Wydać rzeźnika

Wydać rzeźnika

Z daleka nie można było go rozpoznać. Miał czapkę z daszkiem i siwe włosy. Szedł chwiejnym krokiem, bardzo powoli. Otaczało go kilku policjantów, którzy raczej obawiali się, że zasłabnie, niż że ucieknie. Ratko Mladić, zbrodniarz wojenny.
Badanie DNA nie pozostawiało wątpliwości – to był Mladić. Po 15 latach poszukiwań serbskie służby wreszcie dopadły „rzeźnika Bałkanów". „To ważny dzień dla międzynarodowej sprawiedliwości, Europy i Serbii” – Barack Obama, Angela Merkel i inni zachodni przywódcy nie kryli satysfakcji. Ale co naprawdę może dać Europejczykom aresztowanie 69-latka? Czy skazanie emerytowanego generała sprawi, że Bałkany staną się bardziej bezpieczne? Czy wydając międzynarodowemu trybunałowi w Hadze swojego rodaka, Serbowie wreszcie dostaną przepustkę do Unii Europejskiej?
Poeta i generał

„Słyszę, jak kroczy kataklizm/ Miasto płonie niczym gromnica/ Nasza świadomość spowita dymem,/ Wśród zbrojnych szeregów/ uzbrojone drzewa.../ Wszystko co widzę jest zbrojne/ Bo wszystko zmieniło się w armię,/ wojnę i bój..." – pisał Radovan Karadżić jeszcze przed wybuchem wojny w Jugosławii. Karadżić bardzo szybko przemienił się z narodowego wieszcza w politycznego przywódcę bośniackich Serbów.

Być może miał profetyczny dar i już pod koniec lat 80. przeczuwał, że kończy się jego lekarskie powołanie i wkrótce przestanie pracować w ukochanym Sarajewie. Amoże już wtedy z zimną krwią planował, że powróci na czele wojsk i ukarze miasto, z którego – jak mawiał – „potomkowie tureckich sług wypędzali prawosławnych mieszkańców"? „To wszystko należało kiedyś do Serbów” – tak historię Sarajewa opowiadał w jednym z filmów BBC Karadżić i z okalających miasto gór pokazywał reporterom leżące w dolinie domy. To do nich i żyjących tam ludzi jego artyleria i snajperzy strzelali przez prawie trzy lata. Przez ten czas od ich kul zginęło w Sarajewie prawie 10 tys. osób.

„Nawróćcie się na moją wiarę/ Proponuję wam coś, czego nikt/ Wcześniej nie miał/ Proponuję wam surowość i wino/ Ten, który nie będzie miał chleba,/ Zostanie nakarmiony światłem mojego/ Słońca" – pisał winnym wierszu Radovan Karadżić. I dodawał: „W mojej wierze nic nie jest zakazane/ Jest miłość i picie/ I patrzenie na Słońce tak długo, jak/ Tylko chcecie/ Ten bóg niczego wam nie zabrania/ Posłuchajcie mojego wezwania, bracia”.

Ratko Mladić posłuchał, podobnie jak tysiące innych. W latach 1992-1995 Karadżić i Mladić stworzyli duet, który był uwielbiany przez serbskich nacjonalistów, a który budził postrach wśród innych narodów byłej Jugosławii. Poeta ideolog i utalentowany wojskowy wspólnie realizowali marzenia o Wielkiej Serbii. Dobrze wykształcony w jugosłowiańskiej armii (skończył akademię z wyróżnieniem) i od dziecka nienawidzący Chorwatów (w walce przeciw nim zginął jego ojciec podczas II wojny światowej) Ratko Mladić odnosił duże sukcesy w chorwackiej prowincji Krajina.

