Kulturalny 2014

Kulturalny 2014

W kinach nowe filmy Malicka, Allena i polskich twórców, Komasy czy Pasikowskiego. W księgarniach Pratchett, Smith i Tokarczuk. Na płytach U2 i dziewczyny z Warpaint. Na co warto czekać w nowym roku?

Kino zagraniczne: Sequele i biografie

Przez 20 lat milczał, teraz nadrabia stracony czas. W amerykańskim kinie rok 2014 będzie należał do Terrence’a Malicka, jednego z najbardziej tajemniczych współczesnych reżyserów. Od dekad nie pokazuje się publicznie, nie uczestniczy w promocji swoich filmów. Nie odebrał nawet Złotej Palmy za „Drzewo życia”. Ostatnio jednak nie schodzi z planów. Na przyszły rok są zapowiadane jego trzy filmy. „Voyage of Time” ma być „opowieścią o narodzinach i śmierci wszechświata”, „Knight of Cups” o „człowieku, pożądaniu, sławie i nadmiarze”, trzeci, wciąż bez tytułu, „o miłości, ze sceną muzyczną Austin w tle”. Tyle sam Malick. Za to aktorzy z dumą się chwalą, że z nim pracują. Nie byle jacy aktorzy, m.in. Brad Pitt, Natalie Portman, Ryan Gossling, Cate Blanchett, Christian Bale, Michael Fassbender, Holly Hunter, Benicio Del Toro, Emma Thompson.

Dla gwiazd praca z mistrzem, który nie pozwala sobie narzucić żadnych zasad, musi być odtrutką na hollywoodzką rzeczywistość. Ta bowiem pozostaje niezmienna. Zgodnie ze sprawdzoną receptą na zarabianie pieniędzy studia inwestują w sequele. Ich menedżerowie nie chcą już robić kina środka. Wiedzą, że tylko olbrzymi budżet wydany na 3D, efekty specjalne i promocję da im szansę na zysk, jakiego oczekują. Nowy rok przyniesie więc zatrzęsienie pewniaków. Do kin trafią m.in.: „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”, „Igrzyska śmierci: Mockingjay. Część 1”, „Niesamowity Spiderman 2”, „Hobbit. Tam i z powrotem”, „Transformers 4: Age of Extinction”, „Jurassic Park 4”. Wciąż mnożą się plotki, co będzie z produkcją „Szybkich i wściekłych 7” po śmierci aktora Paula Walkera. Według ostatnich doniesień zmarłego może zastąpić jego brat Cody Walker. A z nowości: Sam Taylor- -Johnson zekranizuje bestseller „50 twarzy Greya”, a Brazylijczyk José Padilha wskrzesi „Robocopa”. To zaś pozwala przewidzieć, na co będziemy czekali w 2015 r. Wystarczy pozmieniać numerki.

Nieodmiennie ekrany będzie zalewać fala biografii. To również niemal pewny przepis na sukces. Widzowie kochają porównywać własne wyobrażenie znanych postaci z ich filmowym obrazem, a dla aktorów takie role często są drogą do nagród. Ostatnie lata przyniosły życiorysy m.in. królów i polityków – od Jerzego VI po Margaret Thatcher – oraz samych artystów. Teraz do listy portretów dojdą m.in. Charles Bukowski („Bukowski”) , Elton John („Rocketman”) i Lance Armstrong („Kłamstwo Armstronga”). Ciekawe, że wobec coraz większej liczby produkcji robionych według sztancy uznani twórcy jeszcze mocniej stawiają na własny charakter pisma. I proponują scenariusze w swoim stylu. Rok otworzy Lars von Trier dwuczęściową „Nimfomanką”, Woody Allen znów pojedzie do Paryża w „Magic in the Moonlight”, Darren Aronofsky stworzy następny wielki spektakl, opowiadając w filmie „Noe: Wybrany przez Boga” biblijną przypowieść, a Wes Anderson nie zrezygnuje ze świata swojej wyobraźni w „Hotelu Budapeszt”.

