Kukliński rozumiał więcej

Kukliński rozumiał więcej

Pułkownik dobrze się przysłużył Polsce. I tak powinien być pamiętany – mówi prof. Antoni Dudek

Jeśli Kukliński jest bohaterem, co ma to znaczyć dla reszty nas wszystkich?” – pytał gen. Jaruzelski. Rzeczpospolita Polska wciąż jeszcze nie udzieliła Jaruzelskiemu jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie i dopóki tego nie uczyni, dopóty Polacy wciąż będą się zmagać z oceną postaci Ryszarda Kuklińskiego. Żyjemy przecież w schizofrenii ustrojowej, z jednej strony Kukliński jest honorowany, przywrócono mu stopień pułkownika, z drugiej – ludzie, którym on rzucił wyzwanie, z którymi walczył, wciąż są uważani za patriotów.

I znowu wracamy do gen. Jaruzelskiego.

Niedługo pojawi się problem, jaki charakter powinien mieć jego pogrzeb... Wie pani, ciągle niewyjaśniona jest sprawa tożsamości ustrojowej III Rzeczypospolitej w stosunku do PRL. W dyskusji na temat Kuklińskiego nie chodzi tylko o pułkownika. Tu jak w soczewce koncentruje się spór o to, czym była Polska Rzeczpospolita Ludowa. I albo uznamy, jak chce tego gen. Jaruzelski, że to była jedyna wówczas możliwa forma państwa polskiego i powinna być traktowana na równi z II i III Rzecząpospolitą (generał najpewniej by chciał, by PRL był traktowany jako III RP, a obecna formacja jako IV). Albo będziemy trzymać się zdania, że PRL był państwem niesuwerennym, podporządkowanym Związkowi Sowieckiemu. III RP prędzej czy później będzie musiała się określić, bo inaczej młodzi ludzie będą uczeni schizofrenicznej historii. Jeszcze chwila, a okaże się, że to nie opozycja, nie „Solidarność” obaliły komunizm, tylko nurt reformatorski w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej...

Jeśli taka opcja historii wygra, to Kukliński będzie uważany za zdrajcę.

Oczywiście. Przecież współpracował ze Stanami Zjednoczonymi, przekazał im największe tajemnice Układu Warszawskiego. To jest problem znacznie większy, wykraczający poza ocenę indywidualną zachowań Kuklińskiego.

Pan uważa, że dyskusja: Kukliński - bohater czy zdrajca - jest płytka i do niczego nie prowadzi.

My już przerabialiśmy taką dyskusję. Dla jednych Lech Wałęsa to wyłącznie zdrajca, dla drugich to wyłącznie bohater. W Polsce myśli się skrajnie i biegunowo – jeśli bohater, to bez żadnej skazy, a jeśli zdrajca, to już nic o nim dobrego nie można powiedzieć. Mimo że gen. Jaruzelskiego krytykuję od lat i uważam, że III RP zbyt łagodnie się z nim obeszła, to przyznaję, że gdyby nie on, to stan wojenny byłby krwawszy, bo byli w jego otoczeniu ludzie dążący do znacznie większego przelewu krwi.

Teraz mówi pan o dobrych stronach generała?

Wskazuję tylko, że potępiając kogoś, można też pokazać jakiś jaśniejszy punkt w jego biografii. I to nie przekreśla faktu, że gen. Jaruzelski nie tylko złamał Konstytucję PRL, wprowadzając stan wojenny, lecz przede wszystkim wystąpił przeciwko żywotnym interesom narodu polskiego. Bez mówienia o tym, a także o tym, czym była PRL i jak daleko można się było posunąć w oporze wobec PRL, nie da się dyskutować o pułkowniku Kuklińskim. Kiedy słyszę, że był zdrajcą, to zastanawiam się, kim byli ludzie w latach 80. ukrywający sowieckiego żołnierza, który uciekł z wojskowej bazy. Bohaterami czy zdrajcami?

Generałowie Czempiński czy Dukaczewski są jednoznaczni w swoich sądach na temat Kuklińskiego.

Brałem udział w telewizyjnej dyskusji, do której był zaproszony gen. Czempiński, po mnie dyskutował prof. Paczkowski z gen. Dukaczewskim. Zestawianie nas wydaje się dość dziwaczne. Oni przecież z racji czysto biograficznych nie mogą przyznać, że Kukliński się dobrze Polsce przysłużył. Bo wolałbym rozumować w kategoriach, kto się lepiej Polsce przysłużył – Kukliński czy oni? Uciekam w ten sposób od dychotomii bohater czy zdrajca, bo co on właściwie zdradził? Polską Rzeczpospolitą Ludową, która była satelitą sowieckim z zainstalowaną władzą. Kiedy słyszę, jak gen. Czempiński oburza się, że Kukliński zaczął współpracę CIA w 1972 r., czyli wtedy, kiedy u władzy był Gierek, nastąpiło otwarcie na świat, na Zachód, to wydaje mi się, że to jest bardzo wąskie myślenie, czysto autobiograficzne. Czempińskiemu, który był wtedy młodym człowiekiem, została zaproponowana praca w wywiadzie i on to przyjmuje z entuzjazmem. Teraz zaś nie może przyznać, że ktoś od niego o pokolenie starszy wiedział więcej, rozumiał, co się może stać z Polską, jeśli wybuchnie III wojna światowa, i postanowił ograniczyć skalę zagrożenia dla Polski. To, co robił Kukliński, służyło ograniczeniu skali zniszczeń w Polsce.