W 1992 r. został wezwany przez Karadżicia do pomocy w Bośni i Hercegowinie, gdzie szybko podbił 70 proc. terytorium tej republiki. Symbolem jego kampanii było nie tylko płonące Sarajewo, ale również Srebrenica. „Generał Mladić tu jest. Nikt was nie skrzywdzi" – uspokajał bośniackie dzieci, przerażone po wejściu do miasta serbskich oddziałów w lipcu 1995 r. Zachowały się nawet zdjęcia, jak Mladić wydaje muzułmańskim kobietom chleb i wodę. Jednak dla mężczyzn i nastoletnich chłopców serbski generał i jego ludzie nie mieli litości. W licznych egzekucjach w regionie Srebrenicy zginęło prawie 8 tys. osób i była to największa zbrodnia ludobójstwa w Europie po II wojnie światowej.

Swój chłop

„To aresztowanie zmazuje plamę na honorze Serbii i zwiększa naszą moralną wiarygodność na arenie międzynarodowej" – mówił prezydent Serbii Boris Taić, ogłaszając zatrzymanie gen. Mladicia. Jednak nie do wszystkich jego współobywateli trafiają te słowa. Mimo gigantycznej nagrody, jaką za głowę Mladicia wyznaczyły władze w Belgradzie (10 mln euro), przez 15 lat nie znalazł się w Serbii nikt, kto zadenuncjowałby popularnego kiedyś generała.

Nawet teraz zaledwie 30 proc. Serbów popiera decyzję o jego ekstradycji do Hagi. Mimo to wątpliwe, by w Serbii doszło do poważniejszych niepokojów społecznych z powodu ujęcia i postawienia przed międzynarodowym sądem przedostatniego z listy najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy wojennych (przedostatniego, bo ukrywa się jeszcze przywódca Serbów chorwackich Goran Hadżić). W wygłaszanych na gorąco komentarzach tylko przedstawiciele organizacji weteranów oraz Radovan Karadżić (poprzez swojego adwokata) ujęli się za dawnym głównodowodzącym siłami serbskimi w Bośni i Hercegowinie.

Mimo że Serbia jako państwo nie została obwiniona o zbrodnie popełnione podczas bałkańskich konfliktów

w latach 90., to jednak podpisując porozumienie pokojowe w amerykańskim Dayton w 1995 r., zobowiązała się do współpracy z Międzynarodowym Trybunałem Karnym ds. byłej Jugosławii (ICTY) w Hadze i ścigania przestępców wojennych (podobnie jak inne kraje regionu). Co prawda Serbowie w 2001 r. przekazali zagranicznym sędziom swojego byłego prezydenta Slobodana Miloševicia (zmarł w więzieniu na atak serca w 2006 r., przed zakończeniem procesu), a w 2008 r. Radovana Karadżicia ( jego proces trwa), to jednak za każdym razem był to efekt wielkiej dyplomatycznej presji. W dzień aresztowania Mladicia pojawiały się przecieki z biura głównego prokuratora ICTY Serge’a Brammertza, że w jego najnowszym raporcie dla ONZ Serbia znowu zostanie ostro skrytykowana za niewystarczającą współpracę z międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości. Między innymi dlatego w ostatni czwartek w Belgradzie przebywała szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton, której to niespodziewanie (czy na pewno?) prezydent Tadić rzucił pod nogi Mladicia. Co się stało?

Rachunki z przeszłości

Trudno oskarżać serbskie władze, że od dawna wiedziały, gdzie ukrywa się podejrzany o zbrodnie ludobójstwa generał, ale z jakichś powodów go tolerowały (w piątkowym wywiadzie dla CNN Tadić ostro temu zaprzeczył). Jednak wielu ekspertów jest przekonanych, że w przeszłości Ratko Mladić korzystał z opieki wpływowych ludzi z wojska i służb, dzięki czemu mógł zawsze w porę zmieniać kryjówkę. Robił to tak skutecznie, że w zeszłym roku jego rodzina wystąpiła nawet o wydanie urzędowego aktu zgonu.

