Jeśli komuś podobał się "Mechanik", który wszedł w kwietniu do kin, powinien koniecznie wybrać się na "Obłęd". Ten film to przykład najmodniejszego obecnie nurtu w światowej kinematografii.
Film wyreżyserowany przez Johna Maybury'ego to wędrówka w czasie i przestrzeni. Jack Starks (świetnie grany przez Adriena Brody'ego) najpierw jest w Iraku, potem gdzieś w amerykańskim interiorze, następnie w szpitalu psychiatrycznym. Akcja filmu zaczyna się w 1991 roku, kończy w 2007, a w międzyczasie dochodzi do kilku skoków między różnymi okresami. Jack - dzięki eksperymentalnym metodom leczenia doktora Beckera (dawno nie widziany Kris Kristofferson) - uczy się, jak podróżować w przyszłość i jak wykorzystywać tę umiejętność. W dodatku robi to nie wychodząc ze specjalnej szuflady w szpitalu, do którego skierowano go na leczenie.
Oryginalność "Obłędu" polega na tym, że cały film rozgrywa się właściwie w mózgu Starksa. To nie pierwszy tego rodzaju film, jaki ostatnio trafił na ekrany. Oprócz "Mechanika" w tej konwencji utrzymane były "Efekt motyla", "Memento", czy "Zakochany bez pamięci". Jako pierwszy ten pomysł fabularny wykorzystał Darren Aronofsky w swoim "Pi" z 1998 roku. Ponieważ ludzki mózg jest pojemny i w bardzo dużej części jeszcze niezbadany, możemy spodziewać się kolejnych tego typu produkcji. Zapowiada się okazja do jeszcze kilku przyjemnych wycieczek do kina - takich jak na "Obłęd".
Agaton Koziński
"Obłęd" ("The Jacket"), reż. Johna Maybury, Niemcy/USA/Wielka Brytania, 2005