Zagadka z gazem

Zagadka z gazem

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Zamknąłeś szyber w kominku?! - szturchnęłam Maćka o 1.30 w nocy.
- Nieee wieeem. Jaki szyber?! - mamrotał pod nosem.
- Możesz zejść sprawdzić? Nie zasnę.
- Sama zejdź. Śpię - przewrócił się na drugi bok.

Było mu wszystko jedno. Ale nie mnie! Od trzech lat prowadzę dochodzenie w sprawie koszmarnie wysokich rachunków za gaz. Od kiedy przydzielono nam (odgórnie!) taryfę: mała firma! zawsze pod koniec października wpadam w panikę, a kopertę z PGNiG noszę przez kilka dni w torbie, zanim ją otworzę.

Przez ostatnie lata mojego dochodzenia:
1. wykryłam wyciek gazu w rurze na zewnątrz i uszczelniłam (rękoma panów z gazowni),
2. uszczelniłam niemal stuletnie okna (które i tak wkrótce się rozsypią),
3. dociepliłam strych wełną mineralną,
4. zamówiłam bardzo gruntowny przegląd pieca,
5. odpowietrzyłam porządnie kaloryfery,
6. sprawdziłam kaloryczność gazu.

I co? I nic! Licznik gazowy kręcił się dalej jak oszalały! Uznałam, że musi być zepsuty, skoro się kręci, choć w naszym domu temperatura nigdy nie przekracza 20 stopni! Więc wezwałam gazownię pod pretekstem wymiany zepsutego gazomierza.

- Wygląda na dobry. Oczywiście wymienimy pani na nowy, a ten oddamy na UW do ekspertyzy. Jeśli będzie sprawny to pani zapłaci za badania - usłyszałam.
- Ile kosztuje takie badanie?
- Około 300 złotych.

Gazomierz był dobry. Niestety. Kolejne pudło! Zapłaciłam za ekspertyzę i postanowiłam szukać dalej. Nie mogłam się poddać. Jeszcze nie teraz! Dochodzenie zwolniło.

Hipotezy się kończyły. Maciek miał już dość słuchania o gazie.
- Daj spokój! Muszę po prostu więcej zarabiać - mówił.
On i jego słynna taktyka: "ucieczki do przodu" (skądinąd zupełnie niezła! :-)

Kolejni specjaliści, których wzywałam do domu poddawali się szybciej niż ja. Jeden proponował zmianę kaloryferów, inny pieca. Przerobiłam jeszcze temat pompy ciepła i kolektorów słonecznych, ogrzewania olejowego...

Ostatni fachowiec powiedział: - Na pani miejscu sprzedałbym dom!

Zostałam sama z nierozwiązaną zagadką. Wpadłam jeszcze na zrobienie raportu termowizyjnego. Był zaskakująco niezły jak na stuletni dom...

I kiedy wreszcie postanowiłam się poddać, w drzwiach pojawił się pan Krzysio (złota rączka). Przyszedł udrożnić zlew w kuchni. Widząc moją rezygnację w sprawie gazu, podsunął nowy trop:

- Trzeba zabudować kominek
- Tylko nie to! Uwielbiamy otwarte palenisko. Nie chcemy szyby! - protestowałam.
- A zamykacie szyber po wygaszeniu ognia? Musi być zamknięty inaczej całe ciepło z domu ucieka kominem - tłumaczył (kilka miesięcy temu).
- Nic nie zamykamy - byłam zaskoczona.
- Widzi pani gałkę z boku komina? Wystarczy mocno przekręcić w prawo, żeby otworzyć albo w lewo, żeby zamknąć.
Na pana Krzysia zawsze można liczyć!
- Nie uwierzysz?! - relacjonowałam Maćkowi najnowsze odkrycie. Nie okazał entuzjazmu.
- Mamy stary dom i tyle. Nie wierz w cuda! - gasił mój zapał.

Nadszedł czas próby. Za kilka miesięcy okaże się, czy śledztwo gazowe będzie można zamknąć!

Zeszłej nocy nie mogłam zasnąć. Musiałam mieć pewność, że szyber jest zamknięty! Zeszłam na dół. Otwarty! Przekręciłam wajchę. Mogłam spokojnie wrócić do łóżka. Zasnęłam jak dziecko :-)

P.S. Podobno Rosjanie spuścili z ceny! Polska zapłaci mniej za gaz! A rachunki spadną nawet o 20-30 procent! Jak ja się teraz w tym wszystkim połapię?! :-)