Holandia się boi

Holandia się boi

Almere, położone na wschód od Amsterdamu, stało się sławne, kiedy w wyborach lokalnych wygrała tu Partia Wolności Geerta Wildersa. „Koniec z muzułmańskimi chuliganami” – to hasło pozwoliło zwyciężyć Wildersowi. Czy przemówi do obywateli reszty Holandii, okaże się w środę podczas wyborów do parlamentu. Jedno jest pewne: tolerancyjna Holandia odchodzi do lamusa.
Almere to jedno z najmłodszych miast holenderskich. Pierwsze domy zaczęto tu stawiać w latach 70., w złotej epoce holenderskiego stylu życia i prosperity. Miasto miało być pierwszym zielonym, proekologicznym osiedlem. Holandia była wówczas otwarta zarówno na przełamywanie tradycyjnych norm obyczajowych (pierwsza w Europie zalegalizowała aborcję, następnie miękkie narkotyki; otwarto tu coffee shopy, zalegalizowano domy publiczne), jak i na przybyszów. Najliczniej osiedlali się tu Turcy, Marokańczycy, mieszkańcy byłych kolonii holenderskich, których ściągano do pracy fizycznej. Znajdowali doskonałe warunki do życia – wedle własnych zasad, ale za to często na koszt państwa, szczodrego w  udzielaniu przywilejów socjalnych – i ściągali swoich krewnych.Dziś w  Almere mieszka prawie 200 tys. osób. Imigranci, głównie marokańskiego pochodzenia, stanowią kilkanaście procent populacji. Z dawnej gościnności wiele nie zostało. Geert Wilders zarówno w wyborach lokalnych, jak i teraz, w parlamentarnych, oparł kampanię na strachu przed muzułmańskimi imigrantami. „Oni tworzą problemy, popełniają przestępstwa, są źródłem przemocy i destabilizacji" – przekonuje Wilders, szafując statystykami policyjnymi, z których wynika, że  zwłaszcza w przestępczości pospolitej kolorowi cudzoziemcy wiodą prym. Mieszkańcom Almere zaproponował dostosowany do tego program: stworzenie specjalnych oddziałów straży miejskiej, która będzie patrolować miasto i  walczyć z gangami marokańskimi, i w ogóle czerwoną kartkę dla islamu. Poskutkowało – partia Wildersa uzyskała prawie 30-procentowe poparcie. Równie dobry wynik odnotowała w Hadze – a Haga i Almere były jedynymi miastami, w których w tamtych wyborach wystartowała.

Pierwszym sygnałem, że w kraju tulipanów coś zaczyna się zmieniać, było referendum w sprawie konstytucji europejskiej w 2005 roku. Ku zdziwieniu reszty Europy Holendrzy podobnie jak Francuzi odrzucili eurokonstytucję. Jednym z  głównych powodów był strach przed jeszcze większą imigracją. Holenderskie „nie" stało się możliwe dzięki pojawieniu się na scenie kontrowersyjnego polityka Pima Fortuyna. Otworzył on nowy rozdział: jawną antyimigrancką politykę. Fortuyn, którego premier Belgii określił jako „ekstrawaganckiego łysego geja w bentleyu”, ostentacyjnie obnosił się ze swoją orientacją seksualną i niemal rasistowskimi poglądami. I  zaczął do nich przekonywać Holendrów. – Na Fortuyna, a teraz na Wildersa i skrajnie prawicowe partie nie głosują tylko łysi młodzieńcy w  brunatnych koszulach, ale często też zwykli obywatele, którzy czują się coraz bardziej zastraszeni i osaczeni – tłumaczy Carla Joosten, korespondentka pisma „Elsevier”.

Po śmierci Fortuyna (w 2002 r. zabił go fanatyczny obrońca zwierząt) holenderska polityka imigracyjna przybrała twarz Rity Verdonk, byłej już minister odpowiedzialnej za sprawy społeczne, która uznała obcokrajowców za zagrożenie dla kultury i ładu społecznego. I choć nie znalazła się w  kolejnym rządzie premiera Jana Petera Balkenende, to ministrowie realizowali jej postulaty (m.in. przymusowe kursy językowe i  integracyjne dla imigrantów). W ramach integracji ubiegający się o  paszport holenderski muszą się nauczyć np. pozytywnego lub przynajmniej neutralnego reagowania na widok gejów trzymających się za ręce, przechodzenia obojętnie koło roznegliżowanych kobiet, co dla muzułmańskich mężczyzn wychowanych w całkiem innym systemie wartości jest nie lada wyzwaniem.

