 17 lat temu przeszła korektę płci. 11 lat temu prezydent Kaczyński odznaczył ją Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. A mimo tego żyje ona w strasznych warunkach i otrzymuje naprawdę głodową emeryturę, mając do tego pod opieką syna w ciężkim stanie zdrowia po absolutnie niesprawiedliwym trzymaniu w białoruskim więzieniu. Godnej pracy znaleźć nie może”.

Dalej opisał, co się stało, i zakończył: „Polsko, tak Ty się odwdzięczasz? Polacy, moi prawie już rodacy, czy taki będzie los jednej z osób, która wywalczyła wolność?”. – Moi znajomi z różnych środowisk LGBT, dziennikarze zaczęli to komentować – opowiada Misza Czerniak. – Założyłem więc czat i większą grupą znajomych naradzaliśmy się, co zrobić. Wpadliśmy na pomysł, żeby na portalu Pomagam.pl zrobić zrzutkę na nowy samochód. Do akcji włączyli się aktywiści LGBT, środowiska katolickie i wierni prawosławni. Zbiórkę na auto i dom organizują Misza Czerniak z Wiary i Tęczy, Ignacy Dudkiewicz z magazynu katolickiego „Kontakt”, Magda Dropek z portalu Queer.pl, Mirosława Makuchowska z KPH i Kaja Puto z „Krytyki Politycznej”. Ataki na Hołuszko zmobilizowały więc do wspólnego działania ludzi z różnych środowisk. – Mirka Makuchowska założyła konto na Pomagam.pl, ustaliliśmy cel 10 tys. zł, a zbiórkę zatytułowaliśmy: „Na auto dla bohaterki” – opowiada Czerniak. To było wieczorem. A nazajutrz rano były już pieniądze na samochód. Organizatorzy zbiórki postanowili więc iść za ciosem. Tytuł zbiórki został szybko uzupełniony i teraz nosi ona tytuł: „Na auto i dom dla bohaterki”. W ciągu kilku dni suma urosła do 50 tys. zł i nadal rośnie. U Ewy Hołuszko będzie można nareszcie zrobić remont, dzięki któremu nie będzie musiała mieszkać w piwnicy z prowizorycznym dachem.

Zasłużona opozycjonistka

Trzy fakultety na Uniwersytecie Warszawskim, w tym psychologia, i jeden na politechnice. Działała w Komitecie Obrony Robotników – kolportowała wydawnictwa, o czym przypomniała kilka dni temu Danuta Kuroń, wpłacając pieniądze na auto i dom. Współorganizowała pierwszą podziemną Solidarność. Była delegatką na I zjazd Solidarności, w stanie wojennym ukrywała się i kierowała podziemnym Międzyzakładowym Komitetem Koordynacyjnym, organizując jego struktury w Warszawie i okolicy oraz druk i kolportaż podziemnej prasy. Robiła to z takim temperamentem, że dostała pseudonim Hardy (do 2000 r. nazywała się Marek Hołuszko). Praca w drukarni i przy rozprowadzaniu „Tygodnika Mazowsze” i „Woli” wymagała brawury i umiejętności konspiracji jednocześnie. Współpracowała z księdzem Jerzym Popiełuszką, w 1982 r. została aresztowana. W więzieniu spędziła rok. „Płaciła za to zatrzymaniami, pobiciem, aresztowaniem” – pisze o opozycyjnej działalności Ewy Danuta Kuroń. „11 listopada została znów zaatakowana. Zniszczenie jej samochodu to nie tylko strata materialna. Ten atak, dokonany w Święto Niepodległości, miał symbolizować wykluczenie ze wspólnoty. Nie ma na to zgody! Solidarność, którą Ewa budowała, ciągle żyje”. – Nie boi się pani wychodzić do opryszków, którzy gromadzą się pod pani domem? – pytam, kiedy opowiada, jak przegania chuliganów. – Przecież w stanie wojennym do mnie strzelali, wtedy się bałam. Także wtedy, kiedy zamknęli mnie w więzieniu. Po tych doświadczeniach niełatwo mnie przestraszyć – odpowiada. A poza tym, jak przyznaje, jest nie tylko wysoka, ale i bardzo silna. Bardziej niż strach doskwiera jej żal, że po tym, co robiła w opozycji, teraz musi żyć w takich warunkach.

Kobieta po korekcie płci

– Osoby transseksualne dla postronnych nie istnieją – mówi. – Ukrywają się. Także osoby po korekcie płci nie chcą ujawniać, że przeszły przemianę. Zmieniają dokumenty, adresy, są nowymi osobami. Inni mają nic nie wiedzieć. I nie wiemy, choć znamy je. Pracująz nami, żyją obok, kobiety mają grubsze głosy, mężczyźni są bardziej przysadziści, delikatni. Nie ujawnią się, bo się boją. Ewa Hołuszko opowiada o osobach, do których dotarła. Jedna z nich, mieszkanka wielkiego miasta, zamężna, co jest rzadkie, współwłaścicielka firmy, żyje w strachu przed wykryciem, bo kilka lat wcześniej spalono jej dom. Zrobił to znajomy z pracy, który odkrył w firmowych papierach jej wcześniejsze dane osobowe. I choć wcześniej był przyjacielem owej kobiety, w sądzie szczycił się, że wywołał u niej pożar. Właścicielka zakładu gastronomicznego umówiła się z Ewą Hołuszko na rozmowę kilkadziesiąt kilometrów od swojego domu. Dlaczego? Bo bliscy nie wiedzieli. – Te kobiety wypierają się przeszłości – mówi Ewa Hołuszko. – Ja się od siebie nie odcinam. Jestem jednak z tego powodu szykanowana.

