Polska – USA. Nowe otwarcie

Polska – USA. Nowe otwarcie

Spotkanie Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa
Spotkanie Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa / Źródło: Krzysztof Sitkowski/Kancelaria Prezydenta
Wyrastamy na jednego z najważniejszych sojuszników USA i głównego partnera w Europie Środkowo-Wschodniej. Tym relacjom na razie nie zaszkodzi nawet kryzys na linii Polska – Izrael.

Kiedy pod koniec września 2016 r. Donald Trump – wtedy jeszcze republikański kandydat na prezydenta – spotkał się z amerykańską Polonią w Chicago, nikt chyba nie przypuszczał, że już wkrótce wprowadzi się do Białego Domu. Zrobił wtedy na zebranych bardzo dobre wrażenie. – Nigdy was nie zawiodę – powiedział na odchodnym i poprosił, żeby opowiedzieć o tym spotkaniu Polakom z Ohio i Pensylwanii. Jak się później okazało, to właśnie te stany zdecydowały o najbardziej niespodziewanym zwycięstwie wyborczym we współczesnej historii USA. I choć amerykański establishment nie był zadowolony, łagodnie rzecz ujmując, z wyniku wyborów prezydenckich, dla stosunków Polski z Ameryką zaczęła się, i – jak pokazała ostatnio wizyta sekretarza stanu Rexa Tillersona w Warszawie – nadal trwa, naprawdę dobra passa. – Mam poczucie, że w amerykańskiej polityce pojawiła się świadomość znaczenia Polski i że jest to coś nowego – przekonuje w rozmowie z tygodnikiem „Wprost” Neal H. Pease, profesor historii na Uniwersytecie Wisconsin-Milwaukee i redaktor naczelny „The Polish Review”. – Obecna administracja traktuje rosyjskie zagrożenie poważnie, dlatego Polskę postrzega się w Ameryce jako fundament obrony Europy, jej bufor – dodaje.

Dywersyfikacja

Jeszcze kilka lat temu brzmiałoby to mało prawdopodobnie, ale dziś, w opinii wielu amerykańskich analityków, Polska wyrasta na głównego gracza w Europie Środkowo-Wschodniej i na jednego z najważniejszych sojuszników USA. – I dlatego Stany Zjednoczone chcą Polsce sprzedawać broń i udostępniać nowoczesne technologie – przekonuje Adriano Bosoni, analityk amerykańskiego think tanku Stratfor. Administracja prezydenta Obamy działała inaczej. Wolno reagowała na zagrożenia płynące z Rosji i popełniła błąd, decydując się na reset w stosunkach z Moskwą. Wszyscy w Polsce pamiętają dzień, w którym prezydent Obama unieważnił projekt budowy tarczy rakietowej dla Polski i Czech, dokładnie w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę. Biały Dom obudził się dopiero wtedy, gdy rosyjskie wojska zajęły Krym. Tymczasem, mimo że polityczni przeciwnicy Trumpa zarzucają mu podejrzane kontakty z Rosją, a nawet oskarżają o tajne porozumienie z Władimirem Putinem, który rzekomo pomógł mu zwyciężyć w wyborach, amerykański prezydent wyraźnie wzmacnia wschodnią flankę NATO, i to nie tylko militarnie. Niecałe pół roku po inauguracji przyjechał do Warszawy, gdzie wygłosił najważniejsze dotąd przemówienie swojej prezydentury, w którym historia Polski została przedstawiona w niezwykle pozytywnym świetle.

