Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska

Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Często słychać opinie, że ostatnie transfery do Platformy świadczą o tym, że ta partia skręca w lewo. To pozory. W rzeczywistości Donald Tusk udaje, że wzmacnia lewą nogę, by uniknąć koalicji z SLD.
Na lewej flance partii rządzącej nie brakuje ruchu - głośne transfery Bartosza Arłukowicza, czy Dariusza Rosatiego, zaproszenie na listy polityków SdPl i spekulacje na temat poparcia w wyborach do senatu Izabelli Sierakowskiej. Można odnieść wrażenie, że w (niegdyś) konserwatywno-liberalnej Platformie brakuje jeszcze tylko Józefa Oleksego i Piotra Ikonowicza. Dla porównania - w czasach dominacji SLD Leszek Miller również stawiał na szeroki wachlarz polityków prezentujących zróżnicowane poglądy. Ówczesny lider SLD nie wpadł jednak na to, by do sojuszu zaprosić Henryka Goryszewskiego, albo Ludwika Dorna. Front jedności tworzony w Platformie nie ma precedensu. Nie zgadzam się jednak z oceną, że ta partia skręci w lewo. Gdy szum wokół transferów ucichnie Arłukowicz i spółka znikną w tłumie i będą głosować zgodnie z dyscypliną.

O lewoskręcie PO nie świadczy też wypowiedź Donalda Tuska o klękaniu przed księdzem. Premier puścił oko do elektoratu antyklerykalnego. Ale to były tylko słowa. Czyny mówią co innego. Dwa dni przed tą deklaracją w hotelu poselskim byłem świadkiem ciekawej scenki rodzajowej. Jan Libicki, były poseł PJN, zagadnął Stefana Niesiołowskiego (obaj panowie znają się jeszcze z czasów ZChN). Libicki zbierał wtedy podpisy pod projektem ustawy, która miała zakończyć promowanie jednej opcji politycznej przez radio Maryja. Niesiołowski bez wahania zaoferował, że nie tylko sam podpisze się pod projektem, ale dodatkowo uzbiera brakujące podpisy wśród posłów PO. Dzień później wicemarszałek sejmu wrócił na tarczy. Szefostwo klubu Platformy zakazało parlamentarzystom tej partii składania podpisów pod "lex Rydzyk". Lepiej nie zadzierać z ojcem Rydzykiem. I nie podpadać prawicowemu elektoratowi.

To potwierdza, że wzmacnianie lewej nogi jest tylko pozorne. O co więc chodzi? O głosy. Transfery Arłukowicza, czy Rosatiego przyniosą Platformie kilka procent kosztem SLD. Podobną rolę mają odegrać ostre słowa o klękaniu przed księdzem. Chodzi o to, by przyciągnąć lewicowych wyborców i uniknąć konieczności tworzenia koalicji z Sojuszem.

W skrócie - była partia konseratywno-liberalna udaje partię lewicową, by pozostać partią rządzącą. Najlepiej samodzielnie, ewentualnie ze słabym PSL. Jak nie wiadomo o co chodzi w polityce, to chodzi o władzę.

Czytaj także

Czytaj także