Portal Zero opublikował tekst dot. interwencji Moniki Hornej-Cieślak, w efekcie której pewnej rodzinie na krótko odebrane zostały dzieci. Więcej szczegółów – pod tym linkiem.
24 września kanał, którego założycielem jest Krzysztof Stanowski, zarzucał rzeczniczce, że „minęła się z prawdą”. – Biuro RPD odpowiedziało wprost, że dzieci nadal przebywają w placówce opiekuńczo-wychowawczej – mówił na antenie KZ szef newsroomu portalu Zero. Bartosz Michalski wskazywał jednak, że widział" dzieci widział z rodzicami i z nimi rozmawiał. – Pani rzecznik, jeżeli tutaj pani twierdzi, że my manipulujemy, dopuszczamy się mówienia półprawdy – my akurat mówimy tutaj całą prawdę, a czegoś zabrakło w pani oświadczeniu – zwracał się do RPD.
Po niecałej godzinie, podczas wciąż trwającego programu-debaty, sprostował jednak podaną przez siebie informację – stało się to po tym, gdy odczytał na smartfonie otrzymaną od ojca dziecka wiadomość. Okazało się, że matka razem z pociechami trafiła do ośrodka interwencyjnego. – Troszkę emocje ich poniosły w tej naszej rozmowie. Ale dzieci dalej są z matką, więc dalej dzieci są w środowisku rodziny – komentował.
Sprostowanie nie umknęło uwadze RPD
Modyfikacji uległ także tekst, który ukazał się na portalu Zero. „Początkowo rodzice przekazali nam, że dzieci są w domu, ale później doprecyzowali, że znajdują się pod opieką matki, z którą przebywają w ośrodku interwencji kryzysowej. Wiadomość ta przyszła już po publikacji pierwotnej wersji tekstu” – informował Michalski.
Ważny fragment debaty, którą prowadził Jacek Prusinowski, udostępniony został na platformie X przez RPD. Horna-Cieślak dołączyła do niego krótki komentarz. „Biuro Rzecznika Praw Dziecka zawsze działa w oparciu o pełną analizę sytuacji dzieci” – zaznaczała.
Wczoraj wieczorem oliwy do ognia dodał jednak dziennikarz Janusz Schwertner, który zarzucił Kanałowi Zero „kłamstwo”. „Wiedziałem, że istnieją dokumenty, że dzieci nie przebywają w domu, lecz w ośrodku. (...) Przed chwilą, z drżącym głosem, sami przyznali, że jednak «się pomylili»” – wskazał. Na jego słowa zareagował wkrótce Stanowski. „Dzieci są pod opieką mamy i wraz z nią mieszkają w ośrodku kryzysowym na Ursynowie [dzielnica Warszawy – red.], a ojciec mieszka u swojej ciotki. Szukają mieszkania do wynajęcia” – przekazał w odpowiedzi.
Na kolejny zarzut o „kłamstwie” właściciel KZ poprosił Schwertnera o wyjaśnienie, co miał na myśli, sugerując, że dzieci zostały zabrane z domu, by chronić je przed „zagrożeniem”. Dziennikarz przypomniał, że pociechy wciąż przecież znajdują się pod opieką rodzica.
Popularna komentatorka, w sieci znana pod pseudonimem Kataryna, zadała zaś Stanowskiemu pytanie o powód „wyrzucenia z mieszkania”. „Jaki był tego sens?” – zastanawiała się. Stanowski zapowiedział, że wkrótce opublikowany zostanie wywiad, który wszystko rozjaśni. Bronił się, że przy nim nie był, bo cały dzień bierze udział w nagraniach i jest w trasie.
Schwertner vs. Stanowski. „Emocje nie są dobrym doradcą”
W piątek (25 września) Schwertner przypomniał ważny w tym kontekście fakt. „Ojciec dzieci (...) ma Niebieską Kartę – zarówno za przemoc wobec swojej partnerki, jak i przemoc wobec własnych dzieci” – podkreślił. Procedura ta wszczynana jest w przypadkach podejrzenia stosowania przemocy domowej.
Stanowski poinformował natomiast, że matka dzieci trafiła do ośrodka kryzysowego, bo „wskutek interwencji RPD dostała nakaz opuszczenia lokalu mieszkalnego”. „Z dnia na dzień nie dość, że odebrano jej dzieci – co na szczęście zmasakrował w swojej argumentacji sąd i dzieci do niej wróciły – to jeszcze zrobiono z niej bezdomną. I teraz ta wymuszona przez państwo bezdomność jest wskazywana jako dowód na słuszność interwencji państwa” – zaznaczył.
Opinii publicznej Schwertner zalecił zaś „ostrożność i powstrzymanie się przed linczem”. „Emocje nie są tu dobrym doradcą” – ocenił.
