Wiktor Błądek, prezes KGHM, za najważniejsze zadanie uważa zapewnienie wieloletniej przyszłości Kombinatowi. Dlatego chce wydobywać miedź z jeszcze większych głębokości.
Prezes Wiktor Błądek wita, siadamy i rozmowa schodzi na kwestie bezpieczeństwa. Prezes pokazuje wykrywacz podsłuchów. Obok specjalny salonik do rozmów w cztery oczy. - Nasza firma z powodu głupoty zarządu jest lepiej prześwietlona przez firmy konsultingowo-doradcze niż przez wywiadownie - wyjaśnia.
Początkowo dość spięty, ale pod koniec dwugodzinnej rozmowy (`wyczerpał pan limit, jaki mam dla dziennikarzy na cały miesiąc`) jest już wyraźnie rozluźniony. Nie udaje, że wie, co powiedzieć, gdy nie wie. Od czasu do czasu wspiera się dosadnym słowem. Przypomina dyrektora - inżyniera z czasów komunistycznych, ale mówi także o wartości firmy i akcjonariuszach, którym należy się dywidenda. Trudno jednak ocenić, co jest wyuczone, a co jest jego poglądem. Zdaniem osób dobrze znających go, tak naprawdę akcjonariuszy ma w średnim poważaniu. Liczy się tylko Polska Medź.
Jaki jest Pana cel jako prezesa KGHM?
Po pierwsze rozwój firmy. To jest firma surowcowa, więc trzeba ją traktować jak maratończyka. Biegniemy na długim dystansie. Po drugie - wzrost wartości firmy. Akcjonariusze mają mieć do mnie zaufanie, widzieć, że jestem człowiekiem, który dba o ich interesy.
Od czasu gdy został Pan prezesem, firma w ciągu kilku miesięcy straciła na wartości 2 mld złotych. Jedna akcja kosztowała 36 złotych, teraz kosztuje 26 złotych.
To nie jest wynik mojej złej działalności, tylko ogólnej koniunktury. Zważywszy na wyniki, niektórzy dobrze zrobią, jeśli kupią teraz nasze akcje. [W chwili zamykania numeru kapitalizacja KGHM na giełdzie wynosiła 5,52 mld złotych przy cenie akcji 27,6 zł].
A Pan ma akcje KGHM?
Tak, 1300.
To niewiele. Zaangażowanie innych członków zarządu też nie jest duże. Dlaczego?
Tyle dostałem w ramach pakietu pracowniczego za lata pracy w KGHM. Na giełdzie nie kupowałem, bo członek kierownictwa firmy nie powinien ani sprzedawać, ani kupować akcji. Giełda różnie może reagować na taki fakt.
Jaka musi być cena miedzi, żeby KGHM miał pewność, że jest dochodowy?
Na dzisiaj w przedziale od 1600 do 1700 dolarów za tonę.
Jak spadnie poniżej tego poziomu, to koniec?
Nie, to jeszcze nie będzie koniec. Przecież możemy sobie zabezpieczyć cenę miedzi, ale to kosztuje. Zabezpieczamy się jeszcze w inny sposób: jak jest hossa - kupujemy maszyny. Potem gdy przychodzą ciężkie czasy, możemy mniej kupować i ograniczyć koszty. Podobnie z zakresem robót przygotowawczych, teraz jest większy, a w ciężkich czasach - mniejszy zakres. Inwestujemy więcej niż za poprzednich prezesów. Ostatniemu z nich, Speczikowi, zadałem pytanie: co ile pan wymienia samochód? Co roku - odpowiada. - To dlaczego pan toleruje w zakładzie wymianę co siedem, osiem lat? Jak wymienimy maszyny, mniej będę wydawał na remonty i z tego będę miał czystej oszczędności 200 mln złotych rocznie.
Koszt produkcji miedzi w złotych wynosi teraz 6300 złotych i rośnie.
My świadomie podwyższamy w tym roku koszt jednostkowy, bo uzupełniamy roboty przygotowawcze. Nadganiamy. Obojętnie, jak mnie nazwą, prezesem bez wyrazu czy z wyrazem, to będę na pewno prezesem, który pchnął gospodarczo firmę do przodu, bo przygotuję następcom dobre fronty.
A jeżeli cena spadnie za 2, 3 lata do 1800 dolarów za tonę...?
