Taśmy prawdy wybaczone

Taśmy prawdy wybaczone

Bohaterzy afery podsłuchowej zostali liderami wyborczych list PO. Umocnili pozycję Ewy Kopacz, ale wizerunkowo obciążają ugrupowanie.

Platforma Obywatelska układając listy, buduje arkę Noego na wyborczy potop. Zestaw nazwisk, które będą kandydować z partii, poczynając od Michała Kamińskiego przez Tomasza Cimoszewicza, niewystawienie kontrkandydata dla Romana Giertycha kandydującego do Senatu, a także przymiarki do startu Tomasza Leppera pokazują, że ugrupowanie tworzy galerię osobliwości, która w sensie ideowym nigdy nie była utożsamiana z partią. Wystawienie ich na wyborcze listy budzi ogromny opór w Platformie i zaburza równowagę w partii. Konflikt wybuchł też między frakcjami, bo podczas układania regionalnych list wyraźnie została dowartościowana frakcja „spółdzielni”, w tym bohaterowie afery podsłuchowej.

PLATFORMA OD SASA DO LASA


Zaledwie kilka chwil po ogłoszeniu, że dotychczasowy senator Łukasz Abgarowicz oddaje pole Romanowi Giertychowi, niestartując jako jego kontrkandydat w okręgu, a decyduje się na kandydowanie do Sejmu, w partii zawrzało. Róża Thun na Twitterze nazwała go cynikiem. – Nie można zbierać wszystkich ludzi! Mówię to dla dobra Platformy, trzeba mieć wyraźny profil. Dla mnie Giertych nadal jest symbolem najgorszego rządu od 1989 r. On szkodził Polsce! Co można z takim człowiekiem wspólnie robić? – oburza się w rozmowie z „Wprost” Thun.

Emocje w partii wzbudza też wystawienie na pierwszym miejscu w Płocku Michała Kamińskiego. Postrzegany w partii jako „spadochroniarz” były polityk PiS nie wzbudzał sympatii w Lublinie, gdzie w ubiegłym roku przegrał z kretesem wybory do europarlamentu. W Platformie można usłyszeć, że wystawianie Kamińskiego jako lidera jakiejkolwiek listy to nieporozumienie. Podobnie jak dla wielu polityków PO jest nim start Tomasza Cimoszewicza, syna Włodzimierza Cimoszewicza z ich list. Polityk otrzymał ostatnie miejsce podlaskiej listy PO. Nie mniejsze emocje w Platformie wzbudziła też informacja, że syn Andrzeja Leppera Tomasz Lepper przymierzał się do startu w wyborach z list zachodniopomorskiej Platformy. Ostatecznie członkowie PO nie chcieli go na swoich listach, z obawy przed utartą wyborców. – To jest szokujące, że w Platformie w ogóle pojawił się pomysł, by startował z naszych list do Sejmu – słyszymy w Sejmie.

TRIUMF BOHATERÓW AFERY PODSŁUCHOWEJ

Kształt list budowanych na poziomie regionów pokazał, że Ewa Kopacz umocniła swoją pozycję w partii. Politycy „spółdzielni”, frakcji sprzyjającej premier, obronili jedynki na wyborczych listach. Duża część z nich to bohaterowie afery podsłuchowej. I tak nagrani Włodzimierz Karpiński,Stanisław Gawłowski i Tomasz Tomczykiewicz będą startować z pierwszych miejsc. Ewa Kopacz nie mogła się pozbyć wpływowych szefów regionów, bo jej pozycja w Platformie jest uzależniona właśnie od nich. Głównym ogniwem podtrzymującym w partii liderowanie premier jest Andrzej Biernat. Decyzją rady regionu łódzkiego wyborcza jedynka w Sie- radzu. Liderowanie listy przypadło mu mimo nieprawidłowości w oświadczeniach mająt- kowych i zdymisjonowania go ze stanowiska ministra sportu. Biernat stracił stanowisko, bo premier Kopacz dowiedziała się, że byłnagrany na taśmach. Agenci CBA znaleźli też błąd w oświadczeniu majątkowym byłego ministra sportu – nie wpisał kilkuletniego (ale wartego powyżej 10 tys. zł) samochodu małżonki. W oświadczeniu Biernat nie uwzględnił także 60 tys. zł na jej rachunku inwestycyjnym oraz dwóch działek. Dlaczego mimo tego pełniący obowiązki sekretarza generalnego został decyzją rady regiony liderem sieradzkiej listy? – Andrzej jeszcze w maju poinformował panią premier, że sprawie oświadczenia majątkowego przygląda się CBA. Był z nią szczery i zapewnił ją, że sprawę wyjaśni – mówi jedna z osób z otoczenia premier.

