- Nie troszczę się o bardzo biednych. Mamy siatkę bezpieczeństwa. Jeżeli będzie ona wymagać naprawy, naprawię ją. Nie troszczę się też o bardzo bogatych. Troszczę się o serce Ameryki, tych 90-95 procent Amerykanów, który walczą o byt - powiedział Romney w CNN. Lewicowi krytycy Romneya natychmiast podchwycili tę wypowiedź jako kolejny dowód na to, że republikański polityk jest klasycznym rzecznikiem elit finansowych w USA, oderwanych od zwykłych ludzi.
Z kolei konserwatywni komentatorzy skrytykowali Romneya, że dostarczył nowej amunicji wyborczej machinie prezydenta Baracka Obamy. Czołowy prawicowy komentator Charles Krauthammer zwrócił uwagę, że Romney "wykazał się nieznajomością ideologii konserwatyzmu", która - jak powiedział - "nie dzieli społeczeństwa na klasy i zakłada, że konserwatywny program ograniczenia roli rządu pomoże wszystkim, w tym także biednym". Siatka osłony socjalnej, czyli rozbudowany system zasiłków i innych świadczeń, o którym mówił Romney, jest - powiedział Krauthammer - "koncepcją lewicy" i nie ma sensu mówić o jej "naprawie". Natomiast "Wall Street Journal" wyraził opinię, że Romney niepotrzebnie kreuje się na obrońcę klasy średniej. "Jest to gra, w którą Demokraci grają lepiej" - napisał dziennik w artykule redakcyjnym.
Gafa republikańskiego kandydata nakłada się na szereg innych podobnego rodzaju. W styczniu, odpowiadając na pytania o swoje dochody i podatki, Romney powiedział, że w zeszłym roku zarobił m.in. na honorariach z przemówień "niewielką sumę - 374 327 dolarów". Z kolei na spotkaniu z wyborcami, gdy rozmowa zeszła na problem bezrobocia, powiedział żartem, że "sam jest bezrobotny", ponieważ po odejściu ze stanowiska gubernatora Massachusetts w 2006 r. Romney nie ma stałego zatrudnienia. Nawet jednak bez stałej pracy Romney inkasuje corocznie 20-30 milionów dolarów, głównie z procentów od swoich inwestycji finansowych.
PAP, arb
