Źle prowadzone lekcje WF-u. Uczniowie masowo przynoszą fikcyjne zwolnienia

Źle prowadzone lekcje WF-u. Uczniowie masowo przynoszą fikcyjne zwolnienia

Źle prowadzone lekcje WF-u mogą zrazić do wysiłku fizycznego na całe życie. Uczniowie bronią się przed traumą, masowo przynosząc fikcyjne zwolnienia lekarskie. W polskich liceach nie ćwiczy już jedna trzecia uczniów.

Na rynku fałszywych usprawiedliwień, podrobionych podpisów i splagiatowanych wypracowań lekarskie zwolnienie z WF-u ma najmocniejszą pozycję. To rarytas w zestawieniu nastoletnich pragnień i potrzeb – bezcenny w przeliczeniu na szkolny kurs walut. Internetowe fora przepełnione są ofertami jego kupna. Propozycje sprzedaży pojawiają się rzadko, a jeśli już, to zazwyczaj za stawki przewyższające budżet przeciętnego ucznia. Ostatnią deską ratunku jest wizyta u lekarza i podjęcie desperackiej próby przekonania go, że najwłaściwszą terapią na wszystkie wymyślone schorzenia będzie zwolnienie z WF-u. Wbrew pozorom to nietrudne zadanie.

Zwolnienie z przemocy

„Sport to nie tylko lekcja WF-u na macie, kiedy nauczyciel mówi: »Macie piłkę i grajcie”«. To przede wszystkim zabawa, możliwość poznawania siebie nawzajem. Lekcje wychowania fizycznego są nauką działania w drużynie, wzajemnego wsparcia i pomagania” – mówi Otylia Jędrzejczak, kiedy tłumaczy na swoim wideoblogu, dlaczego zdecydowała się poprzeć akcję „Stop zwolnieniom z WF-u” organizowaną przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Marcin musi przyznać pływaczce rację. W trakcie zajęć wychowania fizycznego rzeczywiście mógł bliżej poznać kolegów z klasy. Tyle że od tej gorszej strony. Wspólnie pracowali na jego gnębienie, wyzywali od ofiar, miernot i ciot, bo nie angażował się w grę tak samo jak oni. Był jednym z tych uczniów, których do zespołu wybiera się na końcu. Przymusowe doczepienie go do drużyny wywoływało grymasy niezadowolenia na twarzach rówieśników, bo jego złe serwy i podania były równoznaczne z porażką całej grupy. Prawdziwa seria obelg rozpoczynała się po pierwszym gwizdku. Dla gimnazjalistów gra toczyła się o coś ważniejszego niż oceny. Chodziło o honor.

Nauczyciel nie komentował tych praktyk. Marcin marzył o zwolnieniu z WF-u przez dwa lata gimnazjum. Tuż przed nowym rokiem szkolnym udał się do lekarza rodzinnego. Wizytę poprzedził odpowiednim przygotowaniem. Dlatego w trakcie badania recytował doktorowi podręcznikowe opisy dolegliwości i aż jąkał się ze stresu, bo wiedział, że jego szkolne być albo nie być zależy od internisty. Prośbę o wypisanie zwolnienia z WF-u lekarz skwitował słowami :„chudy jesteś, możesz nie ćwiczyć”, po czym wręczył Marcinowi jego marzenie opatrzone podpisem i pieczątką.

Zgubne skutki WF-u

Problem w tym, że w takiej sytuacji jest nie tylko Marcin. Alarmująca liczba zwolnień z WF-u w polskich szkołach zwróciła uwagę Najwyższej Izby Kontroli. Z przygotowanego przez nią raportu wynika, że na lekcjach nie ćwiczy 15 proc. uczniów podstawówek, 23 proc. gimnazjalistów i 30 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Nie wszyscy pedagodzy zdają sobie sprawę z tego, że WF może być dla dzieci traumatycznym przeżyciem. Problem dostrzega Przemysław Staroń, psycholog z SWPS, na co dzień pracujący z młodzieżą szkolną. – Zajęcia wychowania fizycznego prowadzone w obecnej formie mogą mieć różne zgubne skutki dla dziecięcej psychiki. W trakcie lekcji szybko dokonuje się podział na lepszych i gorszych. Wiele osób nie rozumie dramatu tych uczniów, których zakwalifikowano jako słabszych. Przeważnie nie mogą oni liczyć na pomoc. Powinno się im okazać zainteresowanie, zaproponować rozmowę, ale w polskich szkołach nie ma takiego zwyczaju. Są pozostawieni sami sobie, automatycznie lądują na uboczu. A to może prowadzić do depresji czy samookaleczeń. Przed tego typu przemocą uczniowie próbują ratować się sami. Najprostszą wymówką jest brak odpowiedniego stroju. Z danych przedstawionych przez NIK wynika, że to najczęstsza przyczyna zwolnienia z ćwiczeń. Kolejną najbardziej popularną metodą ucieczki od przedmiotu były usprawiedliwienia napisane przez rodziców.

