Wrocławski poker

Wrocławski poker

Kazimierz M. Ujazdowski, w tle Grzegorz Schetyna
Kazimierz M. Ujazdowski, w tle Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Jeśli Platforma Obywatelska przegra wybory samorządowe we Wrocławiu, Grzegorz Schetyna może stracić przywództwo w Platformie.

Grzegorz Schetyna, lider PO, nie będzie miał w tym roku spokojnych wakacji. Tuż przed końcem sezonu politycznego wycofał poparcie partii dla Kazimierza Michała Ujazdowskiego, który miał startować na prezydenta Wrocławia, i wyjechał na urlop. Ale nie zapobiegł w ten sposób komentarzom do nowej sytuacji. – To jest porażka Schetyny – mówi polityk PO związany z Donaldem Tuskiem. – Nie radzi sobie z wyborami samorządowymi ani we Wrocławiu, ani w Gdańsku, i w innych miastach też. Jego pozycja w partii słabnie.

Gracze

Grzegorz Schetyna, rocznik ’63, zna się z Rafałem Dutkiewiczem z czasów opozycji PRL-owskiej. W wolnej Polsce wspólnie zakładali Radio Eska. Wrocławska PO, jego dzieło i władztwo, poparła kandydaturę Dutkiewicza na prezydenta Wrocławia w 2002 r. Później pokłócili się o władzę i wpływy. Od 2015 r., kiedy Schetyna został liderem Platformy Obywatelskiej, nieustannie musi potwierdzać swoje przywództwo. Podważali je ludzie, którym bliżej jest do Donalda Tuska, choć były premier od dawna siedzi w Brukseli, tzw. młode wilki. Niektórzy działacze PO uważają, że wynik wyborów samorządowych może przesądzić o jego dalszej kierowniczej roli w partii. Kazimierz Michał Ujazdowski, rocznik ’64, cztery lata temu kandydował do europarlamentu z list PiS.

Partia po raz drugi przyjęła go do swojego grona po tym, jak odszedł w 2007 r., kwestionując politykę Jarosława Kaczyńskiego w PiS. Na trzeci powrót do Prawa i Sprawiedliwości raczej nie ma szans. Sam zresztą zapowiedział, że w razie porażki w wyborach samorządowych odejdzie z polityki. Z Wrocławiem łączy go tyle, że przez lata właśnie z tego okręgu zdobywał mandaty poselski i europoselski. Rafał Dutkiewicz, rocznik 59, od 16 lat rządzi Wrocławiem. W poprzednich wyborach z pewnym trudem utrzymał stanowisko, bo godną przeciwniczką okazała się dla niego Mirosława Stachowiak -Różecka z PiS. Od dawna zapowiadał, że odejdzie z wrocławskiego ratusza. Kiedyś kusiła go wielka polityka, marzył o starcie na prezydenta Polski, razem z Michałem Ujazdowskim zakładał formację, która miała być trzecią drogą między PO a PiS. Nic z tego nie wyszło. Dla tych trzech polityków, którzy usiedli do politycznego pokera, tegoroczne wybory samorządowe mogą być grą o wszystko. Pogłoski o politycznej śmierci Schetyny są oczywiście mocno przesadzone, ale spokojnej głowy na pewno nie ma. Przyznanie się do błędu we Wrocławiu, jego własnym okręgu wyborczym, musiało sporo go kosztować. Ale przegrana kosztowałaby go jeszcze więcej.

Postawił na Michała Ujazdowskiego, ponieważ liczył, że ten polityk wzmocni skrzydło konserwatywne w PO, zagra na nosie PiS, bo podbierze tej partii umiarkowanego wyborcę (faktycznie w PiS byli wściekli za ten manewr) i zapewni sobie poparcie Dutkiewicza, dzięki czemu sam Schetyna nie będzie musiał iść na kompromis z mocno nie lubianym przez niego prezydentem Wrocławia. Ale Rafał Dutkiewicz nie rozdaje poparcia po starej znajomości. Wystawił własnego kandydata na prezydenta Jacka Sutryka i namówił kilka ugrupowań do jego poparcia, m.in. SLD, Nowoczesną, Unię Europejskich Demokratów. Ujazdowskiemu nie udało się zbudować wokół swojej kandydatury szerszej koalicji. Gwoździem do trumny okazały się sondaże. Po trzech miesiącach kampanii (kandydatura Ujazdowskiego została ogłoszona w kwietniu) okazało się, że były minister kultury może liczyć najwyżej na trzecie miejsce w wyścigu prezydenckim. – Trochę ponad dwa tygodnie temu PO zleciła badania, które ukazały się w ubiegłym tygodniu w poniedziałek. Według nich Mirosława Stachowiak-Różecka, kandydatka PiS, miała 28 proc. poparcia, Jacek Sutryk, kandydat Rafała Dutkiewicza, 26 proc., a Ujazdowski – 14 proc. – opowiada Stanisław Huskowski, były polityk PO dziś w Unii Europejskich Demokratów. – Wycofanie się z kandydatury Ujazdowskiego to jest kompromitacja Schetyny, ale musiał to zrobić, bo wiedział, że nie wygra wyborów.