Belgrad nie mógł sobie pozwolić na pobłażliwość wobec Mladicia. W zeszłym roku sędziowie w Hadze skazali chorwackiego generała Ante Gotovinę na 24 lata więzienia za zbrodnie popełnione na Serbach w 1995 r. Wtedy to Gotovina dowodził operacją, w wyniku której Chorwacja odzyskała Krajinę (utraconą wcześniej m.in. po działaniach Mladicia). A on sam dzięki temu zyskał status chorwackiego bohatera narodowego. To rozliczenie z przeszłością było dla wielu Chorwatów bolesne, ale ułatwiło im negocjacje z Unią Europejską. I jest już niemal pewne, że jeszcze w tym roku zostanie podpisany traktat o przystąpieniu Chorwacji do UE. Dla dumnych Serbów pozostawanie na europejskich peryferiach było nie do przyjęcia – tym bardziej że cena za rozpoczęcie marszu ku centrum Europy w sumie nie była wygórowana.

Ujęcie i osądzenie Ratko Mladicia ma ogromne znaczenie dyplomatyczno-polityczne. W ten sposób Serbowie nie tyle odkupują swoje winy, ile oczyszczają sumienie Europy. Unia ma bowiem do tej pory wyrzuty sumienia z powodu swojej bierności, która doprowadziła do zbrodni ludobójstwa – zauważa Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego. Mimo że pod względem zamożności, stabilności systemu politycznego i przestrzegania zasad państwa prawa Serbia jest na poziomie najmłodszych członków UE – Bułgarii i Rumunii – to do tej pory nie miała żadnych szans na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych.

Przyznanie Serbii statusu kandydata do członkostwa w UE wetowali dotąd Holendrzy, cierpiący z powodu „syndromu Srebrenicy". Bo właśnie w Srebrenicy w lipcu 1995 r. stacjonowali holenderscy żołnierze, którzy jako błękitne hełmy mieli chronić Bośniaków znajdujących się w tej tzw. strefie bezpieczeństwa ONZ. Jednak już po pierwszych atakach wojsk Mladicia Holendrzy zrezygnowali z walki i negocjowali warunki własnej ewakuacji. Może więc ukaranie bezwzględnego generała pozwoli wreszcie jednym na uwolnienie się od wojennej traumy, a drugim na wyrwanie się z politycznego impasu?

Nagroda

Uroczyste deklaracje polityków UE po zatrzymaniu Ratko Mladicia oznaczają, że Serbowie szybko zostaną wynagrodzeni. Zapewne jeszcze w tym roku Bruksela uzna ich za kandydatów do członkostwa w Unii (choć nie oznacza to jeszcze rozpoczęcia negocjacji). UE jest trudnym partnerem w negocjacjach, o czym przed dekadą przekonywała się Polska, ale przy dobrej woli po obu stronach rozmowy mogłyby się zakończyć bardzo szybko.

Poza Serbią żaden inny kraj nie ma teraz szans na rychłe przyjęcie do Unii. Dziś to Europa bardziej potrzebuje Serbii niż odwrotnie – ocenia Saryusz-Wolski. Jednak wielu polityków w UE jest do Serbii nastawionych wstrzemięźliwie. „To przecież przyszły rosyjski lotniskowiec w Unii" –mówią, wskazując na silne wpływy Rosji i Gazpromu w tym kraju. Można też zapytać, czy wydanie pod sąd jednego zbrodniarza likwiduje problemy z korupcją i Kosowem? W pierwszej kwestii oczywiście nic nie zmieni, ale w drugiej sprawie wydanie Mladicia może Serbom pomóc. Pięć z 27 krajów UE nadal nie uznaje państwowości Kosowa, więc Serbia nie będzie wyjątkiem we wspólnocie i oczekiwanie teraz upokarzającej dla nich deklaracji nie ma żadnego sensu. Zresztą nawet przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso mówił podczas niedawnej wizyty w Belgradzie, że Unii wystarczy „pragmatyczne rozwiązanie” kwestii Kosowa.

A było to jeszcze przed zatrzymaniem przez serbską policję mężczyzny, który pod nazwiskiem Milorad Komadić mieszkał u krewnych w wiosce Lazarevo na północy Serbii.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2011
Więcej możesz przeczytać w 22/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • ~ hidem IP
    Slobodan Milošević na procesie w Hadze powiedział:

    Czytaj także