Awantura o Kalinę

Awantura o Kalinę

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Dom sprzedany, meble też. Los listów i fotografii w większości nieznany. Część zginęła, część ukradziono, część ma nowych właścicieli, a część tkwi głęboko pochowana w szufladach spadkobierczyni. Spuścizna po Kalinie Jędrusik 20 lat po śmierci tej wybitnej artystki właściwie przestała istnieć.
Po jednej stronie są krewni i przyjaciele Kaliny Jędrusik: siostrzeńcy wybitnej aktorki Paweł Pohorecki i Rafał Szczepański oraz Małgorzata Potocka. Po drugiej – spadkobierczyni, czyli Aleksandra Wierzbicka opiekująca się Jędrusik w ostatnich latach życia. Między nimi mur niechęci.

Pohorecki uważa, że zaprzepaszczenie pamiątek po osobach takiego formatu jak Kalina Jędrusik i jej mąż, pisarz Stanisław Dygat, jest przestępstwem. Szczepański żałuje, że nie może zrobić nic, by  uczcić pamięć ciotki. No i chciałby odzyskać listy i fotografie.

Potocka z kolei wini ministra kultury, że nie potrafił z urzędu zadbać o  spuściznę po wybitnych ludziach. Nie próżnuje tylko Wierzbicka. 20 lat po tym, jak sąd stanął po jej stronie, wydziedziczając ze  spuścizny rodzinę artystki, opatentowała znak towarowy „Kalina Jędrusik". Teraz ci, którzy świadczyli w sądzie na korzyść kobiety, mówią wprost: testament Kaliny Jędrusik mógł zostać sfabrykowany. Rafał Szczepański: – Ta historia to czysty Mrożek.

Najgorsze, że dziś jesteśmy zupełnie pozbawieni pamiątek po cioci, że zostały one wyprzedane i nie mieliśmy nawet szansy, aby móc je odkupić. Aleksandra Wierzbicka: – A co ja miałam do powiedzenia? Tak zdecydował sąd. Paweł Pohorecki: – To, co  zrobił sąd, to przestępstwo.

Nie skrzywdzić Oli

Kalina Jędrusik zmarła 7 sierpnia 1991 r. w swoim domu na warszawskim Żoliborzu. Zwykło się mówić, że po ataku astmy – była uczulona na sierść zwierząt, mimo to trzymała w domu psy i koty. Aleksandra Wierzbicka zapamiętała jej ostatnie słowa: „Co z tym pogotowiem?".

Lekarka, która przyjechała wkrótce na miejsce, mogła już tylko wypisać akt zgonu. Przyczyna śmierci: niewydolność krążeniowa. Sekcji zwłok nie  przeprowadzono. Pogrzeb odbył się 13 sierpnia na Cmentarzu Powązkowskim. Dariusz Michalski, autor biografii Kaliny, cytuje w książce fragment pamiętnika nieżyjącej dziś siostry artystki, Zofii Szczepańskiej-Pohoreckiej: „Stypa. Pytam powtórnie zebranych o testament – nie ma. […] Wszyscy martwią się tylko losem p. Wierzbickiej: – Oli nie  wolno skrzywdzić".

Rafał Szczepański: – Mama chciała kupić kawalerkę Oli Wierzbickiej, ale ona miała wyższe wymagania. Zofia Szczepańska-Pohorecka wniosła wtedy sprawę do sądu, aby uznać prawa spadkowe z mocy ustawy. Zaraz potem pojawił się testament. „My niżej podpisani oświadczamy, że dnia 19 maja 1991 roku Kalina Jędrusik-Dygat (…) wezwała nas do swego domu w charakterze świadków dla sporządzenia testamentu i wyrażenia swojej ostatniej woli. (…) Oświadczyła, że (…) cały swój majątek na wypadek śmierci przepisuje Aleksandrze Wierzbickiej, (…) która opiekuje się Nią i jest dla Niej najbliższą Osobą, traktowaną jak córka". Pod oświadczeniem podpisały się trzy osoby: nieżyjąca już Anna Płoszaj-Dejmek, Mirosław Rossowski z Polskiej Agencji Artystycznej PAGART i dziennikarz Zbigniew Dzięgiel.

Wierzbicka: – Byłam wtedy w domu. Ale ja przecież nie myślałam o śmierci Kaliny. Chciałam, żeby jak najdłużej żyła. Wojciech Gąssowski, piosenkarz, przyjaciel Jędrusik, w sądzie stał po stronie Aleksandry Wierzbickiej: –  Zebrała się wtedy grupa przyjaciół i była tylko jedna myśl: co ta biedna Ola teraz zrobi. Dziś, z perspektywy czasu wiem, że to było nieporozumienie. Czuję wściekłość, że tak się stało. Byliśmy naiwni. I  jest mi wstyd przed rodziną Kaliny.

Czy testament został sfabrykowany na  potrzeby procesu? Mirosław Rossowski obrusza się: – Proszę mnie nie  obrażać! Jedna z osób (prosi o anonimowość), która była w grupie stojącej za Wierzbicką, przyznaje jednak: – Nie było żadnego testamentu. Ale byliśmy przekonani, że to, co robimy, robimy w dobrej wierze. „Wprost" dotarł również do niepublikowanych wypowiedzi innej osoby, która często bywała u Kaliny: – Testament nie wydaje mi się wiarygodny. Tego typu pragnień nigdy z ust Kaliny nie słyszałem. Ale wtedy rzeczywiście było tak: trzeba pomóc Oli. Zbieramy się i pomagamy.

Małgorzata Potocka, tancerka, przyjaciółka domu: – Wyobrażałam sobie, że  w willi przy Kochowskiego będzie siedziba fundacji Kaliny Jędrusik, że  będą tam nocować młodzi artyści przyjeżdżający do Warszawy, będzie izba pamięci Kaliny i Stasia Dygata, a Ola będzie tam dalej mieszkać i tym wszystkim zawiadywać.

Pomoc domowa albo córka

Więcej możesz przeczytać w 14/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 1

Czytaj także