Maria dla atlety

Maria dla atlety

Arnold Schwarzenegger to wcielenie amerykańskiego snu. Ubogi chłopak z Austrii przyjechał do Stanów, nie mając nic poza dużymi mięśniami. Dziś ma pieniądze, sławę i władzę. I jeszcze jedno marzenie – Biały Dom.
W myśl konstytucji USA prezydentem nie może zostać osoba urodzona za  granicą. Ale Schwarzenegger podobno nie traci nadziei. Ian Halperin, autor książki „The Governator", twierdzi, że były kulturysta poza nadzieją ma również plan. W styczniu zakończy drugą kadencję jako gubernator Kalifornii i chce „zainspirować oddolny ruch” na rzecz pełnego równouprawnienia naturalizowanych Amerykanów.

Czai się Terminator

Autor biografii twierdzi – źródłem informacji ma być „bliski doradca gubernatora" – że kiedy Arnoldowi uda się już zmienić konstytucję, założy własne stronnictwo polityczne. Będzie skupiało umiarkowanych republikanów, reaganowskich demokratów oraz wyborców niezależnych, czyli tych wszystkich, którzy mają dość radykalizmu zarówno lewaków, jak i  „konserwy”. Arniemu mają pomóc obecny burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg, dawny burmistrz Rudy Giuliani i deweloper Donald Trump.

Jak ujął to Kyle Reese, jeden z bohaterów filmów o Terminatorze: „Gdzieś tam w ciemności czai się Terminator. Nie można go przekupić ani przekabacić. Nie ma litości, skrupułów ani lęków. I nigdy, ale to nigdy, choćby nie  wiem co, nie spocznie, póki nie będziesz trupem".

Trudno ocenić, ile jest prawdy w rozważaniach Halperina, który specjalizuje się raczej w  tropieniu hollywoodzkich plotek. Ale jest bardzo prawdopodobne, że  „Governator" faktycznie chciałby zasiąść w Białym Domu. Prezydentem został przecież kiepski aktor i były gubernator Kalifornii Ronald Reagan. Ale też trudno sobie wyobrazić Kongres modyfikujący specjalnie dla  Arnolda ustawę traktowaną przez Amerykanów jak prawda objawiona.

Dotychczasowa kariera zdaje się wskazywać, że Schwarzenegger jest człowiekiem zbyt trzeźwo myślącym, by snuć plany całkowicie nierealne. Z  drugiej jednak strony Wendy Leigh, która siedem lat temu wydała książkę „Arnold: An Unauthorized Biography", przekonuje, że emigrant z Austrii ma obsesję władzy i o jej zdobyciu marzył już jako dziesięciolatek. Na  potwierdzenie tej tezy cytuje wypowiedź Schwarzeneggera: „Zawsze chciałem należeć do tego ułamka ludzi, którzy są przywódcami, a nie do  wielkiej masy rządzonych. Bierze się to chyba stąd, że na własne oczy widziałem liderów wykorzystujących pełnię swojego potencjału i zawsze fascynowali mnie ludzie kontrolujący innych”.

Kalifornia über alles

Kalifornia to stan nietypowy. Politycznie skłaniający się czasem ku republikanom, ze względu na ich dyscyplinę fiskalną, ale przede wszystkim liberalny obyczajowo. Schwarzenegger dwukrotnie wygrał tam wybory na gubernatora mimo oskarżeń, które gdzie indziej wyeliminowałyby go z rozgrywki. Przeciwnicy zarzucali mu napastowanie pań oraz chwalenie Hitlera.

W przeddzień głosowania wzięta adwokatka z Los Angeles Gloria Allred dolała oliwy do ognia. Przedstawiła wyborcom niejaką Rhondę Miller, która wyznała, że Arnold podczas kręcenia „Terminatora 2" zajrzał jej pod spódnicę, sfotografował nagie piersi, a następnie przyssał się do nich w charakteryzatorni i nie chciał puścić. Pani Miller była kaskaderką oraz statystką w scenach grupowych. Nie chodziło o seks grupowy, choć demokratyczni oponenci zarzucali siłaczowi i udział w orgiach.

