BBal na Titanicu?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wojna w Iraku może okazać się dla tandemu Bush i Blair początkiem końca ich politycznych karier.
Z tak wielką pompą amerykański prezydent jest przyjmowany w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy od zakończenia I wojny światowej. Sęk w tym, że teraz doprawdy nie ma czego świętować. Nie widać bowiem końca działań wojennych w Iraku, których sukces mieli świętować razem dwaj panowie B., przypieczętowując w ten sposób strategiczne partnerstwo USA i Wielkiej Brytanii. Tony Blair liczył, że u boku zwycięskiego George'a Busha stanie się kimś w rodzaju "wiceprezydenta świata" - jako najwierniejszy sojusznik jedynego globalnego hipermocarstwa. Te rachuby na razie biorą jednak w łeb. Blair był u szczytu popularności, gdy poparł wojnę w Iraku. Obecnie ma silną opozycję nawet we własnej partii. Także Bush musi się coraz bardziej martwić o to czy operacja w Iraku nie pogrzebie jego szans na drugą kadencję. Znaczna część opinii publicznej - zwłaszcza brytyjskiej - jest oburzona, że wizyta prezydenta Busha ma tak bogatą oprawę, podczas gdy w Iraku giną amerykańscy i brytyjscy żołnierze. Jeśli tak dalej pójdzie, to wojna w Iraku okaże się dla tandemu BB nie trampoliną do przewodzenia światu, ale początkiem końca politycznych karier obu przywódców, zaś uroczystości w Londynie zostaną zapamiętane jako jeszcze jedna zabawa na Titanicu.

Juliusz Urbanowicz