Koniec świata Gudzowatych

Koniec świata Gudzowatych

Początek końca Gudzowatego? Trudno o inną prognozę po ogłoszeniu wyników Bartimpeksu za 2002 r. Przychody firmy spadły w porównaniu z poprzednim rokiem aż trzykrotnie (do 600 mln zł), a zysk (sic!) - trzydziestokrotnie (do 2,8 mln zł). To w doraźnym wymiarze skutki wojny, jaką Aleksandrowi Gudzowatemu wydały nowe władze Gazpromu. Dla 41-letniego Aleksieja Millera, szefa koncernu, polski biznesmen to raczej zawadzający w interesach relikt dawnej epoki. W dodatku Gudzowaty jest niebezpieczny i nieobliczalny, bo jest nazbyt ambitny, nazbyt samodzielny i nazbyt zadziorny. Uwagi Rosjan nie uszło to, iż Aleksander Iljicz - jak go nazywają nad Wołgą - pozywał w III RP o zniesławienie polityków z pierwszych stron gazet.
Rosjanie hołdują zasadzie: Tisze jediesz, dalsze budiesz. Uważają, że szum medialny, jaki wywołuje Gudzowaty, może im zaszkodzić. Dlatego główny kontrahent Bartimpeksu na Wschodzie chce nie chce już mieć z nim nic wspólnego.

To nie jedyne kłopoty drugiego na liście najbogatszych Polaków "Wprost". Prezydent zawetował w styczniu ustawę o biopaliwach. Do dziś Sejm nie uchwalił jej poprawionej wersji, a Gudzowaty, licząc na wejście w życie korzystnego prawa, zainwestował w sektor biopaliw - jak potwierdził w rozmowie z dziennikarzem "Wprost" - około 160 mln zł. Nikt nie wie, kiedy i czy w ogóle odzyska te pieniądze. Bank Współpracy Europejskiej, rodzinny bank Gudzowatych (kontrolują 80 proc. udziałów), ledwo wiąże koniec z końcem. W pierwszym półroczu 2003 r. stracił ponad 8 mln zł (w 2002 r. straty wyniosły 33,1 mln zł). Od ostatniego sukcesu Gudzowatego, jakim było nieoczekiwane uzyskanie przez niego udziałów w EuRoPol Gazie, który miał wybudować i eksploatować polski odcinek gazociągu jamalskiego, minęło 10 lat. Potem już tylko dyskontował efekty słynnego pomysłu na barter (zamiana rosyjskiego gazu na towary z 5-procentową marżą dla Bartimpeksu). Sporą część zarobionych pieniędzy 65-letni dziś Gudzowaty odkładał na kontach w Szwajcarii (z naszych szacunków wynika, że w ciągu 12 lat prowadzenia interesów szef Bartimpeksu mógł zgromadzić nawet 500 mln USD).

Gudzowaty ma zatem powody i fundusze, by zostać ekskluzywnym rentierem. Wielokrotnie deklarował jednak, że będzie pracował "do końca". Nie może się pogodzić, że "generacja Gudzowatych", czyli biznesmenów, którzy doświadczenie i nawyki zdobywali w gospodarce planowej, ustępuje miejsca ludziom uczącym się ekonomii kapitalizmu - w teorii i praktyce - w III RP. - Głównym problemem Gudzowatego nie jest nie rozstrzygnięta rozgrywka z Gazpromem - mówi dawny partner szefa Bartimpeksu w interesach. - Jego największym problemem jest on sam, jego mania wielkości i wiara we własną nieomylność. Gudzowaty przegrywa z Gudzowatym.