Przy okazji oberwało się Polakom, których jest w Holandii kilkadziesiąt tysięcy. Verdonk głosiła wszem i wobec, że  Polacy powinni przyjeżdżać tutaj tylko na pół roku, popracować, po czym mają zbierać manatki i z zarobionymi pieniędzmi wracać do kraju. „Za kilkadziesiąt euro i puszkę piwa przyjeżdżają i pracują, po to tu przyjeżdżają" – śpiewał popularny duet Vlemmix & Roos, pokazując w  teledysku niedomytych i podpitych polskich robotników ściskających puszki piwa. Przez pewien czas wydawało się, że to Polacy przejmą rolę kozła ofiarnego, bo byli łatwiejszym celem niż muzułmanie chronieni przez polityczną poprawność. Stało się jednak inaczej.

Geert Wilders, nowa gwiazda antyimigranckiego ruchu, szybko zajął puste miejsce po  Fortuynie. – Wilders bacznie obserwował Fortuyna i nauczył się na jego przykładzie, że kluczem do sukcesu jest wyrazista osobowość i image, dzięki którym można zjednać sobie wyborców i zarządzać partią. Przejął większość jego haseł i jego elektorat – uważa Marc Kranenburg z „NRC Handelsblad".

Wilders ma 47 lat, tlenione blond włosy, pochodzi z Venlo. Dwa lata temu nakręciłfilm „Fitna" (po arabsku – walka), który przez sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona został uznany za skrajnie antyislamski.

Przesłanie jest jasne – islam jest religią nawołującą do  przemocy, siejącą terroryzm i sprzeczną z prawami człowieka. Sam Koran Holender porównał do „Mein Kampf". Z tego powodu islamscy radykałowie wydali na Wildersa wyrok śmierci. Lider Partii Wolności porusza się w  asyście ochroniarzy i mieszka w strzeżonym budynku przypominającym barak. W kampanii ostrzega przed muzułmanami, którzy żyjąc na koszt Holendrów, pragną narzucać im swój styl życia i nie chcą się dostosować. Chce karać kobiety muzułmańskie za noszenie chust, zaostrzyć zasady przyznawania azylu, a tych, którzy nie chcą respektować zasad panujących w kraju, po  prostu wyrzucać. Znamienne jest to, że hasła początkowo propagowane tylko przez populistów przejęły nawet mainstreamowe partie i dziś liberałowie mówią otwarcie, że chcą powstrzymać imigrację zarobkową do  Holandii.

Czy strach siany przez Wildersa jest uzasadniony? Według oficjalnych danych 20 proc. mieszkańców Holandii to przybysze, z których ponad połowa nie jest europejskiego pochodzenia. Największe grupy to  Turcy, Marokańczycy, mieszkańcy Antyli Holenderskich. W całym kraju jest już ponad400 meczetów. Dodajmy do tego wysokie bezrobocie wśród muzułmanów i równie wysoką przestępczość. – Holendrzy boją się, że  muzułmanie zaczną im dyktować sposób życia. Obie grupy żyją obok siebie, a nie z sobą – uważa dziennikarka Vanessa Mock.

Te obawy są częściowo uzasadnione, bo podczas gdy Holendrom nie podobają się chusty na głowach i minarety, to muzułmanie krytykują holenderski sposób bycia: rażą ich związki homoseksualne, prawo do aborcji, eutanazji i narkotyków. Choć trzeba przyznać, że z niektórych zdobyczy muzułmanie sami korzystają. Ostatnio powstał np. pierwszy internetowy muzułmański sex-shop z  siedzibą w Amsterdamie. – Muzułmanie często sami siebie skazują na  banicję, nie biorą udziału w życiu politycznym, nie głosują. To trzeba zmienić – mówi Ahmed Ait Moha, związany z niezależnym biurem marketingowym.

