Po tym, jak Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej przekazał na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy możliwość udziału we wspólnym treningu strzeleckim na wojskowym symulatorze, wśród polityków zawrzało. Licytacja, której nagrodą jest szkolenie na symulatorze „Śnieżnik” w 15. Sieradzkiej Brygadzie Łączności, szybko stała się przedmiotem ostrej krytyki ze strony opozycji.
Najdalej poszedł były minister obrony narodowej, poseł Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak, który ogłosił złożenie zawiadomienia do prokuratury. Jego zdaniem aukcja może naruszać przepisy dotyczące wykorzystania mienia Skarbu Państwa oraz zasadę neutralności politycznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
Zawiadomienie do prokuratury i odpowiedź MON
Mariusz Błaszczak wskazywał między innymi na możliwość przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, powołując się na artykuł 231 Kodeksu karnego. Zwrócił również uwagę, że jednostka wojskowa, w której ma odbyć się szkolenie, znajduje się w okręgu wyborczym wiceministra obrony narodowej.
„Wojsko nie może być wykorzystywane jako «nagroda» dostępna za pieniądze” – pisał Błaszczak dodając, że fakt, że wybrano taką lokalizację jednostki jest „dodatkowo bulwersujący”.
Na te zarzuty Cezary Tomczyk zareagował niemal natychmiast. „Pan już do reszty stracił kontakt z rzeczywistością. Wojsko gra z WOŚP! To, że za pana czasów był zakaz, to pana sumienie. Jedno panu powiem. W ten wyjątkowy dzień panu życzę wszystkiego dobrego. I skupmy się na pomocy dzieciom, a nie walce politycznej” – napisał wiceminister w mediach społecznościowych.
Wojskowy komentuje. „To brzmi jak kwadratura koła”
Do sprawy odniósł się również kapitan Maciej Lisowski, z którym rozmawiali dziennikarze „Faktu”. Oficer nie ukrywa zaskoczenia reakcją byłego szefa Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Można nie popierać Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale to nie oznacza, że trzeba jej przeszkadzać – podkreśla wojskowy.
Kapitan Lisowski zwraca uwagę, że podobne aktywności są od lat dostępne podczas pikników wojskowych, dni otwartych koszar czy wydarzeń promocyjnych organizowanych przez armię. – Robienie afery tylko dlatego, że w tym kontekście pojawia się datek, to zwykłe czepianie się na siłę i to w mało eleganckim stylu – ocenia.
Lisowski przypomina również, że wojsko dobrze pamięta okres, gdy Mariusz Błaszczak kierował resortem obrony. – Była to epoka pikników, „ścianek” i pokazów, które świetnie wyglądały w materiałach kampanijnych. Bardzo często odbywało się to kosztem realnego szkolenia, bo żołnierze angażowani byli w przygotowanie kolejnych wydarzeń promocyjnych – mówi.
Jak dodaje, organizowanie takich imprez miało też konkretne konsekwencje dla wojskowych. Wyjaśnia, że za każdy piknik organizowany w weekend żołnierzom należał się dzień wolny, ale w praktyce nie było szans, by go odebrać. Wojsko bowiem musiało równolegle realizować „codzienne obowiązki służbowe, których nie dało się odłożyć bez sparaliżowania pracy jednostki”.
Podkreśla, że w tym kontekście obecna postawa pana Błaszczaka brzmi jak „kwadratura koła w najgorszym wydaniu”. – Zanim zacznie formułować oskarżenia, warto, by przypomniał sobie, jak wyglądało wojsko w czasach, gdy sam kierował Ministerstwem Obrony Narodowej — podsumowuje kapitan Maciej Lisowski.
Czytaj też:
WOŚP 2026 z rekordową kwotą. Miliony na zdrowie dzieciCzytaj też:
Awantura po „Światełku do Nieba”. Finał WOŚP rozpalił internet