...to ja będę pływał jak rekin...
Ale dolar będzie po 3,3 złotego... Jak pomnożymy jedno przez drugie to jest mniej niż 6000 złotych. I nadal Pan pływa?
To mnie pan zastrzelił. Ale osobiście nie wierzę w taki kurs.
Deutsche Bank już na przyszły rok przewiduje 3,55 złotego za dolara.
Nie dam rady wycofać się z giełdy londyńskiej i sprzedawać za złotówki... Ale mówiąc poważnie - mamy pomysł i na taki scenariusz - w grę wchodzi m.in. zabezpieczenie kursu dolara. A przede wszystkim trzeba zakasać rękawy i jeszcze szybciej obniżać koszty. To zdecydowanie cel numer jeden.
Strategia KGHM polega na wchodzeniu coraz głębiej pod ziemię. Czy wie Pan, ile będzie kosztowało wydobycie ze złóż głębokich?
Tego najstarsi Amerykanie nie wiedzą, ale szukamy takich technologii, aby jednostkowy koszt produkcji miedzi znacząco nie wzrósł.
Zaczynacie inwestycję, nie wiedząc, ile będzie kosztowała?
Nie możemy dzisiaj wyliczyć tego co do grosza. Nawet przy dobrym rozpoznaniu geologów jakieś niespodzianki w złożu zawsze mogą wyskoczyć. Możemy dzisiaj powiedzieć, że więcej niż w obecnych kopalniach wydamy na wentylację. Ewentualny wzrost kosztów z tego tytułu zrekompensuje samo złoże, bo jest bardzo bogate. W zasadzie powinno się wyjść na koszt jednostkowy taki, jaki mieliśmy w ubiegłym roku. A poza tym myślimy intensywnie o nowych sposobach eksploatacji tego złoża, nie stosowanych dotychczas w naszych kopalniach. Na pewno damy radę.
Kiedy złoże głębokie da produkcję?
Już daje. Pokażę na przykładzie mojej ukochanej Rudnej, jechałem o, tu - do szybu R XI...
[Prezes prowadzi do mapy w sąsiednim pokoju i zaczyna opowiadać o powiązaniach kopalń, czuje się, że w tym momencie jest w swoim żywiole].
Gdybym ja tego nie zrobił, to bym się w Lubinie na mieście nie mógł pokazać, bo powiedzieliby: o, to ten humorysta, który nie potrafił kopalni zaprojektować na kilka lat do przodu.
Słyszałem, że koszty będą większe o 200 dolarów na tonie.
Nie, to jest przesada. Koszt jednostkowy po weryfikacji wzrośnie nam najwyżej o 130-150 złotych na tonie. Ale jeszcze wymyślimy nowe technologie, jeśli chodzi o sposób eksploatacji oraz wentylacji. Nie będzie takich kosztów.
Ale jest faktem, ze KGHM jest jednym z najdroższych producentów na świecie.
Jesteśmy w drugiej połówce.
A nie w ostatniej ćwiartce?
W hutnictwie jesteśmy wśród najtańszych producentów, a w górnictwie, powiedzmy, pod koniec trzeciej ćwiartki. Potem jest jeszcze dużo takich małych, jak ja mówię - kocin, które właściciele zamykają, gdy cena spada do 1630 dolarów, bo im się nie opłaca. A ja jeszcze wtedy przeżyję. Ale to prawda, ciągnienie rudy z poziomu 1200 metrów kosztuje, a na odkrywce wszystko przewietrzane jest przez Pana Boga.
No właśnie, jak może głębinowa kopalnia konkurować z odkrywkowymi? Tam wjeżdża koparka...
Ale ta koparka schodzi coraz niżej. W Indonezji chcieli być troszkę za chytrzy, chcieli zejść niżej, no i obsunęła się cała kopalnia. Pół roku była zamknięta.
Strategia KGHM jest taka: skoncentrować się na tym, na czym się znacie...
...Tak, na korbiznesie [core business - ang. trzon biznesu].
Wycena części miedziowej to 17 zł na akcję, a Polkomtela 11 zł na akcję, czy to prawda?
Prawda.
Czyli jedna niewielka inwestycja, a prawie połowa wartości firmy?
Za Polkomtel to powinni postawić pomnik prezesowi Siewierskiemu i ministrowi Kaczmarkowi.
A co z Dialogiem będzie?
