Z ustaleń „Gazety Wyborczej”, która dotarła do pisma byłego ministra sprawiedliwości skierowanego do byłego premiera Mateusza Morawieckiego, wynika, że Ziobro na początku 2018 roku był „za” powołaniem międzyresortowego zespołu do spraw uregulowania obrotu kryptowalutami. Po analizie treści dokumentu można mieć wrażenie, że polityk PiS miał sporo do powiedzenia w temacie kryptografii, choć w rozmowie z mediami zapewniał, że zna się na nich słabo – tak jak w przypadku „hieroglifów”, bo właśnie o takie porównanie się pokusił.
Choć były prokurator generalny przyznał niedawno, że jego fundacja – Instytut Polski Suwerennej – otrzymała 450 tys. zł od kancelarii Przemysława Krala – prezesa upadłej giełdy Zondacrypto, to jednak osobiście z mecenasem poseł Prawa i Sprawiedliwości miał nigdy nie rozmawiać – wszystko odbywać miało się bowiem za pośrednictwem wysokiego rangą funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Według Waldemara Żurka „linia obrony Ziobry ws. 450 tys. (...) rozsypała się w zderzeniu z dokumentami, które sam podpisywał” – podkreślił w najnowszym wpisie na platformie X nawiązującym do głośnych ustaleń „GW”.
Żurek nie wierzy Ziobrze. „Rynek kryptowalut był dla niego czarną magią”
Szef MS odniósł się do słów parlamentarzysty PiS, który opuścił Polskę na rzecz Stanów Zjednoczonych. „Od tygodni były minister sprawiedliwości buduje opowieść o własnej naiwności. Przekonuje, że Przemysława Krala nigdy nie spotkał, pośrednikowi z CBA uwierzył w opowieść o bezinteresownym filantropie, a sam rynek kryptowalut był dla niego czarną magią, którą porównał do znajomości hieroglifów. O pracach nad ustawą w Sejmie też miał nic nie wiedzieć” – zwrócił uwagę.
W ocenie Żurka „ujawnione pismo (...) do ówczesnego premiera Morawieckiego pokazuje zupełnie inny obraz”. „Ziobro odbierał wtedy ostrzeżenia od UOKiK [Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – red.], KNF [Komisja Nadzoru Finansowego – red.] i prezesa NBP [szefem Narodowego Banku Polskiego był wtedy i jest teraz Adam Glapiński – przyp. red.] dot. rynku kryptowalut. Sam alarmował o rosnącym ryzyku prania brudnych pieniędzy i oszustw w tej branży. Chwalił się nawet, że polscy prokuratorzy szkolą się w tropieniu majątków ukrytych w wirtualnej walucie i piszą unijne regulacje. Nie da się być jednocześnie szefem prokuratury ostrzegającym rząd przed praniem pieniędzy w kryptowalutach i politykiem, który przyjmuje 450 tys. zł od szefa giełdy kryptowalutowej, bo rzekomo nie orientuje się, kto w tej branży jest uczciwy, a za kim ciągną się ciemne sprawy” – uważa polityk.
Na koniec przypomniał o „zeznaniach odczytanych w Sejmie przez premiera Donalda Tuska”. „Mowa jest w nich o obietnicy «ukręcenia łba postępowaniom» po powrocie do władzy. Zbigniew Ziobro nazywa to prowokacją, ale na proste pytanie o własne pismo z 2018 r. odpowiedzi nie ma. Zabezpieczony materiał dowodowy w sprawie przepływów finansowych wokół Zondacrypto i Fundacji Instytut Polski Suwerennej weryfikuje już prokuratura. Fakty i dokumenty pamiętają wszystko, nawet jeśli byłemu ministrowi pamięć nagle zaczęła szwankować” – podsumował na koniec Żurek (wpis opublikowany został we wtorek – 27 października).
Czytaj też:
Ziobro wziął 450 tys. zł, tłumaczył się niewiedzą. Dziennikarze dotarli do dokumentów Czytaj też:
Porażka prawicy w wyborach, Giertych kpi z Ziobry. „Zbyszku, jak u ciebie z koreańskim?”
