To nie rany odniesione w czasie walki z policją, ale potrącenie samochodem, który prowadził jego brat, było bezpośrednią przyczyną śmierci Tamerlana Carnajewa, jednego z braci podejrzanych o dokonanie zamachu na uczestników Maratonu Bostońskiego - twierdzi szef policji w Watertown (tam namierzono obu braci) cytowany przez "Boston Globe".
Tamerlan i jego brat Dżohar Carnajew napadli w Watertown na sklep, zabili policjanta, a następnie chcieli uciekać skradzionymi samochodami. Zostali jednak zatrzymani przez policję - w tym momencie między nimi a funkcjonariuszami doszło do wymiany ognia (łącznie wystrzelono 200-300 pocisków). Bracia obrzucili też policjantów granatami oraz zdetonowali bombę własnej roboty. W pewnej chwili Tamerlan wyszedł z ukrycia i ruszył w kierunku policjantów strzelając do chwili, aż skończyła mu się amunicja. Wtedy został obezwładniony.
W tym czasie Dżohar Carnajew wsiadł do mercedesa i ruszył w kierunku policjantów obezwładniających Tamerlana. Funkcjonariusze rozbiegli się, a Tamerlan potrącił leżącego na ziemi brata. To właśnie skutki tego urazu miały doprowadzić do śmierci 26-latka.
W zamachu na uczestników Maratonu Bostońskiego zginęły trzy osoby, a ponad 180 zostało rannych. Zamachowcy użyli do ataku dwóch bomb domowej roboty.
arb, TVN24, Boston Globe
W tym czasie Dżohar Carnajew wsiadł do mercedesa i ruszył w kierunku policjantów obezwładniających Tamerlana. Funkcjonariusze rozbiegli się, a Tamerlan potrącił leżącego na ziemi brata. To właśnie skutki tego urazu miały doprowadzić do śmierci 26-latka.
W zamachu na uczestników Maratonu Bostońskiego zginęły trzy osoby, a ponad 180 zostało rannych. Zamachowcy użyli do ataku dwóch bomb domowej roboty.
arb, TVN24, Boston Globe