Trening charakteru

„Na lekcjach WF-u ćwiczy się nie tylko biegi i przewroty, ale także charakter. Dziewczyny, ćwiczcie na WF-ie!” – zachęcała Anna Lewandowska w jednym ze spotów promujących kampanię „Stop zwolnieniom z WF-u”.

Za każdym razem, kiedy znana sportsmenka pojawiała się na ekranie, Justyna miała ochotę rzucić pilotem w telewizor. Słowa „trening charakteru” przypominały jej najgorsze wspomnienia, do których po zakończeniu edukacji planowała nigdy nie wracać. Wuefistka Justyny nazywała tak zaciekłą rywalizację o lepszy czas, punkty, plusy i pochwały. Justyna była prymuską i ciężko radziła sobie ze słabymi ocenami podsumowującymi jej wysiłek włożony w ćwiczenia. Choć wykonywała je poprawnie, odstawała od normy, wyraźnie określonej w tabelce i zatwierdzonej przez specjalistów. Biegała za wolno, rzucała zbyt słabo, skakała za nisko, a na dodatek kopała w złym kierunku i podawała nie do tych, co trzeba. Była po prostu kiepska, co regularnie wytykała jej nauczycielka. W ten sposób każda lekcja WF-u kojarzyła jej się z katorgą, na którą była skazana przez Ministerstwo Edukacji. Podstawówkę skończyła z lekką fobią na punkcie znienawidzonego przedmiotu, nic więc dziwnego, że po nowej wuefistce w gimnazjum nie spodziewała się niczego dobrego. Nauczycielka uwielbiała gry zespołowe, w szczególności te opierające się na relacji ofiara – kat. Jedną z nich była zabawa w tzw. zbijanego z odpowiednio zmodyfikowanymi zasadami. Za uderzenie piłką w dziewczyny nieco mniej sprawne, takie jak Justyna, drużyna przeciwnika otrzymywała dodatkowe punkty. W założeniu gra miała zmotywować wolniejsze nastolatki do większej aktywności. Niestety nie obudziła w Justynie ducha sportu. Zniszczyła za to resztki jej pewności siebie. By pozbierać się psychicznie po trzech latach gimnastycznego dramatu, Justyna potrzebowała zwolnienia z WF-u. Na szczęście jej mama, widząc, w jakiej rozsypce jest córka, razem z nią udała się do lekarza, który wypisał Justynie zwolnienie z WF-u na kolejny rok szkolny. W liceum nikt już nie trenował jej charakteru.

Ratują przed WF-em

Dużą liczbę wypisanych zwolnień z WF-u lekarze zwykle uzasadniają tym, że ufają swoim pacjentom i nie podejrzewają ich z góry o symulanctwo. Nieoficjalnie dodają, że czasem zwolnienia wypisują, by uratować dziecko przed traumą psychiczną. – Zdarza się, że wystawiam takie zwolnienia bez uzasadnienia merytorycznego – mówi Leszek Dębicki, ordynator oddziału pediatrii słupskiego szpitala. – Jeśli dziecko cierpi z powodu napiętnowania ze względu na słabszą formę fizyczną, trzeba mu udzielić pomocy. Lekcje WF-u mogą być przyczyną obniżenia własnej wartości u najmłodszych pacjentów, co prowadzi do pogorszenia jakości ich życia, a w skrajnych przypadkach – objawów depresji. Jeśli wypisuję zwolnienie dziecku, które może ćwiczyć, uważam, że rzecznikami jego dobra są w tym przypadku rodzice. To oni powinni motywować je do aktywności fizycznej, bo oczywiście jej brak wiąże się z licznymi chorobami. Rola opiekunów jest istotna, bo forma zajęć wychowania fizycznego jest nieodpowiednia. Moim zdaniem powinno się je zastąpić ćwiczeniami typu crossfit, a z pewnością usunąć z nich system oceniania, który jest po prostu chory. Z teorią, że za wykonywanie ćwiczeń nie powinno się stawiać ocen, zgadza się również Przemysław Staroń. – Ocenianie na zajęciach artystycznych i sportowych jest dla mnie niezrozumiałe – mówi psycholog. – Uważam, że mierzenie wysiłku uczniów w schematach „od-do” zabiera możliwość cieszenia się sportem. Aktywność przestaje mieć znaczenie, na pierwszy plan wysuwa się zła rywalizacja, chodzi tylko o wykonywanie zadań, a nie „ducha sportu”. To tworzy między uczniami konflikty, które z łatwością przenoszą się z sali gimnastycznej do klas i objawiają się w relacjach między dziećmi.

