Ostatnio Donald Tusk stwierdził, że część nauczycieli woli mniej zarabiać, gdyż woli mało pracować.
Ledwie wybrzmiał dzwonek na przerwę, a w szkolnej toalecie tłoczno jak na spacerniaku. Nauczycielki rzuciły dzienniki na parapet i częstują się papierosami. Dyrektor dziękuje za Camele i sięga do kieszeni po mentolowe Slim Camelie. Wszyscy zaciągają się głęboko, z widoczną satysfakcją, jakby smakowali zakazany owoc.
– Zobaczycie, że kiedyś nas wyleją za palenie na terenie szkoły – mówi matematyczka. – Nie przesadzaj – uspokaja dyrektor. – Bardziej się boję, że nas usadzą za obniżenie sprawowania temu Kowalskiemu, co cię od kurew wyzywał. No, sama wiesz. Rodzice się wściekli, bo chłopak liczył na świadectwo z czerwonym paskiem, a bez „wzorowego” to niemożliwe. Jak się dowiedziałem, że sprawa trafiła do kuratorium, to żałowałem, że daliśmy mu tylko „dobre”, ale było już za późno. Jak nic, zawieszą nas za psychiczne znęcanie się nad dzieckiem. Pamiętacie, co było w zeszłym roku, jak Nowacki opluł tę młodą anglistkę, a ona go na korytarz wyrzuciła. Żal dziewczyny, że musiała odejść, ale co ja mogłem zrobić? Kurator stwierdził, że nie potrafi zapanować nad klasą, i pozamiatane.
Nagle ktoś kopie w drzwi od zewnątrz. Grono pedagogiczne pospiesznie gasi niedopałki w sedesach albo wyrzuca je przez okno. Po krótkiej szarpaninie z wuefistą, który stał na czatach, do toalety wkracza pryszczaty szóstoklasista. – Znowu jaraliście, tak? Nauczycielki zwieszają głowy, a uczeń uśmiecha się szyderczo, machinalnie zapala papierosa i cedzi przez zęby: – No to teraz jeden telefon do starych i wylatujecie z roboty.
Może i scena jest trochę udramatyzowana, ale dobrze oddaje rzeczywistość polskiej szkoły. Wskutek konsekwentnego ograniczania praw do wychowania nauczyciele zamienili się z uczniami rolami. To oni czują respekt przed gówniarzerią, a nie odwrotnie. Strach przed kuratorium i rodzicami powoduje, że nieustannie decydują się na kompromisy w ocenach pracy i zachowania uczniów. Problemy wychowawcze są zamiatane pod dywan, bo wina za nie spadłaby na nauczycieli. Ministerstwo Oświaty i kuratoria od lat traktują bowiem belfrów jak Rzymianie chrześcijan: wypuszczają ich na arenę bez broni, niby to licząc na ich cudowne umiejętności pedagogiczne, ale w rzeczywistości rzucają ich lwom na pożarcie.
Ostatnio Donald Tusk stwierdził, że część nauczycieli woli mniej zarabiać, gdyż woli mało pracować. Druga część tego zdania jest całkiem logiczna, bo komu chciałoby się pracować w takich warunkach? Długotrwałe przebywanie wśród dzieciarni bez środków do jej okiełznania musi prowadzić do choroby psychicznej. Nie zmienia to faktu, że nawet pracując niewiele, nauczyciele powinni zarabiać krocie. Za los, który zgotowali im teoretycy bezstresowego wychowania, należą im się miesięczne pensje nie mniejsze, niż zarobki lekarzy specjalistów.
Ale podwyżka wynagrodzeń nie wystarczy, by uzdrowić polską szkołę. Reforma oświaty powinna się zacząć od przywrócenia elementarnych środków perswazji, dostosowanych do cielęcego wieku wychowanków. Wymieniam je w porządku alfabetycznym: a) kary cielesne, b) ośla ławka, c) zsyłanie do kąta, d) zostawianie po lekcjach. A do tego bezwzględny zakaz przejmowania się tym, co myślą przewrażliwieni rodzice.
– Zobaczycie, że kiedyś nas wyleją za palenie na terenie szkoły – mówi matematyczka. – Nie przesadzaj – uspokaja dyrektor. – Bardziej się boję, że nas usadzą za obniżenie sprawowania temu Kowalskiemu, co cię od kurew wyzywał. No, sama wiesz. Rodzice się wściekli, bo chłopak liczył na świadectwo z czerwonym paskiem, a bez „wzorowego” to niemożliwe. Jak się dowiedziałem, że sprawa trafiła do kuratorium, to żałowałem, że daliśmy mu tylko „dobre”, ale było już za późno. Jak nic, zawieszą nas za psychiczne znęcanie się nad dzieckiem. Pamiętacie, co było w zeszłym roku, jak Nowacki opluł tę młodą anglistkę, a ona go na korytarz wyrzuciła. Żal dziewczyny, że musiała odejść, ale co ja mogłem zrobić? Kurator stwierdził, że nie potrafi zapanować nad klasą, i pozamiatane.
Nagle ktoś kopie w drzwi od zewnątrz. Grono pedagogiczne pospiesznie gasi niedopałki w sedesach albo wyrzuca je przez okno. Po krótkiej szarpaninie z wuefistą, który stał na czatach, do toalety wkracza pryszczaty szóstoklasista. – Znowu jaraliście, tak? Nauczycielki zwieszają głowy, a uczeń uśmiecha się szyderczo, machinalnie zapala papierosa i cedzi przez zęby: – No to teraz jeden telefon do starych i wylatujecie z roboty.
Może i scena jest trochę udramatyzowana, ale dobrze oddaje rzeczywistość polskiej szkoły. Wskutek konsekwentnego ograniczania praw do wychowania nauczyciele zamienili się z uczniami rolami. To oni czują respekt przed gówniarzerią, a nie odwrotnie. Strach przed kuratorium i rodzicami powoduje, że nieustannie decydują się na kompromisy w ocenach pracy i zachowania uczniów. Problemy wychowawcze są zamiatane pod dywan, bo wina za nie spadłaby na nauczycieli. Ministerstwo Oświaty i kuratoria od lat traktują bowiem belfrów jak Rzymianie chrześcijan: wypuszczają ich na arenę bez broni, niby to licząc na ich cudowne umiejętności pedagogiczne, ale w rzeczywistości rzucają ich lwom na pożarcie.
Ostatnio Donald Tusk stwierdził, że część nauczycieli woli mniej zarabiać, gdyż woli mało pracować. Druga część tego zdania jest całkiem logiczna, bo komu chciałoby się pracować w takich warunkach? Długotrwałe przebywanie wśród dzieciarni bez środków do jej okiełznania musi prowadzić do choroby psychicznej. Nie zmienia to faktu, że nawet pracując niewiele, nauczyciele powinni zarabiać krocie. Za los, który zgotowali im teoretycy bezstresowego wychowania, należą im się miesięczne pensje nie mniejsze, niż zarobki lekarzy specjalistów.
Ale podwyżka wynagrodzeń nie wystarczy, by uzdrowić polską szkołę. Reforma oświaty powinna się zacząć od przywrócenia elementarnych środków perswazji, dostosowanych do cielęcego wieku wychowanków. Wymieniam je w porządku alfabetycznym: a) kary cielesne, b) ośla ławka, c) zsyłanie do kąta, d) zostawianie po lekcjach. A do tego bezwzględny zakaz przejmowania się tym, co myślą przewrażliwieni rodzice.