Oj, z Dialogiem to jest trudna sprawa.
No pewnie, miliard trzysta milionów złotych zadłużenia.
Wie pan, ja jestem z Galicji. W Galicji tak mi rodzice mówili: jak będziesz głodny, to idź po szczaw, ale nigdy nie zapożyczaj się. Osobiście puściłbym Dialog - niech on idzie na swoją ścieżkę i co roku sam niech spłaca kredyt. Ale nic na chybcika.
To w czym jesteście lepsi - w górnictwie czy hutnictwie?
Przeze mnie przemawia górnik, więc powiem, że w górnictwie jesteśmy najlepsi. Od nas zaczyna zrzynać cała Afryka Południowa i nie tylko Afryka. Musiałem na kopalniach fundusz reprezentacyjny zwiększyć, tyle tych zagranicznych delegacji teraz przyjmujemy.
A ja słyszałem, że to Pan ze szwedzkiej firmy wywoził dokumentację. To prawda?
A tak, bałem się, że mnie złapią [śmiech]. A teraz to mnie ginie walizka, jak pojadę do Ameryki czy Kanady. Nikomu nie ginie, tylko mnie, sam się dziwię.
To tak na ostro jest w tej branży?
Każdy wyjazd to w tamtych czasach była swoista wywiadownia gospodarcza. Ci, którzy do nas dzisiaj przyjeżdżają, też strzelają oczami naokoło!
Koncepcja strategicznej alternatywy, inwestycji w infrastrukturę - to nie interesuje zarządu?
Nie. Ale w ramach dywersyfikacji co roku chcemy budować jeden mały zakład - 50, 100 osób, aby nie doprowadzić tutaj do drugiego Wałbrzycha.
No, a co tu jeszcze musi się wydarzyć? Wiadomo, że kopalnia Lubin jest nieefektywna, podobnie Huta Legnica.
Już mówię. Chcemy połączyć kopalnię Polkowice-Sieroszowice z Rudną, bo to jest jeden organizm. Na pewno zmniejszą się koszty. Nawet związków zawodowych tyle nie będzie.
A ilu ma Pan związkowców na etacie?
27 związków, a każdy to przynajmniej jeden etat, a niektóre mają więcej. Czterdziestu ludzi, komputery, telefony, radia. To jest duży koszt. No więc chciałbym, żeby za półtora roku była już jedna kopalnia. Teraz Rudna i Polkowice-Sieroszowice, a za kolejny rok mógłby dołączyć do niej Lubin.
Lubin jest do zamknięcia.
Nie.
A ile kosztuje tam wydobycie?
6420 złotych, a tutaj 3200. Taki jest koszt wydobycia tony metalu w urobku. Ale jak pan zamknie kopalnię, to dochodzą koszty likwidacji kopalni, koszty kompensaty ludziom, w sumie to się nie kalkuluje. Na dzień dzisiejszy Lubin jest na pograniczu opłacalności. Jeżeli cena spadnie, będę kasował oddziały i przerzucał wydobycie. Jak cena pójdzie w górę, będę otwierał oddziały. Jak Amerykanie.
KGHM ze względu na transakcje zabezpieczające na miedź ma dochody znacznie niższe niż możliwe do uzyskania na wolnym rynku. Ktoś popełnił błędy?
Jeśli chodzi o naszych ludzi - nie sądzę. Po prostu spekulacja poszła na rynku z miedzią tak daleko, jak nikt się nie spodziewał. Widzi pan, wszystko przez tych nieszczęsnych analityków, którzy popatrzą w sufit, jeden głupotę zrobi i potem cały ciąg głupot się szerzy. Żaden nie przewidział takiej ceny. Przewidywali 2200, a doszło do 3 tys. dolarów za tonę.
Zagraniczni inwestorzy wycofują się z KGHM, mieli powyżej 10 procent, teraz mają poniżej 5 procent, co Pan na to?
To okresowa fluktuacja posiadaczy GDR. Inwestorzy zrealizowali zyski i teraz znowu kupują taniej nasze akcje. Ich udział w KGHM znowu przekracza 5 procent. Inwestorów zagranicznych, nie tylko posiadaczy GDR, jest natomiast blisko 15 procent. Ale na co dzień oni na pewno bardziej niż my boją się naszych związków zawodowych i ich polityki. Chociaż patrząc na koszty pracy i płace w RFN, to tam są wyższe.