Minimonarchia absolutna Bartimpex

Aleksander Gudzowaty to chyba ostatni z "wielkich" naszego biznesowego światka, który prowadzi firmę, używając metod, jakie 20-30 lat temu stosowali ludzie zarządzający socjalistycznymi centralami handlowymi. W latach 90. zbił majątek, bo dysponował bezcennym wówczas kapitałem - kontaktami w świecie współczesnych rosyjskich bojarów. Nawiązał je jako dyrektor w Textilimpeksie i Kolmeksie, centralach handlu zagranicznego prowadzących interesy z ZSRR. Kontakty umiał zamieniać na gotówkę, a gotówkę na polityczne wpływy. W 1991 r., rok po założeniu firmy, sprzedał 100 tys. ton pszenicy do Rosji, zarabiając jednego dnia pół miliona dolarów! Dziś znajomości i kontakty Gudzowatego na Wschodzie znaczą coraz mniej, bo w Rosji nastąpiła pokoleniowa wymiana oligarchów. Pozycje utracili Borys Bieriezowski, Władimir Gusinski, Wiktor Czernomyrdin i przyjaciel Gudzowatego Rem Wiachiriew. Ich miejsca zajęło pokolenie zbliżające się do czterdziestki, do którego należą Michaił Chodorkowski, Aleksiej Miller czy jeszcze młodszy Roman Abramowicz.

Podobna zmiana dokonała się w Polsce. W gospodarce wolnorynkowej polegli m.in. Andrzej Skowroński, twórca Elektrimu, Zofia Gaber, wieloletnia prezes Agrosu, Dariusz Przywieczerski, prezes Universalu, czy Marian Błędniak, szef Galteksu. Na emeryturę udał się także Witold Zaraska, który był gwiazdą późnego socjalizmu i początków transformacji. Z pierwszej dziesiątki najbogatszych Polaków znikają biznesmeni z PRL-owskim rodowodem. Najbogatszy kiedyś w kraju Zbigniew Niemczycki dziś jest zaledwie 30. na liście 100 najbogatszych Polaków "Wprost". Dystans do czołówki tracą Piotr Buchner, Krzysztof Niezgoda i Sobiesław Zasada. - Przyszli zagraniczni inwestorzy, skończyły się układy towarzyskie i okazało się, że kwalifikacje naszych "starych żubrów" nijak się mają do wymogów wolnego rynku - komentuje Andrzej Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha.

Niewolnik, ofiara układów

Aleksander Gudzowaty zbił majątek, robiąc interesy z dwiema państwowymi firmami - polskim PGNiG i rosyjskim Gazpromem. Władze polskiej spółki tłumaczyły, że obecność Gudzowatego jest konieczna, bo wymagają tego Rosjanie. Już w 1994 r. Gudzowatego wychwalał potężny mer Moskwy Jurij Łużkow, gdy w tamtejszym ratuszu - w bizantyjskiej oprawie - podpisywał z Bartimpeksem umowę na dostawy żywności dla stolicy Rosji w zamian za gaz dla Polski. Rem Wiachiriew, wieloletni szef Gazpromu, dawał wtedy publicznie do zrozumienia, że z polskim rządem interes ubije tylko pod warunkiem, że uwiarygodni go Gudzowaty. Nikogo więc nie dziwiło, że Bartimpex, za pośrednictwem spółki Gas Trading, znalazł się w spółce EuRoPol Gaz. Co prawda, szef Bartimpeksu wielokrotnie zapewniał, że to nie on interesuje się polityką, lecz polityka interesuje się nim, ale fakty mówią co innego.

W 1995 r. na kampanię wyborczą Lecha Wałęsy przeznaczył 2 mln zł (była to wówczas równowartość miliona dolarów). Do połowy 2001 r. przez firmy związane z Aleksandrem Gudzowatym przewinęło się 17 byłych ministrów i wysokich urzędników państwowych, m.in. Wiesław Kaczmarek i Piotr Czyżewski, ministrowie skarbu w rządzie Leszka Millera. - Gudzowaty, zatrudniając ludzi, bardziej niż na kwalifikacje zwraca uwagę na znajomości i układy towarzyskie. Czyżewski był w trudnej sytuacji, kiedy dostał pracę w Bartimpeksie. Na pewno jest wdzięczny byłemu pracodawcy - uważa jeden z byłych pracowników Aleksandra Gudzowatego. Polityka kadrowa firmy jest - na swój sposób - długofalowa. W 2002 r. Gudzowaty zatrudnił na przykład na stanowisku członka zarządu i wicedyrektora Bartimeksu 28-letniego Aleksandra Kotowskiego, członka gabinetu politycznego Jerzego Widzyka, ministra transportu w rządzie AWS. Szef Bartimeksu zapewne liczy na to, że jego "wychowanek" w przyszłości będzie zajmował jeszcze bardziej wpływowe stanowiska. - Wiara w układy w gospodarkach dawnego bloku wschodniego oznaczała, że ich inspirator stawał się najpierw beneficjentem układu, później niewolnikiem politycznym i sponsorem partii, a w końcu padał ofiarą własnych knowań. Na szczęście, ten proces się kończy - uważa Thomas Riccardo, znawca gospodarek Europy Środkowej i Wschodniej, analityk giełdowy.

