Afera podsłuchowa. Kulisy cz. 2

Afera podsłuchowa. Kulisy cz. 2

Sylwester Latkowski, Michał Majewski „Afera podsłuchowa. Taśmy »Wprost«”
Naciski służb specjalnych, nagonka polityków, mediów i biznesu, kulisy największej afery ostatnich lat. 6 października oficjalna premiera książki Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego „Afera podsłuchowa. Taśmy »Wprost«”. Prezentujemy fragmenty książki.
***

Latkowski i Majewski wracali ze spotkania na mieście. Już w aucie naczelny zobaczył, że ma nieodebrane połączenie od jednego z dziennikarzy, który od kilku tygodni zajmował się aferą taśmową. Postanowił oddzwonić. Na ekranie pokładowego komputera auta wyświetliło się nazwisko i numer telefonu reportera, działał system głośnomówiący. Nagle Majewski i Latkowski usłyszeli głos swego kolegi po fachu. Ale nie mówił do nich, lecz do kogoś, z kim rozmawiał na żywo. Najpewniej nieopatrznie wcisnął zieloną słuchawkę zamiast czerwonej, by odrzucić połączenie, i dlatego Latkowski oraz Majewski mogli słyszeć tę rozmowę. Wyglądało to jak wywiad. Rozmówcą był bardzo znany prawnik, którego obaj dziennikarze „Wprost” niemal natychmiast poznali po głosie. Stawiane przez dziennikarza pytania i zawarte w nich sugestie były kuriozalne. Latkowski i Majewski z niedowierzaniem kręcili głowami. – Czy dziennikarzom, którzy opublikowali nagrania, można przedstawić zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej? Byłoby to przecież logiczne – pytał reporter, który na co dzień przymilał się do Latkowskiego i Majewskiego, udając przyjaciela. Jego rozmówca tłumaczył, że byłoby to trudne: – Musiałby pan udowodnić, że działali w porozumieniu i dla jakiegoś określonego celu. Z tego, co wiem, tak nie było. Nie ma cienia dowodu, że dziennikarze brali udział w zakładaniu, zlecaniu tych podsłuchów.
Majewski zakrywał usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Podnosił kciuk do góry, słysząc tę wymianę zdań. Latkowski zatrzymał auto na poboczu, by z wrażenia nie spowodować wypadku. – Może zarzut paserstwa byłby odpowiedni dla dziennikarzy „Wprost”? – podrzucał nowy trop dziennikarz. – Wie pan co, powiem tak: Dla mnie te rozmowy są szokujące. Znałem Skubiszewskiego, Geremka, Mazowieckiego i kilku innych polityków. I sobie nie wyobrażam, żeby oni prowadzili rozmowy w tym stylu. To całkowity upadek obyczajów… Połączenie się zerwało. Wreszcie Latkowski i Majewski mogli wybuchnąć szczerym, głośnym śmiechem.

***

Latkowski siedział w gabinecie wydawcy Michała Lisieckiego wraz z jego żoną Katarzyną Gintrowską, wiceprzewodniczącą rady nadzorczej wydawnictwa, która kieruje marketingiem i reklamą. Ostatnie wydarzenia zbliżyły redaktora naczelnego i tę dwójkę. Byli pod tym samym ciężkim ostrzałem. Nikt w tym gabinecie nie miał świeżej, wypoczętej twarzy. Wszyscy spali po dwie, trzy godziny i każdy kolejny dzień był dla nich wyzwaniem. – Ludzie, którzy mają władzę w spółkach, po cichu gratulują nam odwagi, ale mówią, że prawdziwa władza, czyli politycy, nam nie odpuszczą i zmuszą ich do zerwania współpracy reklamowej z „Wprost” – powiedziała Gintrowska. Latkowski wysłuchał, jak zaczyna się zabijanie wydawcy. Opowieści Lisieckiego i Gintrowskiej nie pozostawiały złudzeń. Przypominało to rosyjskie standardy. Wydawca miał teraz zapłacić cenę za utrzymywanie niezależności redakcji. Zaczną się kontrole, ostracyzm. – Mam nadzieję, że was nie załatwią, a tym samym nas – powiedział Latkowski i dodał: – Muszę iść, zostało jeszcze kilka godzin do druku. – Co dajesz na okładkę? Kulczyka? – zapytał Lisiecki. W tym numerze publikowano listę 100 najbogatszych Polaków. Kulczyk zajmował pierwsze miejsce. – Gdybym miał taśmę Kulczyka, byłby na okładce – zażartował Latkowski.