Atleta musiał też odpierać zarzuty w sprawie Hitlera. W 1975 r. podczas kręcenia filmu dokumentalnego miał zadeklarować: „Podziwiam Hitlera, bo był prawie nikim, nie miał wykształcenia, a osiągnął szczyty władzy. Podziwiam jego zdolności krasomówcze, jak na przykład w  Norymberdze, kiedy cały wielki tłum krzyczał razem, zgadzając się ze  wszystkim, co mówi". Zamiast przepraszać, poszedł śladem polityków zeznających przed różnymi komisjami śledczymi: twierdził, że nic nie  pamięta. I mądrze zrobił, bo z prohitlerowskich deklaracji raczej trudno byłoby mu się wytłumaczyć młodzieńczą beztroską. A dowodów nikt nie  przedstawił, ponieważ przewidujący Arnold już w 1991 r. kupił niewykorzystane ścinki filmu, które zawierały ponoć kontrowersyjną wypowiedź.

Fuks i triumf

Na Schwarzeneggera głosowały niemal wszystkie grupy społeczne, również te tradycyjnie wspierające demokratów: związkowcy, ubodzy, Latynosi. Nawet jedna czwarta wyborców zarejestrowanych jako zwolennicy Partii Demokratycznej i 42 procent kobiet. Aktor wygrał z najpoważniejszym przeciwnikiem Cruzem Bustamante przewagą blisko 10 procent, czyli miliona dwustu tysięcy głosów. Ale w tym szerokim poparciu więcej było sprzeciwu wobec rządów poprzedniego gubernatora Graya Davisa niż  autentycznego entuzjazmu dla filmowego gwiazdora. Ponadto część mieszkańców Kalifornii opowiedziała się za aktorem w przypływie dobrego humoru, na zasadzie: wszyscy zawodowi politycy są siebie warci, chodźmy wybrać Terminatora.

O ile pierwsze wybory wygrał nieco fuksem, o tyle drugie były już sprawdzianem jego faktycznych zdolności. Okazał się politykiem umiejącym łączyć, zamiast dzielić, skłonnym do  kompromisów, otwartym na dyskusję i charyzmatycznym. Za drugim razem dosłownie rozgromił kandydata demokratów Phila Angelidesa, zdobywając 17,1 procent głosów więcej.

Pokazał też ogromny talent do zjednywania sobie bogatych sponsorów. Zdaniem niektórych aż za duży. Według raportu Citizens for Responsibility and Ethics in Washington jest jednym z 11 najgorszych gubernatorów w USA. Organizacja zarzuca mu wykorzystywanie funduszy kampanijnych do prywatnych celów, nadmierne uleganie grupom nacisku, zlecanie robót finansowanych z budżetu zaprzyjaźnionym firmom, nepotyzm, manipulowanie danymi finansowymi. Ale mieszkańcy Kalifornii i  tak kochają Arnolda.

Święta Maria od Kennedych

Ian Halperin, który twierdzi, że jest wielkim fanem Schwarzeneggera i  życzy mu jak najlepiej, ujawnia też wiele kompromitujących faktów, nieznanych wcześniej opinii publicznej. Według biografa Arnie, uprawiając kulturystykę, nie tylko zażywał sterydy, do czego się przyznaje, ale również sprzedawał je innym zawodnikom i nieźle na tym zarobił. Jest rzekomo uzależniony od seksu „bardziej niż Tiger Woods", a  czworo dzieci to „tylko te, do których się przyznaje”.

Autor „Governatora" pisze, że pewnego razu jego bohater spędził dwie godziny sam na sam z króliczkiem „Playboya” w posiadłości Hugh Hefnera, a ten nagrał wyczyny gościa na wideo. Pewna producentka filmowa zwierzyła się z kolei, że w 2006 r. Schwarzenegger usiłował ją spić i zabrać do domu: „Był nachalny i dobierał się do mnie przez całą noc”.

Autor biografii przyznaje jednak, że małżeństwo Arniego i Marii Shriver jest udane. W  czasie pierwszej kampanii wyborczej męża, stanowiącej skrzyżowanie reality show z cyrkiem, Maria trwała na posterunku jak stary wiarus. Dziennikarka pochodząca z rodziny Kennedych nie należy do kobiet, które się załamują w obliczu trudności. Wręcz przeciwnie. Jest siostrzenicą prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Jak przystało na panienkę z dobrego domu, skończyła katolicką szkołę prowadzoną przez zakonnice, a  narzeczonego spotkała podczas imprezy dobroczynnej – turnieju tenisowego z udziałem sław zorganizowanego przez jej rodzinę w 1977 r. Tyle że  wybrankiem nie był absolwent Harvardu, lecz kulturysta mówiący z  zabawnym akcentem i mający reputację playboya.

