Polka w łapach terrorystów! (aktl.)

Polka w łapach terrorystów! (aktl.)

Radykalne ugrupowanie uprowadziło w Iraku Polkę i zażądało, żeby Polska wycofała z Iraku swoich żołnierzy - podała w czwartek katarska telewizja Al-Dżazira.
Kobieta prawdopodobnie została porwana w nocy z środy na  czwartek z jej domu w Bagdadzie.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski, przebywający z wizytą w Belgii, oświadczył, że "Polska nie wycofa wojsk z Iraku; byłoby to  poddanie się dyktatowi terrorystów". Także premier Marek Belka powiedział, że nie ma mowy o negocjacjach z terrorystami na temat wycofania wojsk, czy jakikolwiek inny. Poinformował także, że  ustalono tożsamość porwanej. Nie podał jednak jej imienia i  nazwiska. Jak podkreślił minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz - "ze względu na dobro tej osoby".

Działa rządowy sztab kryzysowy. Przed jego posiedzeniem minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński poinformował, iż polecił dowódcy Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe w Iraku generałowi Andrzejowi Ekiertowi "aby zostały użyte wszystkie możliwe środki", które mogą być pomocne w uwolnieniu naszej rodaczki.

O uwolnienie porwanej w Iraku Polki zaapelowała w czwartek do  terrorystów matka uprowadzonej kobiety, Halina Borcz. "Apelować muszę, bo tak mi serce każe, by także ugiął się nasz rząd pod ich żądaniami. Z drugiej jednak strony, jako Polce jest mi wstyd, gdyby żołnierze musieli wracać z Iraku tak, jakby stamtąd uciekali. Nie mogę tego żądać, mogę tylko prosić" - dodała.

Negocjować z terrorystami nie zamierzają władze irackie. Zapewniają jednocześnie, że będą negocjować z miejscową ludnością i z szejkami, aby pomogli oni w uwolnieniu porwanej.

Odmiennego zdania są eksperci. Według politologa, eksperta od  spraw terroryzmu dr Krzysztofa Karolczaka z UW "polskie władze nie  powinny dawać do zrozumienia, że nie będą rozmawiać o życiu i  zdrowiu obywatela naszego państwa". Wtóruje mu wiceprezes Fundacji GROM Krzysztof Przepiórka, który ocenił, że negocjacje z  porywaczami powinny trwać "dopóki jest szansa na uwolnienie zakładników".

Al-Dżazira wyemitowała nagranie wideo pokazujące siwowłosą starszą kobietę w różowej bluzce, siedzącą przed dwoma zamaskowanymi mężczyznami, z których jeden mierzył w jej głowę z  pistoletu. Al-Dżazira poinformowała też, że kobieta podał imię -  Teresa. Według Al-Dżaziry porwania dokonało ugrupowanie Brygady Fundamentalistów Abu Bakr al-Siddik, któremu przypisuje się już kilka porwań.

Kobieta coś mówiła, ale jej głosu nie było słychać. Jednak według Al-Dżaziry, wezwała polskich żołnierzy, aby opuścili Irak. Zaapelowała też do władz amerykańskich i irackich o uwolnienie wszystkich kobiet z więzienia Abu Ghraib.

Przebywający w Polsce wiceminister obrony Iraku Bruska Shawies ocenił, że za porwaniem Polki w Bagdadzie stoją ludzie związani ze  starym reżimem. "Porywacze wysunęli żądanie uwolnienia wszystkich więzionych w Iraku kobiet. Wiemy, że w więzieniach przebywają tylko dwie kobiety, które współpracowały z reżimem Saddama Husajna przy konstruowaniu broni masowego rażenia" - powiedział.

Według Cimoszewicza, porwana mieszka od kilkudziesięciu lat w  Iraku, wyszła za mąż za Irakijczyka. Ma obywatelstwo irackie. Na  początku lat 90. mniej więcej przez rok pracowała w ambasadzie polskiej w Bagdadzie; od tamtego czasu nie miała związku z  przedstawicielstwem, dlatego nie była znana obecnym pracownikom polskiej ambasady.

Tymczasem b. pracownik ambasady i b. szef porwanej Leszek Adamiec podał, że porwana została w 1994 roku zwolniona dyscyplinarnie z  pracy w ambasadzie polskiej w Iraku, w związku z podejrzeniami o  branie łapówek, a także o współpracę z miejscowymi służbami specjalnymi

Natomiast szef Wojskowych Służb Informacyjnych gen. Marek Dukaczewski powiedział PAP, że jest już pewne, iż porwana w Iraku kobieta nie jest z polskiego kontyngentu.

Porwana Polka urodziła się w 1950 roku. Ukończyła filologię słowiańską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Do Iraku wyjechała ze  swoim mężem 20 lat temu. PAP ustaliła, że Irakijczyk, będący mężem Polki porwanej w czwartek w Iraku, w latach 90. studiował w  Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie. Miał wtedy ponad 40 lat.

W specjalnym komunikacie rzecznicy rządu Dariusz Jadowski i MSZ Aleksander Chećko napisali, że "wszystkie nowe fakty, których podanie nie utrudni rozwiązania tej kryzysowej sytuacji i nie zagrozi pogorszeniu sytuacji porwanej Polki, będą przedmiotem oficjalnych komunikatów".

"Podkreślamy i przypominamy, że wszelkie informacje udzielane w  mediach przez osoby, które mogą nie przewidzieć konsekwencji tych wypowiedzi, rzutują na skuteczność działania służb i los porwanej. Ujawnienie przez niektóre media arabskiego brzmienia nazwiska porwanej są nieodpowiedzialnością za słowo i nieliczeniem się z  ludzkim życiem" - czytamy w komunikacie.

em, pap

 0

Czytaj także