Kino polskie: Znowu historia

W polskim kinie rok 2014 przyniesie kolejne opowieści o przeszłości. Najgłośniejszą premierą będzie zapewne „Miasto 44” Jana Komasy. Pierwszy pokaz filmu ma się odbyć 1 sierpnia, w 70. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Twórcy zapowiadają, że nie będzie to opowieść o polityce ani wielkiej historii. 32-letni reżyser postanowił pokazać młodych ludzi, którzy poszli do walki. Ich życie – miłość, nadzieje, wartości. PRL z kolei pojawi się w filmie „Obywatel” Jerzego Stuhra oraz thrillerze szpiegowskim „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim. A do tego człowiek instytucja Wojciech Smarzowski. Jego film o polskim alkoholizmie – „Pod Mocnym Aniołem” według prozy Jerzego Pilcha – wejdzie do kin 17 stycznia. Tymczasem w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej leży już nowy projekt reżysera „Drogówki” – „Nienawiść” o rzezi wołyńskiej.

Oprócz filmów historycznych wśród najbardziej oczekiwanych tytułów roku są „11 minut” Jerzego Skolimowskiego oraz kolejne propozycje pokolenia 40-latków. To generacja indywidualistów opisujących rzeczywistość z własnej perspektywy, a jednak ich wizje i poszukiwania się uzupełniają. Małgorzata Szumowska znów opowiada o współczesności razem z Juliette Binoche – w projekcie, który tradycyjnie utrzymuje w tajemnicy. Paweł Sala adaptuje głośną, mocną „Heroinę” Grzegorza Piątka, a Borys Lankosz sięga po kryminał „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. Interesujący jest projekt najbardziej osobny – „Niemy” Bartosza Konopki. Reżyser „Lęku wysokości” planuje się przenieść w rzeczywistość średniowiecznych mnichów. Łukasz Palkowski podjął się zaś sportretowania Zbigniewa Religi w „Bogach”.

A na co można liczyć najbardziej? Na debiuty. Bo te zapowiadają się świetnie. Nad pełnometrażowymi filmami pracują twórcy, którzy ze swoimi krótkimi filmami objechali dziesiątki festiwali – Jakub Czekaj, Grzegorz Zariczny, Sylwester Jakimow, Julia Kolberger. I pewnie za rok, dwa to na ich filmy będzie się czekać.

Literatura: Od Bridget Jones do Jacka Dukaja

Martwicie się, że nie będzie co czytać w 2014 r.? Porzućcie te smutki. Szykujcie za to portfele. Jeśli mamy do czynienia z agonią rynku wydawniczego, jest to agonia w niezłym stylu i dość rozciągnięta w czasie. Spojrzenie na listę zapowiadanych tytułów odsuwa nieco na bok gorzkie refleksje o kryzysie branży i upadku czytelnictwa. Będzie parę niewątpliwych hitów. Wczesną wiosnę spędzimy w towarzystwie Bridget Jones i trzeciej części jej potyczek z życiem („Bridget Jones. Mad about The Boy” – polski tytuł nadal nieustalony, Zysk i S-ka). Książkę Helen Fielding reklamuje hasło: „Czy to źle kłamać na temat wieku, kiedy randkujesz przez internet?”, Bridget jest już zdrowo po pięćdziesiątce i nie bardzo chce się jej zestarzeć. Podobnie jak nam wszystkim. W maju nakładem Znaku ukaże się z kolei pierwsza od siedmiu lat powieść Zadie Smith – „NW” – rzecz o czwórce londyńczyków napisana eksperymentalną techniką miksowania stylów i punktów widzenia. W Anglii wszyscy zachwyceni, wypada podejrzewać, że w Polsce nie będzie inaczej, bo Zadie nie zwykła zawodzić.