***

26 czerwca, czwartek. W redakcji trwały prace nad kolejnym numerem „Wprost”. Upłynął tydzień od wejścia ABW. O tamtych wydarzeniach przypominały rozwalone drzwi z gabinetu redaktora naczelnego oparte o ścianę na korytarzu. Prawie wszystkie biurka w newsroomie były zajęte. Pełna mobilizacja. Latkowski omawiał ze swoim zastępcą Marcinem Dzierżanowskim szpigiel tygodnika, który w sobotę nad ranem znajdzie się w drukarni. Wszystko szło planowo. Atmosfera wokół „Wprost” zmobilizowała zespół. Na chwilę spokój zakłócił Cezary Łazarewicz, który był świeżo po jakiejś lekturze, wkurzony rzucił na całą salę: – Szlag mnie trafił, gdy przeczytałem felieton Lisa. Poucza, co zrobiłby z taś mami, gdyby ktoś je przyniósł do redakcji „Newsweeka”. Przyrównał nas do pasera. Gdy pracowałem w „Newsweeku”, publikowaliśmy nielegalne nagrania. A to ze spotkania zarządu PO, a to ze spotkań klubu Palikota. Jakoś sobie nie przypominam, by ktokolwiek wtedy prowadził śledztwo, na czyje zlecenie dokonano nagrań, kto nagrywał. Hipokryta! – Napisz o tym komentarz – zaproponował redaktor naczelny. Nie minęła godzina i w swojej poczcie ujrzał tekst Łazarewicza.

***

30 czerwca, poniedziałek. W redakcji komentowano występ Jacka Żakowskiego w TVN 24. Oceniając wejście ABW i prokuratorów do redakcji „Wprost”, Żakowski stwierdził, że Latkowski powinien być zakuty w kajdanki i wyprowadzony z biura. Oczywiście miał problem, by odpowiedzieć, jak by zareagował, gdyby służby chciały jemu odebrać laptopa. Bez podstaw dawał do zrozumienia, że za całą aferą stoją najpewniej Rosjanie, którzy chcą zdestabilizować ekipę Tuska. Mówił o paserstwie dziennikarzy „Wprost”, żenująco niskim poziomie pracy i braku standardów. – Prawi o standardach. To jakaś aberracja! – podsumował Majewski. – On akurat jest ostatnią osobą, która powinna się wypowiadać o standardach dziennikarskich – odpowiedział Latkowski. – Facet, który występuje w materiałach promocyjnych hipermarketu między reklamą szynki i ogórków konserwowych. Gość, który bierze udział w promocji apartamentów wybudowanych przez biznesmena, z którym wcześniej robił w „Polityce” wywiad o handlu ropą. On i sprawy handlu ropą, rozumiesz? I on prawi wykłady o zasadach dziennikarskich! – unosił się Majewski.

***

W końcu zjawił się Marek Falenta. Zadowolony, pewny siebie. – Jeżdżą za panem? – zagaił Latkowski. – O tak, na trzy samochody. Byłem teraz za miastem. Dziesięć minut temu dostałem telefon, że ABW była w hotelu, w którym nocowałem. Wypytywali o mnie. – Presja. Chcą panu dać do zrozumienia, że cały czas jest pan na widelcu – komentował Latkowski. – Dlaczego pan nas unikał, nie odbierał telefonów, nie odpowiadał na SMS-y? Z innymi dziennikarzami pan rozmawiał – rzucił z nutą pretensji w głosie Majewski. – Panowie. Gdy odezwał się współpracujący z „Wprost” Nisztor, to następnego dnia zostałem zatrzymany! Nie chciałem znów trafić do aresztu! – bronił się z uśmiechem Falenta.