Banki też się boją. Gdy w zeszłym roku zamienialiście kredyt krótkoterminowy na długoterminowy, stopa procentowa nowego była dużo wyższa.
Myśmy teraz spłacili 200 mln dolarów, dużą część przed terminem. Banki przekonują się, że mamy pieniążki i spłacamy. Chętniej nam pożyczają.
Co Pan sądzi o strukturze właścicielskiej KGHM?
Najlepiej byłoby, gdyby było 100 procent skarbu państwa, polskich funduszy emerytalnych, instytucji finansowych itd.
Dlaczego nie prywatny właściciel?
Bo przy prywatnym nic przyszłościowego już pewnie nie będzie, żadnych nowych inwestycji czy technologii. Prywatny właściciel, jak często bywa, będzie raczej patrzył na krótkoterminowy i szybki, wysoki zysk z resztek obecnego złoża, a nie na 40 lat do przodu i zapewnienie przyszłości dla zysków akcjonariuszy i pracy dla ludzi. Lepszy już skarb państwa, ale przy mądrym rządzeniu. Ja takiego Krzemińskiego [jeden z byłych prezesów KGHM - przyp. red.] za płot bym nie wpuścił, a co dopiero do biura. Albo Sypek [b. wiceprezes] - 15 lat pracy, 17 przedsiębiorstw. Pod tym względem ma pan rację - prywatny właściciel do takich głupot by nie dopuścił.
Żaden inwestor branżowy nie jest potrzebny? Western Mining, huta z Hamburga?
Inwestor branżowy potrzebny jest tym, którym brakuje pieniędzy albo pomysłów na dalsze dochodowe prowadzenie biznesu. My mamy pieniądze i pomysł. Już mówiłem, że teraz inni zrzynają od nas. Nawiedzeni fani prywatyzacji z początków lat 90. chcieli wcisnąć tutaj inwestora strategicznego z branży - Asarco. Załoga ogłosiła strajk i prowadziła go przez 32 dni. KGHM został w polskich rękach, natomiast Asarco pozamykało parę kopalń, gdy ceny miedzi spadły. I już by nas nie było.
No to kto jest właścicielem KGHM?
Realnie? Skarb państwa. Wystarczy pójść na walne zgromadzenie, żeby zobaczyć, kto karty rozdaje. Jak skarb będzie miał mądrego ministra, to przyjdzie tu dobry prezes, a nie głupol z nadania politycznego, jak to już było kilka razy. Czemu właściciel wybrał mnie na prezesa?
Bo Pan jest stąd.
Nie, bo ja pracuję jednakowo u siebie i w spółce skarbu państwa. Bo jestem fachowcem w tej branży. Ta firma mi wszystko dała i ja wszystko zrobię, żeby była najlepsza. A największe wyzwania stoją przed tym, na czym się znam najlepiej - przed górnictwem. A że nie na wszystkim znam się równie dobrze - inwestuję dla tej firmy w zespół mądrych, kompetentnych i odpowiedzialnych ludzi z dużym doświadczeniem. Niech dają z siebie wszystko, tak jak ja.
Właścicielami są ludzie z tego regionu. Oni tu rządzą, nie uważa Pan?
Niektórzy twierdzą, że rządzą tutaj związki zawodowe. Ale te związki na tyle zmądrzały przez zmiany ustrojowe, że nie mają tak wysokich roszczeń jak na Śląsku. Nasi chłopcy wiedzą, że nikt nie dopłaci z budżetu do miedzi. I muszą się dostosować do giełdy londyńskiej. Oni to śledzą na bieżąco. Pytałem parę lat temu dyrektora technicznego na Śląsku o koszt jednostkowy, to on mi na to: co ty mi tu pier..., liczą się tuny [naśladuje akcent śląski]. Oni nie są jeszcze w Europie, a my już byliśmy z chwilą, gdy weszliśmy na giełdę londyńską. To nas nauczyło pokory, i mnie, i dyrektorów, i związkowców.
Ile było nominacji, które Pan podpisał wbrew sobie?
Jeżeli chodzi o korbiznes - jedną, bo dyrektor kopalni wybrał sobie złego zastępcę. Ale to się szybko zweryfikuje, bo ja muszę mieć zawodowców. Muszę pana zapewnić, że w korbiznesie żaden polityk nie zajmuje wyższego stanowiska.
