Tanecznym krokiem do europarlamentu

Tanecznym krokiem do europarlamentu

Anna Kalata robi biznes na swojej metamorfozie. I wraca do polityki. Tym razem u boku szefa SLD.

Na spotkanie była minister pracy proponuje hotel Sheraton w pobliżu Sejmu. Pojawia się przed czasem – dopasowany żakiet, ciemnogranatowe paznokcie, perfekcyjny makijaż. Z jej twarzy nie znika wystudiowany uśmiech. Anna Kalata ma wyjątkowo aktywny medialnie tydzień: telewizje, radia, wywiady. Od kiedy SLD ogłosił, że wystartuje z pierwszego miejsca mazowieckiej listy do europarlamentu, znowu jest w swoim żywiole. Pytanie tylko w którym: czy tym politycznym, czy celebryckim. Zaczęło się od tego, że z kandydowania wycofał się Mirosław Hermaszewski, były kosmonauta, a przy tym teść europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. – Byliśmy już dogadani, ale Hermaszewski w ostatniej chwili oznajmił, że z powodów rodzinnych rezygnuje – opowiada jeden z polityków SLD. Te „powody rodzinne” to właśnie Czarnecki, który ma kandydować z PiS w tym samym okręgu. – Lepiej, żeby był jeden mandat w rodzinie niż żaden – miał przekonywać teścia Czarnecki.

Choć sam europoseł przekonuje, że rozmawiali tylko o ordynacji. A ta w zasadzie nie daje SLD szans na mandat akurat na Mazowszu. – To dla nas trudny okręg, mocno prawicowy – przyznaje jeden z polityków lewicy. Po Hermaszewskim została więc czarna dziura i nie bardzo byli chętni, by ją wypełniać. Do kandydowania stąd nie palili się ani Katarzyna Piekarska, ani szef regionu Włodzimierz Czarzasty. Wtedy właśnie Leszek Miller przypomniał sobie o Annie Kalacie. – Od dawna krążyło, że ona by chciała wrócić do polityki. Czasem wpadała do Millera na pogawędki – opowiada polityk z kierownictwa SLD. Jej kandydatura wzbudziła żywe emocje na radzie krajowej partii, kiedy jedna z działaczek zapytała: – A nauczy nas pani, co robić, żeby tak wyglądać po pięćdziesiątce?

W poszukiwaniu lewicy

Jest 1998 r. Kalata prowadzi firmę konsultingową, ale biznes przestaje się kręcić, klienci zaczynają bankrutować. Wstępuje do opozycyjnego wówczas SLD. – Weszłam w skład zespołu programowego, który zajmował się konkurencyjnością gospodarki, na jego czele stał Jacek Piechota – opowiada Kalata. Piechota dobrze to pamięta: – Była aktywna, zajmowała się małą przedsiębiorczością. W sposób naturalny oczekiwała dobrego miejsca na liście w wyborach, ale działacze dali jej takie, w których była bez szans. Bardzo była rozżalona. On sam zostaje po wyborach w 2001 r. ministrem gospodarki, ale dla niej nie ma propozycji. Dziś Kalata mówi tylko, że odeszła z SLD, bo „była rozczarowana tym, jak polityka wygląda od środka”. – Partia zaczęła tracić rys lewicowy – podkreśla. Niedługo później jest już w Samoobronie. Trafia do zespołu doradców klubu parlamentarnego. Jak twierdzi jeden z byłych polityków tej partii, z rekomendacji gen. Zenona Poznańskiego. Kiedy w 2005 r. Andrzej Lepper zostaje wicemarszałkiem Sejmu, Kalata dostaje etat na Wiejskiej jako jego doradca. To już prosta droga do rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Buduar pani minister

W ciągu roku urzędowania zasłynie przede wszystkim z wynajęcia wizażystki, której resort pracy płaci kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Jak opisywał wówczas „Wprost”, specjalistka ma szkolić panią minister z „łączenia sygnałów werbalnych i niewerbalnych, empatii, charyzmy, intuicji i stylizacji”. Wspomina jedna z urzędniczek ministerstwa: – Kalata miała w gabinecie tajemniczy buduar, do którego prawie nikt nie miał wstępu. Podobno często tam spała. Wiceminister pracy z ramienia PiS była wtedy Joanna Kluzik-Rostkowska. – Darły koty. De facto rządziła Kluzik, bo miała sztywne łącze z kancelarią premiera – dodaje nasza rozmówczyni.

Sama Kalata współpracę z premierem Jarosławem Kaczyńskim wspomina jednak znakomicie. – Nigdy nie było żadnych problemów, gdy trzeba było coś ustalić. Nad wszystkim sprawnie czuwał Przemysław Gosiewski, mieliśmy częste spotkania. W trakcie pracy w resorcie Kalata jedzie z oficjalną wizytą do Indii. Wtedy postanawia do tego kraju wrócić prywatnie. Są wakacje 2007 r., Kalata kończy akurat dwutygodniowy urlop. Na lotnisku Szeremietiewo w Moskwie, gdzie ma przesiadkę, odbiera telefon. – Zadzwonili z ministerstwa, że koalicja się rozpadła. Otrzymałam dymisję i więcej się już tam nie pojawiłam – opowiada. Kilka tygodni później pojawiła się za to w siedzibie Samoobrony, by złożyć rezygnację z członkostwa w partii. Odtąd Lepperowi składała raz w roku życzenia na święta, poza tym nie mieli kontaktu. – Czy Samoobrona to nie był błąd? Nie żałuje dziś pani tego? – pytam Kalatę. Ale w odpowiedzi słyszę: – Andrzeja Leppera zawsze ceniłam za aktywność, zaangażowanie i charyzmę.

