Długie ręce Yakuzy

Długie ręce Yakuzy

(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Gdy rząd Japonii śpi, do akcji wkracza mafia. To jej ludzie porządkują tereny zniszczone podczas katastrofy atomowej w Fukushimie.

Spójrz na tych dwóch na rogu. Spójrz na ich dłonie – Yasuhiro podnosi swoją i pytająco patrzy mi w oczy. Dwóch mężczyzn nie wyróżnia się niczym specjalnym poza tym, że obaj są pozbawieni małych palców u rąk. – To nie przypadek. Żadna tam piła tarczowa czy zabawy z bronią. To yakuza – wyjaśnia mój przewodnik. – Pod koszulami mają też pewnie tatuaże na całe plecy.

Yakuza, czyli japońska mafia, jest uważana za jedną z największych organizacji przestępczych na świecie. Obecnie liczy 80 tys. członków. Niektórzy z nich palców pozbawiają się sami, na dowód przeprosin. Powodów do ukorzenia się może być wiele. Spartolona robota, nielojalność, nietakt. Tradycyjnie mały palec owinięty w chusteczkę przynosi niższy rangą gangster swojemu bossowi w darze.

Jesteśmy na wschodnim wybrzeżu Japonii w okolicach Sendai, miasta, które dwa lata temu było jedną z głównych ofiar tragicznego tsunami. Yasuhiro jest rybakiem, jednym z tych, którzy na wieść o potężnej, 16-metrowej fali zamiast uciekać w głąb lądu, odpalili kuter i ruszyli w morze. To mu uratowało życie. Musiał się zmagać z żywiołem, jakiego nie widział przez całe życie (jest po sześćdziesiątce), ale gdyby biegł, nie miałby szans. Wspólnie oglądamy zniszczenia po tsunami.

Dwa lata później w miejscu domów, szkół i boisk straszą fragmenty konstrukcji, pojedyncze ocalałe budynki, kikuty drzew. Mimo to panuje względny porządek. Japonia nie znosi bałaganu, więc również na zniszczonych terenach nikt na to nie pozwala. Właśnie dlatego Yasuhiro pokazał mi dwóch ludzi bez palców. Dwa lata temu, w marcu 2011 r., zaraz po tsunami i katastrofie w elektrowni atomowej w Fukushimie yakuza pierwsza wysłała na tereny, które najbardziej ucierpiały, 70 ciężarówek z jedzeniem, wodą, kocami, odzieżą i środkami czystości. Również później mafiosi wpompowali w ten region blisko 3 mln dolarów. W wielu przypadkach członkowie gangów docierali na miejsce tragedii szybciej niż państwowe służby ratownicze. Wówczas rząd i prasa biernie się przyglądały tym akcjom według zasady „wszystkie ręce na pokład”. Dopiero kiedy minął pierwszy szok, w mediach i na forach dyskusyjnych rozgorzała dyskusja o tym, czy organizacja przestępcza ma moralne prawo do takiej działalności.


Krytycy wytykali bossom yakuzy cynizm. Zwolennicy podkreślali, że gangsterzy działają skuteczniej niż służby państwa, a w takich sytuacjach liczy się czas. Pisarz Manabu Miyazaki, autor ponad stu książek o życiu yakuzy, twierdził wręcz, że jej członkowie pomagają bezinteresownie, ponieważ sami mają kompleks ludzi odrzuconych. „Kiedy sam jesteś notorycznie gnębiony, starasz się pomóc innym cierpiącym” – argumentuje Miyazaki. Tyle że trudno go uznać za bezstronnego, jego ojciec był jednym z największych bossów mafii w Kioto.

Więcej w najnowszym numerze "Wprost", który jest dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy numer "Wprost" jest również dostępny na Facebooku .

Czytaj także

 2
  • opos. IP
    Yakuza nie ma procedur państwowych tam jest telefon z rozkazem ma być i to choćby już to za pózno tak jest z każdą organizacją i państwem gdzie rządzi dyktator może nie wszyscy mają dobrze ale gro ma.
    • racjonalista IP
      Al Capone również pomagał biednym włoskim imigrantom w Chicago. Dobroczynność nie jest naganna w przeciwieństwie do braku pomocy ze strony rządu.

      Czytaj także