Ona miała 21 lat, właśnie skończyła Georgetown University, on miał 30 lat. Była zagorzałą liberalną demokratką, która lewicowe przekonania wyssała z  mlekiem matki, on – konserwatystą traktującym kobiety na poły pobłażliwie, na poły instrumentalnie. Co ich połączyło? Oboje mają wielkie ambicje. Pragną sukcesów i potrafią je osiągać.

Miłość do władzy

Maria podobnie jak Arnold startowała niemal od zera, bo w Ameryce można odziedziczyć wielkie pieniądze, ale na sławę czy stanowisko trzeba zapracować. Z depeszowca w lokalnej filadelfijskiej stacji telewizyjnej KYW-TV po kilku latach awansowała na korespondentkę ogólnokrajowej CBS i  gospodynię programu „Morning News", a następnie została prezenterką najbardziej prestiżowych programów informacyjnych sieci NBC: „Today” oraz „Nightly News”. Przy czym według organizacji Media Reality Check dziennikarska rzetelność Marii Shriver nie jest kryształowo czysta. „Próbuje być działaczką zamiast reporterką i naginać świat do swoich poglądów,stanowiących kennediański liberalizm w czystej postaci” –  twierdzi szef działu badań MRC Rich Noyes.

Według politologa Jacka Pitneya, specjalisty od GOP, to właśnie liberalizm Marii ukształtował poglądy Arnolda. Popiera on prawo kobiet do aborcji, legalizację wspólnot domowych gejów, zaostrzenie norm ochrony środowiska oraz  ograniczenie swobody posiadania broni.

Ian Halperin powiedział reporterowi strony Moviefone: – Bardziej niż orgie i handel sterydami zaszokowały mnie jego opinie na temat dzisiejszej Partii Republikańskiej. Uważa on, że została zawłaszczona przez ekstremistów i  religijnych fanatyków. Nienawidzi ich. Mówi, że uwielbiał George’a Busha seniora, ale gardzi Georgem W. Bushem. Powtarza: „Jak George i Barbara mogli wychować takiego idiotę".

Korzystał z usług wielu doświadczonych ekspertów reprezentujących różne polityczne style i szkoły myślenia, ale  bliskie mu osoby uważają, że jego najważniejszym doradcą była, jest i  będzie żona.

Tezę, że Maria zajmuje w kalifornijskiej administracji silną pozycję polityczną, potwierdza Anthony Eksterowicz, od lat badający wpływ pierwszych dam Ameryki na prezydentów: „Żaden doradca nie  ma tak silnego wpływu na polityka jak żona. Dlaczego? Po prostu dlatego, że żaden nie jest z nim tak blisko jak żona. Oczywiście, sama bliskość nie wystarczy. Pierwsza dama musi jeszcze chcieć aktywnego uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, interesować się problemami, które rozstrzyga mąż, mieć naturę społecznicy. A te trzy ostatnie cechy charakteryzują z  reguły kobiety wykształcone i pracujące zawodowo". Jak Maria Shriver.

Niektórzy uważają wręcz, że to żona rozbudziła polityczne ambicje Schwarzeneggera, a teraz pcha go do prezydentury. Edward Klein, autor trzech książek o rodzinnym klanie Marii, podkreśla, że kobiety z rodu Kennedych zawsze odgrywały dużą rolę w publicznej działalności mężów. Jednocześnie zwraca uwagę, że mimo głębokiego zaangażowania w walkę o  liberalne pryncypia rodzina była zawsze bardziej zainteresowana władzą niż realizacją politycznych idei: „Żądza władzy wyrasta z ich korzeni historycznych, uprzedzeń i nietolerancji, których doświadczali jako irlandzcy katolicy. Dążenie Kennedych do władzy stało się obsesją rządzenia za wszelką cenę. Za władzę oddaliby wszystko i często to  robili".

Niezależnie od tego, kto ma więcej do powiedzenia w domu i  pałacu gubernatora Kalifornii, Arnold i Maria z pewnością dobrali się jak w korcu maku.

Okładka tygodnika WPROST: 44/2010
Więcej możesz przeczytać w 44/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0