Według raportu NIK polskim lekcjom wychowania fizycznego daleko do doskonałości. 28 proc. uczniów uważa, że wuefiści nadmiernie preferują gry zespołowe. Zajęcia wciąż bywają prowadzone w warunkach, które nie gwarantują uczniom bezpieczeństwa. Problem ten dotyczył blisko 20 proc. skontrolowanych szkół. Wizerunku wuefistów nie poprawia również fakt, że tylko 1/5 nauczycieli ukończyła szkolenia przedlekarskie. Najgorsza sytuacja jest w klasach 1-3 szkół podstawowych. Z badań wynika, że 64,8 proc. zaplanowanych zajęć ruchowych w ogóle się nie odbyło. 64 proc. oddziałów na pierwszym etapie edukacji ćwiczy w sali gimnastycznej tylko raz w tygodniu, a 9,4 proc. wcale z niej nie korzysta.

OCENA ZA PIŁKI

„Cześć, nazywam się Bartosz Kurek, jestem reprezentantem Polski w siatkówce. Za moich czasów nie chodzić na WF to był wielki wstyd. Mam nadzieję, że nie popełniacie teraz tego błędu. Pamiętajcie, nie mieć stroju to być największą łamagą!”. Zdanie siatkarza podzielał również wuefista Maćka. Łamaga to najdelikatniejszy epitet zarezerwowany dla uczniów, którzy nie przynieśli na zajęcia stroju. Osób, które unikały udziału w jego lekcjach, nauczyciel jawnie nienawidził. Złośliwie komentował ich kondycję. Nauczyciel, którego ulubioną sugestią kończącą wszelką dyskusję było skierowane do uczniów krótkie: „Zamknij walizę i siadaj na dupę!”, rzucał im piłkę i krzyczał: „Grać!”, a sam z reguły siadał na ławce w swoim dresie i dłubał w paznokciach lub w uchu. Maciek nie znał zasad gry w piłkę nożną i koszykówkę, bo w nauczaniu początkowym w trakcie godzin przeznaczonych na WF pani bawiła się z uczniami w „chodzi lisek koło drogi”. Do drużyny wybierano go na końcu. Zawsze stał „na obronie”, ponieważ wszyscy w drużynie uważali, że to najmniej istotna pozycja podczas meczu. Koledzy denerwowali się, że nic nie robi i im przeszkadza, ale po kilku miesiącach się przyzwyczaili i wtedy już nikt nie zwracał na niego uwagi, nawet nauczyciel. Chodził sobie wokół sali gimnastycznej, siedział na ławce, a czasem z nudów śpiewał. W szatni koledzy się z niego śmiali. Był, jak się okazało, dosyć silny psychicznie, ale słaby fizycznie. Nie potrafił rzucić piłeczką palantową na ocenę dostateczną i przewracał się, gdy podnosił nad głowę piłkę lekarską. Pod koniec roku szkolnego zawsze był problem z wystawieniem Maćkowi oceny z WF-u. Był piątkowym uczniem i jego wychowawczyni co semestr chodziła do wuefisty, żeby dał chłopakowi szansę. Nauczyciel kazał mu wtedy przychodzić po lekcjach i pokazać na przykład dwutakt. Były to najbardziej żenujące przedstawienia, jakie przyszło Maćkowi odgrywać. Wuefista wystawiał mu czwórkę, bo jego rodzice kupowali w ramach podziękowania piłki dla szkoły. Tak było co roku. W liceum Maciek nie chciał już psuć sobie humoru ani ocen, udał się więc do alergologa. Przeszedł wiele testów, które starał się w jakiś sposób oszukać, na przykład wdychając powietrze wtedy, gdy miał wydychać, licząc na to, że lekarz stwierdzi, iż nie może ćwiczyć. Powiedział, że jak biega, to się dusi, nie może złapać tchu, ma nudności i boli go głowa. To kłamstwo wystarczyło. Doktor nie wnikał w szczegóły, napisał zwolnienie na semestr „z ciężkich ćwiczeń wysiłkowych”, ale zaznaczył, że ogólnie to ma ćwiczyć. Nie było większego problemu z przekonaniem nauczyciela delikatną sugestią, że jest to zwolnienie ze wszystkich ćwiczeń. Po pół roku Maciek powtórzył schemat. I tak przez kolejne lata.