W razie ewentualnego ataku sił NATO?

Tak. Amerykańskie rakiety z głowicami jądrowymi miały powstrzymać na naszym terytorium tzw. drugi rzut Armii Radzieckiej, która atakowałaby Europę Zachodnią. Nie spodziewam się, że kiedykolwiek w sprawie Kuklińskiego będziemy mieli zgodność poglądów, ale powinniśmy dążyć do wypracowania tzw. dominującego poglądu, który będzie np. w programach szkolnych.

I co, przewiduje pan, że dominującym poglądem będzie ten, iż Kukliński dobrze się przysłużył Polsce?

Mam nadzieję, że tak, bo jeśli za 20-30 lat młody człowiek przeczyta, że zarówno Jaruzelski, jak i Kukliński dobrze przysłużyli się Polsce, to powie, że coś tu się jednak nie zgadza. Liczę zatem na to, że demokracja w Polsce przetrwa i w podręcznikach historii na listach osób, które w czasach PRL dobrze się Polsce przysłużyły, będą pułkownik Kukliński, Jacek Kuroń, Wiesław Chrzanowski, Żołnierze Wyklęci, a nie ci, którzy hamowali proces dążenia do wolności kraju, czyli m.in. pierwsi sekretarze KC PZPR, od Bieruta poczynając, na Jaruzelskim i Rakowskim kończąc. To nie znaczy, że wrzucam do jednego worka Bieruta i Rakowskiego, bo różnicuję skalę ich win, ale wiem na pewno, że byli oni nie po tej stronie barykady, co pułkownik Kukliński. Generał Czempiński mówi, że on służył Polsce, jak to było możliwe, a ja tego nie przyjmuję i uważam, że on nie potrafi przewartościować swojego życia i w zasadzie III RP traktuje jako pewną kontynuację PRL. Jednak najwyższe stanowiska w wywiadzie osiągnął już za III RP i kiedy warunki polityczne na to pozwoliły, zaczął robić to samo co Kukliński, bo czym była operacja wyprowadzenia agentów CIA z Iraku? Po prostu Kukliński zaczął współpracować z CIA kilkanaście lat przed nim.

Generał Dukaczewski powiedział, że najprawdopodobniej synowie Kuklińskiego żyją, a nie zginęli w wypadkach samochodowych. Kilka lat temu konsultował pan „Gry wojenne”, film dokumentalny o Ryszardzie Kuklińskim. Co pan sądzi o tych rewelacjach?

Takie wydarzenia budzą najróżniejsze spekulacje. Proszę pamiętać, że nie odnaleziono ciała jednego z synów, więc teoretycznie można założyć, że żyje. Można założyć, że Amerykanie postanowili tego człowieka zakonspirować i on gdzieś żyje. Nie jestem jednak specjalistą w tych kwestiach. Mogę jedynie powiedzieć, że władze PRL próbowały w latach 80. dopaść Kuklińskiego. Widziałem dokumenty dotyczące operacji o kryptonimie Renegat, śledztwa kontrwywiadu wojskowego, czyli Wojskowej Służby Wewnętrznej. Próbowano namierzyć Kuklińskiego w Stanach przy pomocy służb kubańskich. Było podejrzenie, że Kukliński przebywa na Florydzie, w miejscu, gdzie jest silna emigracja kubańska. W tych dokumentach jest obszerna wymiana korespondencji z Kubańczykami. Wszystko skończyło się fiaskiem. W raporcie od służb kubańskich jest napisane, że Kukliński jest bardzo chroniony i nie ma szans do niego dotrzeć. Niewykluczone, że Rosjanie również prowadzili takie działania, w których efekcie doszło do zamachów na synów Kuklińskiego. Z tych dokumentów, które widziałem, wyłaniał się obraz słabości naszych służb kontrwywiadowczych. Proszę sobie wyobrazić, że przez pierwsze tygodnie po ucieczce Kuklińskiego służby PRL były przekonane, że współpracował on z Niemcami, a nie z Amerykanami.

Skąd miały takie podejrzenia?

Stąd, że żona Kuklińskiego miała niemieckie korzenie. Dopiero po kilku tygodniach się zorientowali, że jednak z Amerykanami. Dla naszych służb najistotniejsze było to, co Kukliński mógł wiedzieć, i próbowały to określić. Wyszło im, że jego stan wiedzy był bardzo znaczący i że straty są olbrzymie. Kiedy uciekał, jego misja była skończona, bo to, co pamiętał, było wtórne w stosunku do prawie 40 tys. stron dokumentów, które przesłał przez dziewięć lat. ■

Okładka tygodnika WPROST: 7/2014
Więcej możesz przeczytać w 7/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także