Mirosława Makuchowska z KPH, która zaangażowała się w organizację zbiórki, mówi, że osób transpłciowych dyskryminacja i agresja dotykają cztery razy częściej niż gejów czy lesbijki. Chodzi także o osoby po korekcie płci, takie, jak Ewa Hołuszko. Bo, jak uważa Hołuszko, osoby transseksualne to takie, które są przed albo w trakcie zmian. A ona nie chce już zmian, akceptuje swoją płeć. Jest kobietą i chce nią być. Ataki na jej dom to nie wszystko. Zdarza się, że ktoś na ulicy splunie jej pod nogi, obrazi. Kiedy uczyła w szkole przez dwa lata, dzieci próbowały się nad nią znęcać. – W 2003 r. straciłam pracę i do 2007 r. nie znalazłam żadnej nowej – mówi. To dlatego, uważa, że ludzie mają ją za dziwoląga. W końcu musiała się wyprowadzić z zadłużonego mieszkania i przenieść do piwnicy, którą zaczął budować w 1975 r. jej ojciec. Ojciec umarł podczas budowy, kilka miesięcy po jej rozpoczęciu. Ewa dokończyłapiwnicę z bratem. – Jednak w 1978 r. przyłożono mi olbrzymi domiar – wspomina. Był to nakładany uznaniowo podatek, który służył często do szykanowania prywatnych przedsiębiorców albo opozycjonistów. – Poszły na to wszystkie pieniądze, a w 1980 r. zwolniono mnie z pracy za działalność opozycyjną. Budowa więc stała. Kiedy więc w 2006 r. Ewa Hołuszko sprowadziła się do piwnicy, na ziemi leżał piasek, na stropie rósł mały las, a korzenie z drzew przebijały się przez sufit. Trzeba było go skuć. – Pierwsza zima była straszna – wspomina Ewa Hołuszko. – Okna zakryte folią i dyktą, bez toalety i łazienki – wspomina.

Betoniarka w prezencie

Największy i najlepszy prezent urodzinowy, jaki Ewa kiedykolwiek dostała, sprawiła jej siostra, kiedy jeszcze regularniezarabiała. – To betoniarka – mówi Ewa. Teraz w podziale domowych prac Ewie przypadają te budowlane, a siostrze elektroniczne i ciesielskie. Co do dachu, to siostra wpadła na pomysł, żeby zrobić strop z bali i desek i pokryć blachodachówką. A że nie starczyło pieniędzy na blachę, przykrywają strop folią i plandeką, którą jednak co dwa lata trzeba wymieniać. Koszt to 2-3 tys. zł. Tej zimy powinny wymienić, ale poczekają. Siostra, która zna się na elektronice, założyła monitoring wokół piwnicy. Odkąd kamery zaczęły nagrywać, co się dzieje na posesji, ustały ataki, które powtarzały się regularnie od 2006 r. Jednak elementy monitoringu zestarzały się, wymagają wymiany.

Nowa solidarność

– Żadne z nas się nie spodziewało, że apel o pomoc dla Ewy będzie miał aż taki odzew, jestem zachwycona reakcją ludzi – mówi Mirosława Makuchowska. – Ta zbiórka pokazała, że jest 800 osób, bo tyle ją wsparło, które nie zgadzają się na krzywdę, jaka spotyka Ewę. Nie mogąc inaczej powstrzymać przemocy, na zło odpowiadają dobrem. Oprócz pieniędzy potrzebny jest projekt remontu. Zgłosił się już architekt pro bono, dostał zdjęcia i plany piwnicy i nad nimi pracuje. Poszukiwana jest jeszcze ekipa budowlana, która pro bono pomoże przy remoncie. Zbiórka trwa. Niektórzy darczyńcy wpłacają po kilka tysięcy, inni po kilkaset złotych, a niektórzy po kilkadziesiąt. Wśród wpłacających są znani politycy (np. Henryk Wujec), bo Ewa Hołuszko wciąż działa politycznie, ale także osoby anonimowe. Na stronie zbiórki piszą: „Wpłaciliśmy nie tylko z wdzięczności za chlubną przeszłość, ale przede wszystkim za odwagę, że Pani Ewa postanowiła żyć w zgodzie ze sobą”. „Bohaterka Solidarności nie zasługuje na mieszkanie w piwnicy”. „Powodzenia w nowym domu. Wierzę, że się uda! Niech żyje SOLIDARNOŚĆ”. „Jest Pani wspaniałym Człowiekiem i z wielką przyjemnością dołączam do zbiórki. I wygląda na to, że te ćwoki, które zniszczyły Pani samochód, zrobiły Pani niechcący wielką przysługę”. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

EWIE HOŁUSZKO MOŻNA POMÓC, WŁĄCZAJĄC SIĘ DO ZBIÓRKI NA STRONIE POMAGAM.PL/AUTODLABOHATERKI

Okładka tygodnika WPROST: 49/2017
Więcej możesz przeczytać w 49/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0