***

Rozmówca poprosił, by podjechali pod konkretny adres na Żoliborzu. Byli tam przed czasem. Ale pod wskazanym adresem nie było knajpy, biura firmy. Tuż obok trwał remont jakiegoś biurowca. Cieć zainteresował się dwójką zdezorientowanych facetów. – Czego, panowie, szukacie? – zapytał. – Do końca nie wiemy… A... tego pana szukamy – rzucił Majewski, widząc, że nadchodzi rozmówca. – Co to za miejsce? – zapytał zdziwiony Latkowski, podając rękę na powitanie. – Miałem w pobliżu coś do załatwienia – tłumaczył rozmówca, którego na potrzeby tej książki nazwijmy V. Zaczęli rozmawiać na chodniku. Majewskiemu się to nie spodobało. Po drugiej stronie ulicy stał jakiś mężczyzna, który im się przyglądał. Majewski zmierzył go wzrokiem i ocenił, że otyły pan w wieku emerytalnym raczej nie jest z ABW. Przeleciał wzrokiem zaparkowane auta. Nie było w nich ludzi, ale w dalszym ciągu nie był zachwycony tym, że rozmowa odbywa się w takim miejscu. – Mamy prawo się spotkać i sobie gadać, ale starajmy się zachować elementarne zasady BHP – rzucił do obu towarzyszy, którzy już wdali się w rozmowę. Majewski znał okolicę i wiedział, że w pobliżu nie ma żadnej knajpy, w której mogliby przysiąść. – Pójdźmy tam, za tę kamienicę. Staniemy sobie z boku, a nie tak, żeby nas wszyscy widzieli – powiedział Latkowski i ruszył naprzód. Stanęli w takim miejscu, że nie zwracali niczyjej uwagi. Zaczęli rozmowę o nagraniach. – Kto jest dysponentem taśm? Kto je ma? – zaczął z grubej rury Latkowski. – Jeden to X z listy 100 najbogatszych. Gracz, któremu państwo mocno nadepnęło na odcisk. Jako że zawsze lubił nagrania, postanowił i te cacka dokupić do kolekcji. Jest jeszcze przedsiębiorca związany z jedną frakcją w PO. O nim nawet mówiono, że jest cichym udziałowcem jednej z knajp, w których dochodziło do nagrań. Gdy odpaliliście historię, gość profilaktycznie wyjechał na kilka dni za granicę. Wolał zniknąć z pola widzenia. Jest jeszcze jedna ekipa biznesowa, która ma nagrania. Goście od energetyki. Skumplowani z działaczami PSL. – To nie trzy grupy, ale cztery, bo jest jeszcze pan! – Majewski przerwał wywód. – No powiedzmy, że poznałem te nagrania – uśmiech nie schodził z twarzy rozmówcy. Majewski szybko napisał na kartce zdanie: „Czy pan może nam przekazać taśmy, które do tej pory nie zostały pokazane?”. I przystawił kartkę przed nos V.

Książka „Afera podsłuchowa. Taśmy »Wprost«” autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego już w sprzedaży.  

Afera podsłuchowa. Kulisy cz. 1: http://www.wprost.pl/ar/472495/Afera-podsluchowa-Kulisy-cz-1/

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który od poniedziałku jest dostępny w systemie e-dystrybucji tutaj:
http://ewydanie.wprost.pl/

"Wprost" w wersji na Androida jest dostępny tu:
https://play.google.com/store/apps/details?id=com.paperlit.android.wprost

"Wprost" dla użytkowników Apple:
http://itunes.apple.com/ pl/app/tygodnik-wprost/ id459708380?mt=8

"Wprost" można czytać także dzięki aplikacji na Facebooku:
https://apps.facebook.com/tygodnikwprost/?fb_source=search&ref=ts

Czytaj także

 5
  • franek IP
    Ciekawy jestem,jak dlugo Polacy beda znosili rzadfy tych przestepcow z PO i szalbierzy z PSLu.Co sie stalo z nasza moralnoscia....?
    • Justyna IP
      dość afer, dość umarzania śledztwa, dość obaw przed ludźmi władzy. Ludzie! najwyższy czas wybrać kogoś ogarniętego, kto zakończy ten syf, raz, a dobrze. Podziękujmy Pani HGW i niech władzę przejmie Sasin. Jego program jest naprawdę potrzebny Warszawie, mam nadzieję, że nie tylko usłyszymy ale i zobaczymy jego dokonania jak najszybciej. Powodzenia Panie Jacku!