Blef Ujazdowskiego

Gdy Grzegorz Schetyna razem z Katarzyną Lubnauer ogłaszali, że we Wrocławiu koalicja obywatelska również powstanie, tak jak w całym kraju (bo przedtem każda partia miała własnego kandydata) wydawało się, że sytuacja polityczna w stolicy Dolnego Śląska nareszcie się wyklaruje. PO wycofała się z poparcia Ujazdowskiego, którego krytykowali lokalni działacze, m.in. wpływowe we Wrocławiu małżeństwo Zdrojewskich. – Byłam przeciwna kandydaturze Kazimierza Michała Ujazdowskiego, choć cenię go i lubię jako osobę – mówi Barbara Zdrojewska, była wrocławska radna, a dziś senator PO. – Myślę, że nie był dobrym kandydatem na prezydenta Wrocławia, ludzie widzieliby go prędzej na stanowisku ambasadora, ministra lub szefa Ossolineum. Zdrojewska dodaje, że wrocławianie nie poparli Ujazdowskiego, gdyż uznali go za osobę przywiezioną w teczce. Nie był kojarzony wcześniej z samorządem ani z miastem i jego problemami. – Myślę, że łatka niedawnego pisowca też mu zaszkodziła.

Jako była wieloletnia radna dodam, że po prostu w roli kandydata na prezydenta niestety nie wypadał wiarygodnie, co nie musi oznaczać, że byłby złym prezydentem – wylicza Zdrojewska. Z tego wniosek, że wycofanie się Ujazdowskiego oczyściło atmosferę we wrocławskiej PO. Ale skomplikowało sytuację w całej opozycji. Po pierwsze europoseł wcale nie położył po sobie uszu i pokornie wrócił do Brukseli, żeby dokończyć kadencję europosła. Zapowiedział, że swoją decyzję, co dalej z jego udziałem w wyborach samorządowych, ogłosi po 8 sierpnia. Do tego też czasu nie chce wypowiadać się w mediach. Jest to wyraźna sugestia, że Ujazdowski rozważa samodzielny start na prezydenta Wrocławia. Choć z drugiej strony może to być zwykły blef, jak to w pokerze bywa. – Ujazdowski nie może się zbyt długo obrażać na Schetynę, bo nie ma partii, do której mógłby pójść – uważa Huskowski. – PiS go nie przyjmie, na lewicę nie pójdzie. Schetyna musiał mu coś zaproponować w zamian. Wydaje mi się, że może to być miejsce do Senatu, ewentualnie dalsze miejsce na liście do europarlamentu, bo we Wrocławiu Schetyna ma za dużo chętnych, m.in. senatora Jarosława Dudę i Piotra Borysa. Ujazdowski mógłby dostać trzecie miejsce na liście do PE, ale to dla niego za mało. Po drugie Nowoczesna wycofała się z poparcia Sutryka, żeby wspólnie z PO poszukiwać akceptowanego przez wszystkich kandydata. Niby wskazać ma go Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, ale wiadomo, że Schetyna będzie miał w tym swój udział. Samodzielny start Ujazdowskiego mocno mógłby pokrzyżować plany szefowi PO. Wyborcy już wiedzą, że był kandydatem Platformy. Część z nich może nie zanotować zmiany. Inni, bardziej zorientowani, mogą się użalić nad odrzuconym politykiem i nieszczęście, czyli przegrane wybory na prezydenta Wrocławia, gotowe. – My musimy wygrać ten urząd – mówi twardo wrocławski polityk PO.

