Do Izby Lordów, proszę

Do Izby Lordów, proszę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Hugh Grant wraca do pracy po trzech latach przerwy. Kiedyś wpadł w pułapkę zastawianą na gwiazdy przez show-biznes: stał się ofiarą własnego wizerunku. Dzisiaj ostatni wieczny chłopiec kina ma 51 lat. I liczy na drugą szansę.
Egocentryczny, zapatrzony w siebie, ambitny, bardzo zabawny, a  jednocześnie niespełniony i zdesperowany. A poza tym pełen uroku". Tak głównego bohatera animacji „Piraci” opisują jego twórcy z legendarnego angielskiego studia Aardman (to oni stworzyli „Wallace’a i Gromita”). Ten opis pasuje jak ulał do Granta, który użycza swojego głosu grubemu kapitanowi. – Ta rola to wyzwanie – żartuje jednak aktor w najnowszym wywiadzie dla brytyjskiego „Guardiana”. – Nie jestem na co dzień korsarzem o wielkiej, rudej brodzie.

A przecież dotąd grał postaci, które były mu bliskie. W latach 90. kino wykreowało go na pięknego lekkoducha, a on szybko utożsamił się z tym wizerunkiem. Błyskotliwy, przystojny, ze zniewalającym uśmiechem, otoczony pięknymi kobietami –  Hugh Grant stał się synonimem człowieka sukcesu w świecie pozbawionym problemów finansowych. Kolorowe magazyny publikowały jego zdjęcia na  jachtach, przyjęciach, eleganckich premierach, plotkarska prasa rozpisywała się o romansach z Elizabeth Hurley, Sandrą Bullock, piękną i  bogatą rozwódką Jemimą Khan. Na pierwsze strony gazet trafiła informacja o przyłapaniu go przez policję na uprawianiu seksu z czarnoskórą prostytutką, w samochodzie zaparkowanym w rezydencjalnej dzielnicy Los Angeles.

Był jedną z najbardziej medialnych postaci przemysłu rozrywkowego. Idealnie wpasował się w konwencję, którą narzucił mu show-biznes, ale też dosyć szybko pozwolił się jej zniszczyć. 

Więcej możesz przeczytać w 15/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także