Jak przekonuje prof. Pease, zajmujący się od lat historią relacji polsko-amerykańskich,żaden amerykański prezydent nie wyrażał się w ten sposób o Polsce. Obamie zdarzyło się przecież podczas wygłaszania laudacji na cześć Jana Karskiego użyć sformułowania „polskie obozy śmierci”. Trump wsparł też w Warszawie inicjatywę Trójmorza, która ma wzmocnić politycznie i gospodarczo państwa Europy Środkowo-Wschodniej, i zapalił zielone światło dla eksportu amerykańskiego gazu skroplonego do Polski. Na słowach się nie skończyło. Do Świnoujścia dotarły już pierwsze statki z amerykańskim gazem i choć – jak tłumaczy Adriano Bosoni ze Stratforu – o tym, jaka będzie realna wysokość sprzedaży gazu, zdecydują ostatecznie producenci, którzy wybiorą najlepszą ofertę cenową, obecnej amerykańskiej administracji rzeczywiście zależy na dywersyfikacji rynku energetycznego w Polsce. Potwierdził to Tillerson, który spotkał się w styczniu w Warszawie z prezydentem Dudą i premierem Morawieckim i zapewnił, że USA sprzeciwiają się budowie Nord Stream 2, drugiej nitki gazociągu łączącego Rosję z Niemcami. Wcześniej o konieczności dywersyfikacji mówił też w Davos prezydent Trump, przekonując, że żaden kraj nie może być uzależniony od jednego źródła energii. – Amerykanie są świadomi, że Nord Stream i TurkStream [który ma pompować gaz z Rosji do Turcji – red.] są projektami stricte politycznymi i że osłabią bezpieczeństwo Europy, przede wszystkim naszych sojuszników w Europie Środkowo-Wschodniej – tłumaczy w rozmowie z tygodnikiem „Wprost” Daniel Kochis, analityk amerykańskiego think tanku Heritage. Na razie amerykańska presja okazała się mało skuteczna. Nord Stream 2 poinformował w ubiegłym tygodniu, że otrzymał zgodę na budowę i eksploatację morskiego odcinka gazociągu w wodach terytorialnych Niemiec. – Jestem sceptyczny, czy uda się zatrzymać Nord Stream, ale Stany nadal będą przeciwko – komentuje najnowsze informacje Kochis.

Budowie rosyjsko-niemieckiego gazociągu sprzeciwia się także Kongres, odgrywający sporą rolę w kształtowaniu amerykańskiej polityki. Nie we wszystkim Kongres i Trump się zgadzają. Jak na razie prezydentowi udało się dogadać z kongresmenami tylko w kwestii wielkiej reformy podatkowej, przyjętej pod koniec 2017 r. Prezydent i Kongres różnią się – przynajmniej według liberalnych mediów – w sprawie sankcji przeciwko Rosji. Senatorowie są na nie zdecydowani, a Trump ma podobno do nich stosunek ambiwalentny.

Odstraszyć rosję

Sankcje to jednak tylko jeden element politycznej układanki, która ma przekonać Rosję, że nie warto zadzierać z NATO. Na ten rok Biały Dom w obliczu zagrożenia rosyjską agresją uzyskał zgodę Kongresu na wydanie niemal 5 mld dolarów (o 1,4 mld więcej niż w ubiegłym roku) na tzw. Europejską Inicjatywę Odstraszania (po ang. European Deterrence Initiative, za czasów Obamy zwaną European Reassurance Initiative), czyli na wsparcie obronności Europy, szczególnie jej wschodniej flanki. A to oznacza, że będą pieniądze m.in. na kontynuację rozmieszczania amerykańskich oddziałów w Polsce, na co tak bardzo liczy polski rząd. W Polsce przebywa obecnie ponad 4 tys. amerykańskich żołnierzy, w tym 3,5 tys. żołnierzy z 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej, której wojska stacjonują w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu. W Powidzu stacjonuje z kolei zespół zadaniowy Brygady Lotnictwa Bojowego. Amerykanie zdecydowali się też przenieść z Niemiec do Poznania tzw.