Niechęć uczniów do zajęć wychowania fizycznego jest dla wielu pedagogów zjawiskiem niewyjaśnionym, bo przedmiot wydaje się idealną odskocznią od umysłowego wysiłku i sposobem na podwyższenie średniej ocen. By wyjaśnić powody nieprzychylnego podejścia do przedmiotu, Małopolskie Kuratorium Oświaty przeprowadziło ankietę wśród 5 tys. uczniów gimnazjów i liceów z całego województwa. Okazuje się, że uczniowie uważają lekcje za nudne (odpowiedziało tak 12 proc. gimnazjalistów i 16 proc. licealistów), nie chce im się też przebierać w strój (po 10 proc. w każdej grupie) lub nie ćwiczą ze wstydu (4 proc. gimnazjalistów i 2 proc. licealistów). W podobnej ankiecie przeprowadzonej wcześniej aż 60 proc. uczniów przyznało, że zwalnia się z WF-u, ponieważ nie są w stanie sprostać wymaganiom nauczyciela. Przy okazji sprawdzono także, czy 70 mln zł wydanych na kampanię „Stop zwolnieniom z WF-u!” przyniosło jakieś efekty. W ciągu ostatniego roku szkolnego liczba mało polskich uczniów z długotrwałymi zwolnieniami z WF-u spadła o 0,5 proc. w szkołach podstawowych, 0,8 proc. w gimnazjach i 1 proc. w liceach. Badania przyniosły również informację, że nieregularnie na WF-ie nie ćwiczy 36 proc. licealistów i 15 proc. gimnazjalistów.

DROGI POMYSŁ MINISTERSTWA

Rezultat zatem dosyć mizerny. Barbara Hinca, nauczycielka WF-u w jednej z pomorskich szkół, twierdzi jednak, że jest lepszy sposób na rozwiązanie problemu. Liczba zwolnień z WF-u na jej zajęciach jest minimalna. – Dużo rozmawiam ze swoimi uczniami. Parę lat temu, kiedy zaczynałam pracę jako wuefistka, sztywno trzymałam się podstawy programowej i oceniałam uczniów według obowiązujących zasad. Tym osobom, które nie były w stanie wykonać jakichś ćwiczeń, stawiałam więc jedynki. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że takie podejście nie ma sensu. Od tamtego czasu oceniam zaangażowanie. Zdarza się, że uczniowie, którzy czynnie uczestniczą w zajęciach, przynoszą na lekcje strój i nie unikają ćwiczeń, otrzymują oceny bardzo dobre, choć nie osiągają imponujących wyników. Wuefistka zazwyczaj sama kompletuje drużyny. – Nie chcę, by ktoś został wybrany do zespołu na końcu – mówi. 

(Artykuł opublikowany w 1/2015 nr tygodnika Wprost)
Więcej ciekawych artykułów przeczytasz w najnowszym wydaniu "Wprost",
który jest dostępny w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.


"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

Czytaj także

 1
  • bezpartyjny IP
    Rzetelny ogląd sytuacji. Proponuję, żeby opisywać również szkoły, w których zrezygnowano z tradycyjnego wf-u, a wprowadzono aerobik i inne ćwiczenia gimnastyczne przy muzyce. Tam wszyscy chodzą na lekcje wf. W zbyt wielu dziedzinach życia zauważa się toporność we wprowadzaniu zmian. Ludzie, którzy powinni takie zmiany wprowadzać np. ministrowie, wykazują postawę zachowawczą, a jak już coś wymyślą, to jest to całkowicie oderwane od realiów.

    Czytaj także