Wyborczą jedynką w Łodzi będzie kolejny lider „spółdzielni” Cezary Grabarczyk, zdymisjonowany z rządu za nielegalne posiadanie broni. Właśnie umorzono postępowanie w tej sprawie. – Jeśli w PO są jakieś frakcje, to ja jestem w tej, która zawsze wspiera szefa Platformy – mówi „Wprost” Cezary Grabarczyk, wyraźnie zadowolony, że przed wyborami wyjaśniła się jego sprawa. O ile miejsce dla Cezarego Grabarczyka na łódzkiej liście się znalazło, to Iwony Śledzińskiej- -Katarasińskiej, posłanki od 1991 r., na niej nie ma.

MIĘDZY PROTASIEWICZEM I SCHETYNĄ

Najgorętszym okręgiem wyborczym jest Dolny Śląsk, gdzie trwa walka o władzę między szefem MSZ Grzegorzem Schetyną a szefem regionu dolnośląskiego Jackiem Protasiewiczem. Zarząd dolnośląskiej Patformy zaakceptował propozycje przedstawione przez przewodniczącego regionu. Wynika z nich, że to Protasiewicz będzie otwierał wrocławską listę do Sejmu. Jedynką w okręgu jeleniogórsko-legnickim ma być Schetyna. Partyjni sprzymierzeńcy szefa MSZ przyznają, że wolałby okręg wrocławski. Zresztą właśnie tam nazwisko obecnego ministra spraw zagranicznych zgłosiło koło Młodej Platformy. To jednak nie pomogło.

– Schetyna nie liczył, że uda mu się wystartować z Wrocławia. Manewr zgłoszenia go z Wrocławia miał tylko sprawić wrażenie, że odbudowuje swoją pozycję na Dolnym Śląsku. Najpierw tam, a potem będzie chciał się kreować na lidera w całym kraju – mówi jeden z polityków. Chociaż Schetyna nie liczył na start z Wrocławia, to chciał, aby jego sprzymierzeńcy dostali dobre miejsca do kandydowania. Jacek Protasiewicz starał się o kompromis z Grzegorzem Schetyną, więc dał szansę startu Piotrowi Borysowi, jego najbliższemu współpracownikowi. Podarował też ósme miejsce w okręgu jeleniogórsko-legnickim Robertowi Kropiwnickiemu, zaufanemu szefa MSZ. Według naszych informacji o kompromis miedzy Protasiewiczem i Schetyną miała zadbać Ewa Kopacz. Miała zagwarantować szefowi regionu pierwsze miejsce na liście w zamian za ugodowe potraktowanie ludzi kojarzonych z szefem MSZ.

WSPÓŁPRACOWNICY KOPACZ NA AUCIE

Listy regionalne umacniają pozycję baronów sprzyjających Ewie Kopacz, ale osłabiają jej współpracowników, którzy nie mają decydującego znaczenia w partii. I dlatego Sławomir Nitras dostał zaledwie dziewiąte miejsce naliście w Szczecinie. A Rafał Trzaskowski nie znalazł się na liście w Krakowie. Wciąż formalnie pod znakiem zapytania pozostaje miejsce kandydowania marszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Zgodnie z życzeniem pani premier ma zostać wyborczą jedynką w Krakowie. Jednak rada regionu w Małopolsce „prawie jednogłośnie” przyjęła inne propozycje list partii do parlamentu. Zgodnie z którymi w okręgu krakowskim jedynką jest szef małopolskiej PO Grzegorz Lipiec, dwójką Ireneusz Raś, a z trójki ma wystartować Lidia Gądek. Po takich decyzjach szefostwo regionu czeka ciężka rozmowa z premier, po której najprawdopodobniej nastąpi kilka przesunięć na liście.

Sama Kidawa- -Błońska według naszych informacji chciała zostać wpisana na listę warszawską. Podczas rozmowy z premier Kopacz miała deklarować, że może wystartować z każdego miejsca w stolicy. Szefowa PO była jednak nieprzejednana. Pytamy współpracownika szefowej rządu, dlaczego tak naciskała na zesłanie marszałek Sejmu poza jej okręg wyborczy. – Zrobiliśmy badania dotyczące zaufania. Kidawa wypadła w nich bardzo dobrze. Lepiej od Kopacz – uśmiecha się ironicznie osoba z otoczenia premier. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 32/2015
Więcej możesz przeczytać w 32/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0