Również Terry Pratchett wciąż nie próżnuje, i to mimo ciężkiej choroby. Już w styczniu pojawi się druga część pisanego wspólnie ze Stephenem Baxterem cyklu zapoczątkowanego „Długą Ziemią” – tym razem będzie to „Długa wojna” (Prószyński i S-ka). W kwietniu natomiast ukaże się następna powieść rodem ze Świata Dysku: „Raising Steam” (polski tytuł nieustalony, Prószyński i S-ka). Dla odmiany Haruki Murakami wreszcie zezwolił na światowe przekłady swojego debiutu z 1979 r. „Słuchaj śpiewu wiatru”. W końcu będziemy mogli się dowiedzieć, jak rozpoczął błyskotliwą karierę najsłynniejszy pisarz Japonii – powieść wyjdzie w wydawnictwie Muza najpewniej w maju. Za to już w lutym znów zabłyśnie gwiazda Herty Müller – Czarne przygotowuje jej najnowszy zbiór esejów „Nadal ten sam śnieg i nadal ten sam wujek”.

Na skromnym poletku literatury polskiej też będzie się działo to i owo: książki zapowiadają Olga Tokarczuk (Wyd. Literackie, jesień), Krzysztof Varga (Czarne, wiosna), Marek Bieńczyk (Wielka Litera, późna wiosna) czy Dorota Masłowska (Wyd. Literackie, wiosna). Warto również cierpliwie poczekać na kolejną część rozmów Kazimiery Szczuki z Marią Janion (Krytyka Polityczna, wiosna) czy biografię Zbigniewa i Tomasza Beksińskich pióra Magdaleny Grzebałkowskiej (Znak, luty). Niewykluczone, że jesień będzie należeć do Jacka Dukaja: informacja nie jest pewna, ale Wydawnictwo Literackie szykuje się do opublikowania jego nowej powieści.

Nie tylko hitami świat wydawniczy stoi. Dostaniemy na przykład pierwszą polską edycję „Wszystkich ludzi prezydenta” Carla Bernsteina i Boba Woodwarda (Agora, luty), książki o Watergate, najgłośniejszej chyba aferze medialnej drugiej połowy XX w. Już w styczniu słynna kontrkulturowa powieść z Czech, „Będzie gorzej” Jana Pelca (Czarne), wreszcie w pełnej wersji. Trudno przewidzieć, jak sprawy się będą miały z Ukrainą, ale w marcu będziemy mogli przeczytać książkę jej najwybitniejszego współczesnego pisarza Jurija Andruchowycza: „Leksykon miast intymnych” (Czarne). Rosja nie pozostaje w tyle – Czytelnik przygotowuje „Akimudy” Wiktora Jerofiejewa (przełom stycznia i lutego). Sonia Draga wyda za to „Zero zero zero” Roberta Saviano, tym razem rzecz będzie dotyczyć globalnego rynku handlu kokainą.

Muzyka: Powroty i nadzieje

Tytani światowej muzyki trzymają się mocno. Irlandczycy z U2 nową płytę zapowiadają na kwiecień. Podjęli wyzwanie rzucone im przez Arcade Fire, o których płycie „Reflektor” pisano, że winduje kanadyjski zespół do rangi U2 – czyli grupy, której się udało połączyć masową popularność z niezależnością muzyki. Inna sprawa, co z tej niezależności zostało dziś. U2 pracują nad płytą razem z Brianem Burtonem (znanym też jako Danger Mouse). Bruce Springsteen po nagraniu przed dwoma laty polityczno-społecznego „Wrecking Ball” nie spoczął na laurach. „Dawno powinienem był wydać tę płytę” – mówi o „High Hopes”, której wydanie jest planowane na 14 stycznia. Będzie ona mieszanką nowych nagrań, coverów i studyjnych wersji tych utworów, na które najbardziej żywiołowo reagowała koncertowa publiczność.

