Afera bakszyszowa do ponownego rozpatrzenia

Afera bakszyszowa do ponownego rozpatrzenia

Jeszcze raz będzie osądzona sprawa korupcji przy przetargach na odbudowę Iraku, przeprowadzonych w dywizji pod polskim dowództwem. Z powodu "licznych błędów" sądu wojskowego Sąd Najwyższy uchylił jego wyroki skazujące w "aferze bakszyszowej" i zwrócił mu tę głośną sprawę.

Według SN, w ponownym procesie Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie ma m.in. zbadać działania w całej sprawie Wojskowych Służb Informacyjnych, co do których legalności - jak podkreślił SN - "można mieć bardzo poważne wątpliwości".

W maju 2006 r. WSO wydał wyroki skazujące w sprawie grupy CIMIC (Współpracy Cywilno-Wojskowej) z III zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku, mającej od lipca 2004 do lutego 2005 r. wyłudzać pieniądze od irackich przedsiębiorców, którym umożliwiano wygranie przetargów na odbudowę kraju. Sąd uznał, że fałszowano dokumentację przetargową, by doprowadzić do wygranej określonych firm. Sąd przyjął, że łączne straty wyniosły 724 tys. dolarów.

Karę 4 lata więzienia, wydalenia z wojska oraz 245 tys. zł grzywny WSO wymierzył głównemu oskarżonemu płk. Mariuszowi S., który dowodził grupą CIMIC III zmiany. Pracownik wojska, ekspert od projektów odbudowy Wojciech S. dostał 3 lata i 173 tys. zł grzywny. Kary po 2,5 roku dostali mjr Tomasz K. (plus 90 tys. zł grzywny) oraz tłumacz Said al-K. (200 tys. zł grzywny). Trzech żołnierzy ukarano ograniczeniem wolności za przepisywanie fałszowanych ofert.

W listopadzie 2005 r. WSO skazał 7 innych oskarżonych, którzy - w przeciwieństwie do tamtej siódemki - dobrowolnie poddali się karze. Dostali oni od 2,5 roku więzienia bez zawieszenia do 1,5 roku więzienia w zawieszeniu plus grzywny.

Apelację od wyroku z maja 2006 r. złożyła obrona, domagając się uniewinnienia lub zwrotu sprawy do I instancji. Prokuratura w swej apelacji żądała dodatkowej kary degradacji dla oficerów oraz nakazu zwrotu pieniędzy pochodzących z przestępstwa.

Działając jako sąd apelacyjny, Izba Wojskowa SN uznała, że skład WSO, który w maju 2006 r. wydał wyroki skazujące, mógł rodzić "uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności". Ten sam skład (sędzia i dwaj ławnicy) skazał bowiem oskarżonych, którzy poddali się karze, a ich zeznania były główną podstawą wyroku skazującego z maja 2006 r. Według SN, cała trójka powinna wyłączyć się z drugiej sprawy. SN uznał, że w ponownym procesie sądzić powinno trzech zawodowych sędziów.

W ustnym uzasadnieniu prawomocnego wyroku SN długo wyliczano "liczne błędy" WSO, który "nie podołał trudom sprawy"; "wydał wyrok bardzo schematyczny i ogólnikowy"; jego oceny są "pobieżne i powierzchowne"; pisemne uzasadnienie wyroku jest "bardziej beletrystyczne niż prawnicze", a nawet "śmieszne"; WSO bezpodstawnie utajnił też część sprawy.

Jak mówił sędzia SN Andrzej Tomczyk, na uboczu zainteresowań WSO pozostały m.in. okoliczności związane z działaniami WSI. "To nie może być tak, że coś się dzieje w środowisku, w którym działają oskarżeni i pozostaje to jakby na uboczu; tym bardziej, że co do legalności tego rodzaju postępowania można mieć bardzo poważne wątpliwości" - dodał sędzia, nie rozwijając tego wątku.

Zdaniem SN, WSO zbagatelizował fakt, że do czynów zarzucanych podsądnym doszło w warunkach wojennych. "Nie zapominajmy, że grupa CIMIC miała cały szereg zadań, które nie polegały li tylko na sporządzaniu projektów na rzecz ludności miejscowej, a środki z budżetu USA, co umknęło sądowi, były przeznaczone m.in. na poprawę bezpieczeństwa" - mówił sędzia. "Sposób gospodarowania tymi środkami nie może być oceniany przez pryzmat polskich przepisów o przetargach publicznych, bo to się okazuje w tych warunkach nierealne" - dodał.

SN oddalił apelację prokuratora, który podkreślał na rozprawie, że sprzeniewierzenie amerykańskich funduszy pomocowych dla Iraku zaszkodziła wiarygodności sojuszniczej Polski i jej sił zbrojnych.

Zwrot sprawy nie oznacza, że w ponownym procesie nie mogą znów zapaść wyroki skazujące.

Obrońcy nie kryli po wyroku satysfakcji z uwzględnienia apelacji. "SN zmasakrował wyrok" - powiedział płk Mariusz S., który nie chciał mówić więcej. W SN przyznał on, że przed wyjazdem do Iraku WSI prosiły go o współpracę, co w Iraku ponowił ówczesny dowódca dywizji gen. Andrzej Ekiert. "Większość kontrahentów była kierowana do WSI w celu pozyskania informacji" - ujawnił płk S. W czasie procesu przed WSO płk S. zeznawał, że ok. 8 tys. dolarów nie było - jak uważa prokuratura - łapówką za ustawianie przetargów, lecz zapłatą od WSI.

Wojciech S. mówił przed SN, że szef WSI w Iraku płk Błaszczyk "zlecał CIMIC wykonywanie wirtualnych projektów, co działo się za wiedzą gen. Ekierta". Zarzucił prokuraturze wojskowej zatajenie szczegółów sprawy i wysłanie do sądu "sfabrykowanej sprawy, tak, by chronić interesy WSI i wyższych oficerów"; "głównym sprawcom" nie postawiono zaś zarzutów.

Dziennikarzom Wojciech S. mówił też o "mackach WSI w żandarmerii i prokuraturze". Na uwagę, że o udziale WSI w aferze nie ma nic w ujawnionym w lutym tego roku przez prezydenta raporcie z weryfikacji WSI, odparł, że raport sięga tylko do 2003 r. Nie chciał odpowiedzieć, czy skarżył się na WSI do ich likwidatora Antoniego Macierewicza.

Afera wyszła na jaw, gdy w lutym 2005 r. aresztowano dwóch oficerów CIMIC wracających z Iraku, u których znaleziono 90 tys. dolarów - było to o wiele więcej niż mogli zaoszczędzić z wynagrodzeń. Podejrzani odpowiadali za dobór prac inwestycyjno- remontowych związanych z odbudową prowincji Babilon i Diwanija oraz wybór wykonawców robót. Mieli pobierać do 10 proc. wartości danego kontraktu od oferentów, którzy potem "wygrywali" przetargi dzięki fałszowaniu ich ofert przez oskarżonych.

Po wykryciu korupcji kolejny dowódca dywizji w Iraku gen. Waldemar Skrzypczak zapowiedział, że kontrakty będą podpisywane w obecności oficerów żandarmerii wojskowej i kontrwywiadu wojskowego.

Płk S. i Said al-K. przebywali w areszcie ponad półtora roku. Obecnie wszyscy podsądni odpowiadają z wolnej stopy.

pap, ss, ab

 0

Czytaj także