Zawody polityczne

Po trwającej cztery lata wojnie z rządem Jerzego Buzka Gudzowaty nie krył już sympatii do SLD. Za rządów AWS nie wiodło mu się najlepiej. Fiaskiem zakończyła się próba powołania w 1999 r. (wspólnie z Ryszardem Krauzem, szefem Prokomu) otwartego funduszu emerytalnego, który miały utworzyć Bank Współpracy Europejskiej i Prokom Investments z Gdyni. Konsorcjum nie dostało licencji. Gudzowaty wini za to ówczesny establishment, któremu - jak twierdzi - konsekwentnie odmawiał finansowego wsparcia. Po niepowodzeniu z tworzeniem OFE musiał przełknąć następną gorzką pigułkę - nie udało mu się wziąć udziału w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej.

Tuż przed wyborami w 2001 r. Gudzowaty oficjalnie mówił, że SLD to partia o "wysokim ilorazie inteligencji". Dziś mówi "Wprost", że zawiódł się na politykach sojuszu. Ma im za złe, że - jak to ujmuje - wyżej cenili interes rosyjski niż polski. Zgodę na budowę gazociągu Bernau-Szczecin, który zapewni Polsce dywersyfikację dostaw gazu, dostał już po podpisaniu przez Marka Pola długoletniej umowy z Rosją (w jej wyniku płacimy za ten surowiec jedne z wyższych cen na świecie). Gudzowaty zawiódł się też na SLD w sprawie biopaliw. W 2002 r., kiedy rozpoczął inwestycje w biopaliwa, szefem spółki Brasco, którą w tym celu utworzył, został Andrzej Śmietanko, doradca prezydenta i były szef Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Gdy rok później prezydent zawetował ustawę o biopaliwach, Śmietanko pożegnał się ze stanowiskiem. Na pytanie, czy ta dymisja to skutek prezydenckiego weta, Gudzowaty denerwuje się i zaprzecza. - Nie sądziłem jednak, że prezydent zawetuje ustawę - dodaje po chwili zastanowienia dyrektor naczelny Bartimpeksu. - Część polityków SLD zaczęła bardziej respektować interesy innych oligarchów - tłumaczy Piotr Niemczyk, sekretarz Unii Wolności, wiceminister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. - Gdyby jednak SLD zupełnie nie respektował wpływów Gudzowatego, w ogóle nie powstałaby ustawa o biopaliwach - dodaje.

Jego Bliski Wschód?

"Póki ci szczęście sprzyja, naliczysz wielu przyjaciół, ale gdy los się odmieni, zostaniesz sam" - zauważył 2 tys. lat temu Owidiusz. Gudzowaty doświadczył tego na własnej skórze. "Jesteśmy pierwszą familią kapitalizmu w Polsce" - powiedział w 1997 r. dziennikarzom "Chicago Tribune". Dziś czuje się marginalizowany - ciągle dysponuje wielkimi pieniędzmi, ale na liście najzamożniejszych, na której przez trzy lata zajmował pierwszą lokatę, jest drugi - po Janie Kulczyku. Politycy coraz mniej się z nim liczą i coraz rzadziej zabiegają o jego względy.

16 września 2003 r. siedzibę Bartimexu w alei Szucha w Warszawie, sztab dyrektora Gudzowatego, odwiedzają dwie delegacje. Najpierw przychodzą porozmawiać o interesach przedstawiciele amerykańskiej ambasady. Kiedy wychodzą, w drzwiach mija ich delegacja Gazpromu, która ma negocjować zakończenie sporu z Bartimpeksem. Gudzowaty uważa, że Rosjanie chcieli go wyrzucić z interesów, bo słyszeli, że jest słaby. Jest przekonany, że się mylili. Wierzy w swój Bliski Wschód.

Jan Piński

Czytaj także

 0