W tych wyborach do głosu doszło niestety radykalne islamskie ugrupowanie Hizb ut- -Tahrir, które nawołuje do zbojkotowania wyborów.

Strach przed islamem nie jest jednak problemem tylko holenderskim, występuje we wszystkich krajach, w których muzułmanie stanowią liczniejsze grupy. I skutkuje zmianami w prawie. Niedawno Belgia wprowadziła zakaz noszenia burek, jej śladem idzie Francja. Zażarta dyskusja na ten temat toczy się w Wielkiej Brytanii. W  Szwajcarii obywatele w referendum opowiedzieli się za zakazem budowania minaretów. Hasła Oriany Fallaci, którą jeszcze kilka lat temu oskarżano o skrajnie antyislamską retorykę i histerię, zaczynają trafiać do  zwykłych ludzi.

Trudno powiedzieć, czy Wilders powtórzy swój sukces sprzed kilku miesięcy. Nawet jeśli tak się stanie, niekoniecznie będzie to oznaczać, że dojdzie do władzy. Raz, że część partii mainstreamowych chce wokół jego frakcji stworzyć „kordon sanitarny", dwa, że dla samego Wildersa wygodniejsze jest bycie w opozycji, co pozwala mu krytykować konkurentów i rzeczywistość.
Okładka tygodnika WPROST: 24/2010
Więcej możesz przeczytać w 24/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • potomek Sobieskiego IP
    zamknięcie granic dla muzułmanów to mało ,ich jest tylu tam ,że trzeba podjąć inne środki a mianowicie; wilczy bilet w jedną stronę czyli do macierzystego kraju pochodzenia.W innym razie czeka holendrów i resztę europy zachodniej zagłada . Muzlisze mnożą sie jak żadna inna nacja agdy osiągną wiekszość liczebną zaczną sie regularne walki uliczne.Zkrzykną sie muzlisze z całej europy będzie bardzo żle.my katolicy i inne nacje jesteśmy dla nich ludżmi drugiej kategorii ,a zadaniem muzlisza jest wypełnianie woli proroka czyli likwidacja niewiernego,narazie niemogą tego robić bo jest ich jeszcze zbyt mało ale już niedługo .od 2000roku więcej niż połowa nowrodków to muzlisze tak jest np. w holandii,niemczech . data 11.09 1683r. mówi wam to coś?
    • anty nl IP
      proponuję zbytnio się tu nie roztapiać na pomarańczowo, nie zapominajmy, że ten naród wybitnie nas nie cierpi i otwarcie to okazuje, proponuje odpłacić im za te całą skierowaną przeciwko nam niechęć właśnie przy okazji mistrzostw, jest to niski moralnie naród i naszą wrodzoną gościnność odbierze co najwyżej jako niewolniczą uległość, tak nas widzą, nie warto się starać...
      • anty54 IP
        Co do \"orientacji seksualnych\" i innych zaklucen instynktowych - to jedna sprawa, druga, to roznica miedzy ignorancja a (zawsze dwustronna) tolerancja - ktorej islam nie zna (Koran, sura 2, wers 187): \"Zabijajcie ich (niewiernych), gdzie ich znajdziecie... bo uwodzenie (od muzulmanstwa) jest gorsze niz zabijanie...\"
        • krokus IP
          \"Tolerancja bez granic i zamienimy kościoły na meczety\" oraz synagogi (powinno być).
          • Gosc z CH IP
            Madrzy po szkodzie ... Tylko nie wiem dlaczego winic emigrantow i ich potomkow. Wina jest po stronie politykow Holenderskich z lat 70-tych. Otworzyli kraj dla taniej sily roboczej do prac ktorych \"biali\" nie chcieli wykonywac (taka byla wtedy moda w Holandii i w innych krajach). I to nie zwazajac na krytyczne opinie socjologow, ostrzegajacych juz wtedy, ze ze wzgledu na roznice kulturowe integracja emigrantow bedzie trudna. I dokladnie tak sie stalo. Teraz nie da sie tak po prostu wyrzucic ludzi, ktorzy mieszkali i pracowali (albo i nie) 30-40 lat i czesto nabyli obywatelstwo.