Niebezpieczny incydent w Bieszczadach. „Przeraźliwy szloch i krzyk dziecka” zwrócił uwagę turystów

Niebezpieczny incydent w Bieszczadach. „Przeraźliwy szloch i krzyk dziecka” zwrócił uwagę turystów

Bieszczady
Bieszczady Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza
Zaniepokojeni turyści towarzyszyli chłopcom zostawionym przez matkę na jednym ze szlaków w Bieszczadach. „Poszła sama zdobyć szczyt” – relacjonował członek rzeszowskiego PTTK.

Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK) z Rzeszowa poinformowało o incydencie w mediach społecznościowych. Przekazano, że doszło do niego 17 października na grzbiecie Bukowe Berdo, na rozwidleniu szlaków niebieskiego i żółtego na Muczne.

Matka zostawiła dzieci na szlaku bez opieki

Jak poinformowano, podczas wycieczki rzeszowskiego oddziału PTTK natknięto się na dwoje dzieci pozostawionych bez opieki. „Nagle słychać przeraźliwy szloch i krzyk dziecka. Zatrzymujemy się – dwóch chłopców: płaczący ośmiolatek i jego 14-letni brat stoją zdezorientowani obok szlaku” – relacjonowali przedstawiciele organizacji.

„Na pytanie: co się stało, dowiadujemy się, że matka ich opuściła i poszła sama zdobyć szczyt (do którego z tego miejsca jest ok. godziny). Powiedziała, że jak marudzą i nie chcą iść, to mają zaczekać 15 minut” – dodano.

Dzieci przekazały, że minęło znacznie więcej czasu, „a mama nie wraca”. Uczestnicy wycieczki zajmowali się dziećmi przez kilkanaście minut do powrotu ich matki.

Kobieta była „niewzruszona”

Gdy się pojawiła, pytano ją, dlaczego zostawiła dzieci same w wysokich partiach gór, w gęstej mgle. Miała wówczas odpowiedzieć „niewzruszona”, że „chciała iść w górę, a oni wymuszali zastopowanie osiągnięcie zaplanowanego celu”. „Zero refleksji, zero poczucia winy” – zwrócili uwagę przedstawiciele PTTK.

„Wymuszone słowo przepraszam padło z jej ust dopiero wtedy, gdy powiedziałem, że to się kwalifikuje na zarzuty prokuratorskie. Moja odpowiedź, że nie ma przepraszać mnie, ale dzieci, pozostała bez reakcji” – relacjonował członek PTTK. Pod postem opublikowanym na Facebooku pojawiło się również zdjęcie z miejsca zdarzenia. Przedstawia mgłę, która panowała na szczycie w chwili odnalezienia dzieci.

facebook

Internauci podzieleni. „najsłabszy nadaje tempo”

Post wywołał sporo komentarzy wśród internautów. Kilka osób zwracało uwagę, że sprawa powinna zostać zgłoszona m.in. policji, Jedna z kobiet napisała, że podczas wypraw powinna działać zasada: „najsłabszy nadaje tempo”. Pojawiły się też głosy, że kobieta nie powinna zabierać na wyprawę dzieci oraz że w tym rejonie występują m.in. niedźwiedzie, które mogły stwarzać dodatkowe zagrożenie dla chłopców. Byli też tacy, którzy twierdzili, że dzieci miały zaczekać.

„Na pewno chłopcy będą 'miło' wspominać wyjście w góry. Matka wdrukowała im lęk i nie spodziewam się, by podejmowali kolejne próby wyjścia w góry” – napisała jedna z internautek.

Czytaj też:
Co się dzieje z polskimi dziećmi? Psychiatra ostrzega polskich rodziców

Czytaj też:
Celiakia to nie moda na dietę bezglutenową. Tysiące Polaków czekają na diagnozę

Opracowała:
Źródło: Facebook