Element Dowodzenia Misją operacji Atlantic Resolve, który dowodzi amerykańskimi żołnierzami w Polsce i pozostałych państwach regionu. W tym roku w Redzikowie zostanie też uruchomiona amerykańska instalacja BMD (obrony przeciw rakietowej), która zapewni obronę NATO przed atakiem rakietami balistycznymi. – I to jest konkret, o który Polska prosiła od dawna, argumentując, że to skuteczny sposób na odstraszenie Rosji – mówi prof. Neal H. Pease. To właśnie obecność amerykańskich żołnierzy nad Wisłą sprawia, że stosunki USA z Polską są coraz mocniejsze. – Niektórzy kongresmeni mają w rodzinie żołnierzy, którzy stacjonują w Polsce. To niezwykle mocny sygnał i dlatego świadomość znaczenia Polski w NATO stale w Kongresie rośnie – tłumaczy Daniel Kochis z Heritage. Oczywiście nie bez znaczenia dla obecnego zbliżenia Warszawy z Waszyngtonem jest także to, że polski i amerykański rząd mają ze sobą wiele wspólnego: jeden i drugi podkreśla rolę patriotyzmu, obrony narodowych interesów i tradycyjnych wartości. – Myślę, że obecna administracja dzieli też z polskim rządem nieco sceptyczny stosunek do Unii Europejskiej – dodaje Daniel Kochis. Jeszcze jedna kwestia zbliża obie administracje. Zarówno Trump, jak i rząd PiS muszą odpierać ataki mediów. Dlatego dobre stosunki z Białym Domem to prezent dla polskiego rządu, wizerunkowo osłabionego sporami z Brukselą i Berlinem, a ostatnio z Izraelem. W czasie wizyty Tillersona Warszawa otrzymała od niego mocne wsparcie. Nazwał Polskę wspaniałym, demokratycznym sojusznikiem. – W porównaniu z czasami Obamy administracja Trumpa wydaje się mniej zainteresowana wewnętrznymi sprawami krajów Europy Środkowej – mówi Bosoni. – Departament Stanu w poprzednim składzie, a także amerykańskie placówki dyplomatyczne, były w sprawach sytuacji politycznej w takich krajach, jak Polska, Węgry czy Rumunia, bardziej wymowne. Inna sprawa, że USA mogą jednak zabrać głos, kiedy uznają, że kraje środkowej i wschodniej Europy przekraczają cienką czerwoną linię. I tak się stało w ubiegłą środę. Departament Stanu USA wydał oświadczenie, w którym wezwał do ponownego przeanalizowania nowelizacji ustawy o IPN i przestrzegł, że nowe prawo może wpłynąć na strategiczne stosunki Polski z Waszyngtonem.

Czy kryzys w stosunkach z Izraelem może rzeczywiście zepsuć nasze relacje z Ameryką? Odpowiedź komentatorów jest dość jednoznaczna: ponieważ polsko-amerykański sojusz opiera się na podobnym postrzeganiu kwestii bezpieczeństwa, a amerykańscy żołnierze stacjonują w Polsce, nic mu nie grozi. – Wręcz przeciwnie, w trakcie trwania prezydentury Trumpa te relacje jeszcze się wzmocnią – uważa Daniel Kochis. Krytyka w amerykańskich mediach, takich jak „Washington Post” czy „New York Times”, w których pisze się o autorytarnych i nacjonalistycznych rządach w Warszawie, też na razie nie wyrządziła nieodwracalnych szkód. Według Kochisa zła prasa mogłaby na stałe pogorszyć nasz wizerunek tylko wtedy, gdyby medialna ofensywa przeciwko Polsce trwała długo, a padające pod naszym adresem oskarżenia zaczęły zapadać Amerykanom w pamięć. – A na razie się to jeszcze nie stało – przekonuje Kochis. I dodaje: – Od momentu, kiedy premierem został Mateusz Morawiecki, dostrzegam w prasie nieco łagodniejszy ton, kiedy mowa o Polsce. Dlatego, jak mówi prof. Pease, istnieje właściwie jeden sposób na podważenie polsko-amerykańskiego sojuszu: przetestowanie jego trwałości. Partnerstwo Polski z USA może nie wytrzymać, jeśli realne zagrożenie wschodniej flanki NATO nie spotka się ze zdecydowaną odpowiedzią amerykańskiego sojusznika. – Mam jednak wrażenie, że kroki, które podjęto w ciągu ostatnich miesięcy, zmierzają do tego, żeby takiej sytuacji uniknąć – uspokaja prof. Neal H. Pease. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 6/2018
Więcej możesz przeczytać w 6/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także