Presja

Wiadomo, że potencjalni kandydaci, których mogłaby poprzeć i Nowoczesna, i PO, to Michał Jaros, niegdyś w PO, dziś w Nowoczesnej, i wspomniany już Sutryk, człowiek Dutkiewicza. – Sutryk i Jaros są panu przewodniczącemu Schetynie wyjątkowo nie na rękę. Psychologicznie trudno mu zaakceptować każdego z nich. Jaros jest dla niego zdrajcą. Najpierw wspierał Jacka Protasiewicza podczas pamiętnych wyborów szefa regionu w Karpaczu, namawiał ludzi, żeby głosowali przeciwko Schetynie i Schetyna przegrał. Potem odszedł z Platformy do Nowoczesnej. Przewodniczący partii nie tylko nie podawał mu ręki, ale myślał o nim najgorzej. Ale poparcie kandydata Dutkiewicza, którego zwalczał od 10 lat, też nie jest wygodne – opowiada Huskowski.

Faktycznie jeszcze w czerwcu w radiu TOK FM Schetyna wykluczał poparcie Jacka Sutryka, mówiąc o nim: – Jest kandydatem Rafała Dutkiewicza, kontynuacją polityki miejskiej. O Jarosie w ogóle się nie wypowiadał, ale podobno już wtedy z nim rozmawiał. Przestał go uważać za człowieka Protasiewicza, gdy ten poparł kandydaturę Sutryka. W każdym razie Jaros podobno uważa, że ma szansę zostać kandydatem na prezydenta Wrocławia z poparciem PO, a w najgorszym wypadku wrócić do Platformy. Jarosa jednak nie poważają lokalni działacze – ani Nowoczesnej, ani PO – a więc tak, jak Ujazdowski byłby kandydatem przeforsowanym wbrew wrocławskiemu aktywowi. Raczej nie najlepszy pomysł. Z kolei poparcie dla Jacka Sutryka to przyznanie, że w wieloletnim konflikcie obu polityków górę na koniec wziął Dutkiewicz. Ale Sutryk jest po prostu lepszym kandydatem, co wyszło z sondaży, i ma największe szanse na wygraną, jeżeli Platforma nie wystawi mu kontrkandydata z opozycji. Dlatego Schetyna, choć nie chce tego na razie powiedzieć, skłania się ku Sutrykowi. Co prawda zawarcie wielkiej koalicji byłoby dość karkołomne, bo zarówno Schetyna, jak i Dutkiewicz chcieliby ją kontrolować. – Dutkiewicz stworzył pozór koalicji obywatelskiej, zapewniając swojemu kandydatowi poparcie Nowoczesnej, SLD i różnych organizacji. Myśmy tę koalicję rozbili, wyciągając z niej Nowoczesną i teraz układamy ją od nowa, na naszych warunkach – mówi lokalny polityk Platformy. Ale to są jedynie pobożne życzenia. Rzecz polega na tym, że Sutryk jest Dutkiewicza, a nie Platformy.

I to obecny prezydent Wrocławia na razie jest głównym układającym listy kandydatów na radnych. Jest mało prawdopodobne, żeby odstąpił ten przywilej Schetynie bez walki. Gdyby PO poparła Sutryka i zaakceptowała listy Dutkiewicza, to siłą rzeczy owa, tak krytykowana przez PO, polityka ratusza będzie kontynuowana. Dla Schetyny taka wolta oznacza utratę twarzy. Z drugiej strony Sutryk bez poparcia PO i Nowoczesnej może po prostu przegrać wybory i wtedy Wrocław mógłby wpaść w ręce Stachowiak-Różeckiej z PiS. To byłaby kląska dla wszystkich naszych bohaterów i tylko dlatego siedli do rozmów. Kluczowa rozgrywka dotyczy tego, kto będzie układał listy kandydatów na miejskich radnych, a więc w razie czego będzie kontrolował nowego prezydenta – Dutkiewicz czy Schetyna z Lubnauer. Na razie wszyscy na wszystkich wywierają presję. Kto pierwszy się ugnie, ten będzie się musiał podporządkować. Kandydata koalicji obywatelskiej, czyli PO i Nowoczesnej, wskaże po 15 sierpnia Katarzyna Lubnauer, co ułatwi politycznym samcom alfa udawanie, że to nie oni podali tyły. Rozgrywka trwa. Autorytet Grzegorza Schetyny, lidera głównej partii opozycyjnej, został mocno zachwiany. Jeżeli przegra Wrocław, może stracić partię. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 31/2018
Więcej możesz przeczytać w 31/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  •  
    Z całej "ekipy" kandydatów jedyną realną i wartościową opcją dla miasta wydaje się Sutryk. Z tego co wiem to solidny i słowny urzędnik i nadaje się na prezydenta.