Wybory w 2007 r. to pogrom dla partii Leppera, która nie dostaje się do Sejmu. Po zmianie władzy odbywają się liczne kontrole i audyty, m.in. w Komisji Nadzoru Finansowego. „Gazeta Wyborcza” ujawnia wówczas historię 1,3 mln zł odszkodowania z PZU dla małżeństwa Kalatów. Przyznanego w trybie specjalnym, po tym jak z nadania PiS prezesem został Jaromir Netzel. Według „Gazety” o jego nominacji przesądził właśnie głos Kalaty i sprawa odszkodowania, o które małżeństwo Kalatów procesowało się od 1996 r., nieoczekiwanie przyspieszyła. Została przeniesiona do centrali spółki, a ugodę zawarł sam zarząd. Przyjmując wszystkie warunki Kalatów i wypłacając 1,3 mln zł z odsetkami. Netzel przestał być prezesem PZU po wybuchu afery gruntowej (miał być jednym z ogniw słynnego przecieku). Nowy zarząd skierował sprawę do prokuratury. Ta jednak odmówiła wszczęcia śledztwa. Dziś PZU nie chce komentować tej sprawy. Kalata uważa ją za zamkniętą.

Czas przemiany

W życiu Anny Kalaty, odkąd odeszła z polityki, zaczyna się tajemniczy okres „wielkiej przemiany”. Większość czasu spędza w Indiach – Bombaju, Delhi. Tworzy Polsko-Indyjską Izbę Gospodarczą i zostaje wiceprezesem. Kolorowe gazety rozpisują się jednak przede wszystkim o jej niesamowitej metamorfozie. Kalata bowiem z szarej pani minister w rozmiarze „dla puszystych” staje się atrakcyjną blondynką o figurze modelki. I celebrytką od diet i zdrowego stylu życia opartego na tajnikach hinduskich. Recepta Kalaty to ajurweda, aromaterapia, koloroterapia i herbaty ziołowe. W czasie jednego z eventów w Bombaju Kalata poznaje ludzi z indyjskiego show- -biznesu, w tym dyrektora z Bollywood. Po kilku miesiącach występuje w tanecznej produkcji i natychmiast trafia na czołówki plotkarskich portali. Szczyt popularności przychodzi niebawem – wraz z „Tańcem z gwiazdami”, gdzie wykonuje gorącą rumbę.

To jednak nie znaczy, że porzuca myśl o powrocie do polityki. W ostatnich wyborach do senatu związuje się z inicjatywą prezydenta Rafała Dutkiewicza Obywatele do Senatu. Namawia ją do tego były senator Tomasz Misiak, z którym znają się z Business Centre Club. Opowiada jeden z polityków zaangażowanych w projekt: – Dutkiewicz miał poważne wątpliwości, ale po spotkaniu z nią był zachwycony. Tyle że Kalata w końcu nie wystartowała, bo Państwowa Komisja Wyborcza nie uznała części podpisów i odmówiła rejestracji jej listy.

Wkrótce wydaje za to książkę „Prawdziwe zmiany”, gdzie opisuje swoje zmagania ze zbędnymi 38 kg. I tworzy Instytut Zmian. Na stronie internetowej przedstawia sekrety przemiany, w tym „10 reguł Kalaty”. Pierwsza brzmi: „Poznaj siebie, swoje talenty, wsłuchaj się w swoją duszę, umysł i ciało”. Ostatnia: „Kochaj siebie, kochaj ludzi, kochaj świat”. Biznes się rozwija. Kalata kończy właśnie remont budynku w podwarszawskiej miejscowości, gdzie powstaje centrum szkoleniowe. – Będą sale wykładowe, dietetyczka, pani od fitnessu, joga, wszystko to, z czego sama korzystałam, co dotyczy zdrowego stylu życia – wylicza. Pierwsze kursy mają ruszyć już w marcu. Ile będą kosztować? Kalata odpowiada wymijająco: – Zależy od oferty, bo będą szkolenia jednodniowe, tygodniowe w spa, ale i dziesięciodniowe w Indiach.

Do tego rozkręca firmę, która ma sprowadzać ziołowe herbaty indyjskie. Była minister figuruje jeszcze w zarządach kilku innych spółek i fundacji. Jak się ma do tego europarlament? Kalata przekonuje, że „to media robią z niej celebrytkę”. A działalność w sferze show-biznesu traktuje marginalnie, bo przede wszystkim jest przedsiębiorcą po doktoracie na SGH. Po czym przybiera nieco wystudiowaną pozę i wyciąga zapisaną tabelkę. Tłumaczy: – Zrobiłam taką analizę, jak wyglądał kraj w 2001 r., kiedy byłam w polityce, i dziś. Miało być lepiej, a nie jest – podkreśla. Po czym pada długa lista liczb. Kalata podkreśla przy tym, że nie tyko SLD o nią zabiegał. – Ale stara miłość nie rdzewieje. Leszek Miller to mąż stanu. Jeden z jej dobrych znajomych uważa, że wirusa polityki u Kalaty żadne „prawdziwe zmiany” nie uleczą. Wkrótce Anna Kalata zamierza ponownie wstąpić do partii. ■

Okładka tygodnika WPROST: 7/2014
Więcej możesz przeczytać w 7/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także