A gdzie indziej?
Jak będzie miał dobrego zastępcę do spraw ekonomicznych, to nie popsuje.
Czy Pan zna dobrze polityków?
Nie, bardzo słabo [śmieje się]. Unikam polityki, polityka to szczebel ministra, ja tu mam robić największy zysk, ale z uwzględnieniem potrzeb firmy. Tak żeby od przyszłego roku właściciel był zadowolony z zysku, a akcjonariusze z dywidendy.
Wie Pan, że o działaczu związkowym i pośle Zbrzyznym mówi się, że jest tu nadprezesem?
Zbrzyzny mówi swoje, a ja wiem, co mam zrobić dla Polskiej Miedzi i robię swoje. Do tej pory więcej ja mam pożytku ze Zbrzyznego niż on ze mnie.
Życzliwy Panu członek rady nadzorczej mówi: miałem nadzieję, ze Błądek będzie niezależny, a zdaje się
- nie jest.
Może jest takie złudzenie. Gdzie trzeba popuścić panu posłowi, panom związkowcom, to ja popuszczę, ale gdzie trzeba przyłożyć, to ja przyłożę. Mogę odpuszczać w drobnych sprawach, ale w zasadniczych dla firmy - nigdy.
A jeżeli minister skarbu będzie chciał sprzedać część akcji na giełdzie, będzie tutaj strajk czy nie?
Wejście KGHM na giełdę w 1997 roku odbyło się w spokoju. A teraz? Nie sądzę, żeby ludzie zgłupieli na tyle, żeby aż zatrzymywali produkcję z tego powodu. Gdyby jednak chciano rozdawać nasze akcje bankrutom albo wciskać do nas inwestora branżowego, to na pewno chłopcy pojadą do Warszawy protestować, ale krzywdy nikomu nie zrobią. Akcja protestacyjna nie musi oznaczać zatrzymania produkcji.
Jaka jest Pana filozofia jako menedżera?
Ja jestem za młodym prezesem, żeby odpowiedzieć. Ja wiem, co trzeba zrobić dla tej firmy, żeby była najlepsza za 5, za 10 i nawet za 40 lat. Ja dla tej firmy jestem optymalnym prezesem, bo wiem, o co w tym wszystkim chodzi - i od strony produkcyjnej, i od strony finansowej.
Początkowo dość spięty, ale pod koniec dwugodzinnej rozmowy (`wyczerpał pan limit, jaki mam dla dziennikarzy na cały miesiąc`) jest już wyraźnie rozluźniony. Nie udaje, że wie, co powiedzieć, gdy nie wie. Od czasu do czasu wspiera się dosadnym słowem. Przypomina dyrektora - inżyniera z czasów komunistycznych, ale mówi także o wartości firmy i akcjonariuszach, którym należy się dywidenda. Trudno jednak ocenić, co jest wyuczone, a co jest jego poglądem. Zdaniem osób dobrze znających go, tak naprawdę akcjonariuszy ma w średnim poważaniu. Liczy się tylko Polska Medź.
Jaki jest Pana cel jako prezesa KGHM?
Po pierwsze rozwój firmy. To jest firma surowcowa, więc trzeba ją traktować jak maratończyka. Biegniemy na długim dystansie. Po drugie - wzrost wartości firmy. Akcjonariusze mają mieć do mnie zaufanie, widzieć, że jestem człowiekiem, który dba o ich interesy.
Od czasu gdy został Pan prezesem, firma w ciągu kilku miesięcy straciła na wartości 2 mld złotych. Jedna akcja kosztowała 36 złotych, teraz kosztuje 26 złotych.
To nie jest wynik mojej złej działalności, tylko ogólnej koniunktury. Zważywszy na wyniki, niektórzy dobrze zrobią, jeśli kupią teraz nasze akcje. [W chwili zamykania numeru kapitalizacja KGHM na giełdzie wynosiła 5,52 mld złotych przy cenie akcji 27,6 zł].
A Pan ma akcje KGHM?
Tak, 1300.
To niewiele. Zaangażowanie innych członków zarządu też nie jest duże. Dlaczego?
Tyle dostałem w ramach pakietu pracowniczego za lata pracy w KGHM. Na giełdzie nie kupowałem, bo członek kierownictwa firmy nie powinien ani sprzedawać, ani kupować akcji. