Zdrada jak rak

Zdrada jak rak

Zdrada spowszedniała, znajdujemy dla niej wiele uzasadnień, nie jest już tak mocno obarczona poczuciem grzechu. Ale nadal boli i zdradzanych, i często zdradzających – mówi Zofia Milska-Wrzosińska, psycholog i szefowa warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji.
Renata Kim: Często pani słyszy od swoich pacjentów: wszystko zaczęło się od jednego niewinnego SMS-a, od zalotnej rozmowy na czacie i nie wiadomo, jak rozwinęło się w romans?

Zofia Milska-Wrzosińska: Nie, rzadko ludzie są aż tak nieświadomi tego, co im się przydarza. Zdradzający na ogół zaczynają od tego, że w ich związku od dawna się nie układa. Zresztą zdradzani podobnie.

Ale chyba w dobie telefonów komórkowych, portali społecznościowych i innych nowinek technologicznych ułatwiających kontakty międzyludzkie łatwiej o pokusę?

Wiele wskazuje na to, że współcześnie jest więcej zdrad niż kiedyś, ale obwiniać o to komórki i internet to tak, jakby powiedzieć, że kiedyś za zdrady odpowiadały konie, bo karetą można było szybciej dostać się do ukochanego niż pieszo. Nie mylmy sposobu z przyczyną.

A jaka jest przyczyna?

Kobiety przestały być społecznie, ekonomicznie i kulturowo skazane na wierność. Przez wieki funkcjonowały systemy, które miały dać mężczyźnie gwarancje, ze kobieta jest mu wierna, wiec dziecko na pewno jest jego. Kiedyś były pasy cnoty, potem przymus mniej dosłowny. Kobieta nie pracowała, nie miała własnych pieniędzy, wiec konsekwencje zdrady byłyby dla niej dramatyczne. Mogła zostać wyrzucona z domu, ze społeczności, nie miałaby z czego żyć, straciłaby dobre imię, dzieci, w niektórych kulturach nawet życie. Dziś mąż nie wygoni, bo mieszkanie dzieli się na pół. Zresztą ona pracuje i sobie poradzi. Nie musi się wstydzić, bo nikt nie nazwie jej szmata, nie wywiezie jak Jagny na wozie z gnojem. Dzieci żaden sad z powodu zdrady jej nie odbierze. Dlatego współcześnie kobiety korzystają z wolności zdradzania, tak jak przez tysiąclecia mężczyźni. Zdarza mi się słyszeć na konsultacji dla pary, ze zona mówi wprost: „Tak, rzeczywiście mam kogoś i nie zrezygnuje z tego".

To zabrzmiało tak, jakby zdrada była powszechna.

Z badan wynika, ze jest dość powszechna. Dotyczy mniej więcej 50-60 proc. związków, po jednej albo drugiej stronie. Albo obu. W Polsce do zdrad przyznaje się 30-40 proc. ankietowanych, w niektórych badaniach więcej. Zdrada spowszedniała, znajdujemy dla niej wiele uzasadnień, nie jest już tak mocno obarczona poczuciem grzechu.

Nawet dla katolików?

Spotkałam wiele głęboko religijnych osób, które to zrobiły. Gdyby człowiek wierzył, ze będzie się za zdradę dosłownie, nie metaforycznie, smażył w ogniu piekielnym, to może by się powstrzymał, ale najczęściej nie ma takiej wiary. A moralne skrupuły bywają słabsze niż impulsy popędowe.

A co mówią statystyki? Kto zdradza częściej?

Statystyki mówią, ze mężczyźni, ale socjologowie uważają, ze nie można dać tym wynikom pełnej wiary – kobiece zdrady mogą być niedoszacowane, bo dziedzictwo wieków daje znać o sobie i zona, owszem, zdradza jak mąż, ale trudniej jej się do tego przyznać, nawet przed sobą. Mówi na przykład: „Owszem, miałam romans, ale czy to można nazwać zdrada?".

Można aż tak się oszukiwać?

Owszem. Jesteśmy specjalistami w racjonalizowaniu zdrad. Mężczyźni tłumacza, ze to tylko seks, coś bez żadnego znaczenia, coś w rodzaju ćwiczenia fizycznego. Zdrada byłaby, gdybym miał jakieś uczucia, a ja tylko chodzę do łózka z jedna panią dwa razy w tygodniu, to jak zabieg higieniczny. Albo: trudno to nazwać zdrada, skoro od dawna nie układa się nam z zona pod względem seksualnym. No to czy ja ja zdradzam? Pewnie, ze nie. Bywa tez tak, ze wprawdzie nie doszło do zdrady fizycznej, lecz mężczyzna ma bliskie, wręcz intymne kontakty z jakaś kobieta. Jest mocno przejęty jej problemami, chce jej pomóc, bo ona taka biedna, sama z dzieckiem. Nie uważa tego za zdradę, choć pozbawia swoja rodzinę czasu i zaangażowania. Może to być koleżanka z pracy albo sąsiadka. Sąsiedztwo zresztą w kwestii zdrady jest bardzo poręczne, tylko z tej poręczności wynika ryzyko wpadki. Pewien pan zdradzał żonę z sąsiadką z pietra niżej pod pretekstem joggingu, aż kiedyś nie zauważył, ze rozpętała się burza i jego kompletnie suchy dres wzbudził wątpliwości zony. Ale skądinąd gdyby nie chciała, to nic by nie zauważyła, bo jest mnóstwo sytuacji, gdy ludzie nie chcą się dowiedzieć, ze są zdradzani.

Jak można rozpoznać, że partner nie dochowuje wierności?

Jest kilka czynników, które są sygnałem, ze mogło dojść do zdrady. Wszystkie znane naszym babkom i prababkom. Po pierwsze, spadek zainteresowania seksem ze współmałżonkiem. Po drugie, zmiany w rozkładzie dnia – najbardziej typowe jest wydłużanie się godzin pracy („Kochanie, szef się zmienił, nie lubi, żebyśmy wychodzili przed nim, a to pracuś, czasem i do północy posiedzi…") albo nietypowe zainteresowania. Na przykład mąż nie czytał niczego poza „Przeglądem Sportowym”, a nagle przychodzi, mówiąc: „Jest taki profesor Bauman, który pisał… Zaraz… Jak to było… O płynnej nowoczesności? Słyszałaś o nim?”. Albo zona zaczyna się ciekawić perspektywami wydobywania gazu łupkowego. Do tego współmałżonek pięknieje, zmienia styl ubierania, poświeca dużo czasu na zabiegi toaletowe. Do nas zwraca się na ogół ze zniecierpliwieniem i wciąż jest zmęczony. A jednak w głowie zdradzanego nie pojawia się świadomie podejrzenie… Co najwyżej przyzna, ze w jego związku dzieje się ostatnio złe, a na koniec powie: „Jednego jestem pewny, w grę na 100 proc. nie wchodzi nikt inny”.

Dlaczego wypiera prawdę?

Bo to jest trudna wiedza. Jeżeli sobie powiemy, ze on, ona nas zdradza, to czujemy, ze powinniśmy coś z tym zrobić – rozwieść się, spakować mu (jej) walizki, naskarżyć teściom, pobić te dziwkę? To wszystko niełatwe, trochę jakby nieestetyczne. Z kolei jak nic nie zrobimy, to będziemy cierpieć, stracimy szacunek do siebie, poczujemy się upokorzeni. A jak sami siebie przekonamy, ze to tylko zwykły kryzys małżeński i nikt trzeci nie wchodzi w grę, możemy odetchnąć z ulga.

Czyli potrafimy zdławić w sobie podejrzenia.

Tak, na rożne sposoby. Na przykład mąż jest pewien, ze zona by nie zdradziła, bo to się kłóci się z ich wspólnym światopoglądem. A jeśli już nie da się przymknąć oczu, to zdradzany w pewnym sensie bierze na siebie winę. Owszem, ona ma kogoś, ale to dlatego, ze ja ja wcześniej zaniedbywałem. No, a jak to moja wina, to mogę mieć – złudne – poczucie wpływu i kontroli. Chociaż oczywiście zdrada zawsze się jakoś wiążę z kondycja pary, ale to nie oznacza, ze ktoś jest winny.

Czesto jednak przyczyny sa bardziej prozaiczne: dwoje znajomych z pracy spędza z sobą mnóstwo czasu, rozmawiają, śmieją się, przelotnie się dotykają. I nagle wybucha między nimi uczucie.