Nie zestarzał się rasowy soulowy głos Lisy Stansfield. Może to być największy powrót roku. „Seven”, tytuł jej pierwszego po dziesięciu latach albumu, oznacza po prostu następną w kolejności płytę w dorobku wokalistki. Trzecią swoją płytę ma wydać Adele. Ciężko jej będzie przeskoczyć bestsellerową „21”, zwłaszcza że oczekiwania fanów liczonych w dziesiątkach milionów są wielkie. Termin wydania krążka jest jeszcze nieznany. Podobnie jak w przypadku innych artystów i ich nowych dzieł zapowiadanych na 2014 r.: Franka Oceana, Foo Fighters, The Cult, Garbage, The Horrors, No Doubt, Emeli Sandé, Red Hot Chili Peppers, Lany Del Rey, Soundgarden czy legend metalu – Iron Maiden, Anthrax i AC/DC. Ciekawie może być w alternatywie. Niezwykle nowatorski w ostatnich latach Beck, który swoje poprzednie dzieło wydał jako zapis nutowy, tym razem szykuje tradycyjną płytę. „Morning Phase” ma się ukazać w lutym. Nadzieja indie rocka, żeński kwartet Warpaint ze słonecznej Kalifornii, następcę swojego głośnego debiutu „The Fool” z 2010 r. ujawni światu 17 stycznia. Grupa ma wszystko, by zwrócić na siebie uwagę: od dobrych nut i jątrzących tekstów po mocne credo: do grania świetnej muzyki nie potrzebujemy facetów. O ich nowej płycie Tom Verlaine, legendarny lider grupy Television, powiedział, że to jedyny album, na który czeka w 2014 r.

Sporo smaku fanom alternatywy narobili panowie z Broken Bells. Duet Briana Burtona (tego samego, który pomaga U2) i Jamesa Mercera staje w szranki z Daft Punk, których „Random Access Memories” należał do najchętniej kupowanych w mijającym roku płyt na świecie. Płyta podlana smutkiem zawiedzionej miłości, apokaliptycznymi wizjami przyszłości i gitarową nostalgią ma duże szanse na zdominowanie czołówek alternatywnych playlist. Chyba że polegnie w starciu z Metronomy. Ich „Love Letters” w sklepach od marca. Singiel „I’m Aquarius” zapowiada nietuzinkowe wydawnictwo.

Wśród polskich wykonawców solowy album zapowiada Artur Rojek. Na tę płytę z zapartym tchem czeka kilka pokoleń fanów – i tych starszych, pamiętających muzyka z Myslovitz, i tych młodszych, którzy co roku jeżdżą na wymyślony i kierowany przez Rojka OFF Festival w Katowicach. Tytułu artysta jeszcze nie wyjawił, ale zwiastun już trafił do sieci.

Rewolucja szykuje się w organizacji Open’er Festivalu. Po raz pierwszy impreza odbędzie się bez Heinekena w nazwie. Karnety na największy festiwal w naszej części Europy już podrożały. Oby była to jedyna niedogodność związana z utratą sponsora tytularnego. Lista zaproszonych artystów jeszcze nie jest zamknięta. Wiadomo jednak, że w Gdyni wystąpią m.in. Black Keys. Grupa ma w Polsce mnóstwo fanów, a jej ostatni album „El Camino” został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków. Kolejny szykuje na ten rok. Jest więc szansa na to, że nowe kompozycje Black Keys usłyszymy w Gdyni. Tym razem nad polskim morzem nie będzie nam dane podziwiać ani Prince’a, ani Blur. W obozach tych artystów trwają za to prace nad nowymi wydawnictwami. „Plectrum Electrum” Amerykanina ma wyjść na początku roku. Jeszcze ciekawiej jest u Damona Albarna i kolegów. Zanim usłyszymy pierwszą od 11 lat nową płytę Blur, swój pierwszy solowy krążek wyda Albarn. Będzie się zatem działo. A pomyśleć, że jest też szansa na nowy album Coldplay. Jeśli wyjdzie, dojdzie do ciekawego starcia gigantów rocka – Bono i Chrisa Martina wraz z kolegami. ■

Okładka tygodnika WPROST: 1/2014
Więcej możesz przeczytać w 1/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0