Ale może jeszcze dwa lata wcześniej nie czuliby tej ekscytacji? Na zdradę przychodzi odpowiedni moment: nasz związek nie jest już taki satysfakcjonujący i my jesteśmy rozczarowani, bo przecież to miało być uczucie na całe życie, zaczynamy być podatni na okazje, które pojawiają się wokół.

Czy istnieje miłość na całe życie?

Antropolodzy i psycholodzy ewolucyjni twierdzą, że biologicznie rzecz biorąc, człowiek nie jest istotą monogamiczną. A jeśli już, to seryjnie. Może być wierny w sposób naturalny przez dwa, najwyżej cztery lata – tyle trwa stan zakochania, który powoduje, że inne osoby nie są dla nas seksualnie interesujące. Wobec tego, by zachować wierność na dłużej, musimy wykonać pewien wysiłek. I ta miłość na całe życie opierać się może nie na namiętności, ale raczej na zażyłości, intymności – choć dobrze, gdy zbudowanej na niegdysiejszym szalonym zakochaniu.

Zdradzamy, a potem stajemy przed dylematem, jak sobie z tym poradzić. Bo wiemy, że postąpiliśmy źle.

W naszej kulturze zdrada jest zła, niemoralna, niszcząca, więc poczucie, że zrobiło się coś złego, jest reakcją adekwatną. Jak człowiek coś ukradł, to nie powinien myśleć, jak sobie poradzić z uczuciem wstydu – jeśli je ma, oczywiście – tylko jak tego więcej nie zrobić. Jeżeli ktoś zdradził i jest mu z tym niedobrze, to może to być zachętą do zmiany. Może się zastanowi, dlaczego jego małżeństwo nie daje mu satysfakcji i co zrobić, żeby dawało. Albo czego szuka u tych innych partnerów i czy to jest warte ryzykowania stałego związku.

Czy do zdrady należy się przyznawać?

Często to po prostu obarczanie partnera swoim problemem. W związku powinna panować otwartość, lecz są rzeczy, których nie można powiedzieć, bo go definitywnie zniszczą. Jeśli ktoś ma potrzebę rozmowy, to niech się zwierzy przyjaciółce, a nie osobie zdradzonej. Bo wprawdzie on dozna ulgi jak po spowiedzi, ale druga strona będzie dźwigać jego brzemię, zamartwiać się, wyobrażać sobie najgorsze. Czyli nie dość, że się kogoś zdradziło, to jeszcze dla spokoju swojego sumienia zrzuca mu się to na głowę.

Czy można po czymś takim odbudować związek?

Skoro rozwodów jest mniej niż zdrad, to znaczy, że się da. Ale z pewnością związek nie będzie już taki jak przedtem. Zdrada jest dla niego utratą niewinności. Często się mówi, że to jest szansa, że z tego wynikną różne dobre rzeczy… Zdarza się, że ludzie po latach mówią sobie z dumą, że owszem mieli taki kryzys, ale sobie z nimi poradzili. Ba, wyszli z niego silniejsi.

Słyszę w pani głosie ironię...

Tak. Bo mówienie, że zdrada wzmocniła związek, to po prostu próba poradzenia sobie z traumą. Tak jak człowiek, który chorował na raka, ale wyzdrowiał, do końca życia powtarza, że to doświadczenie go zmieniło. Dokonuje racjonalizacji tego przeżycia, by nadać mu jakiś sens. A przecież nie da się ukryć, że tak jak lepiej byłoby nie przechodzić ciężkiej choroby, tak samo lepiej nie zdradzać ani nie być zdradzanym.

Czy nadejdzie kiedyś czas, gdy uznamy zdradę za coś normalnego?

Zdrada jest zawsze bolesna, bo uderza w nasze romantyczne wyobrażenie o miłości i podkopuje wiarę w siebie. Nie będzie akceptowana również dlatego, że wiąże się z nielojalnością. Bo nie tylko w życiu naszego partnera pojawił się ktoś inny, ale na dodatek coś ważnego zostało nam zabrane, nasza intymność naruszona. Na przykład mąż daje kochance czas i troskę, której od dawna skąpi swojej rodzinie. Żona dzieli się z kochankiem sekretami, które należały tylko do niej i do męża. To bardzo boli, może bardziej niż prosta seksualna niewierność.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2011
Więcej możesz przeczytać w 23/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • ertert@wp.pl IP
    tryrty

    Czytaj także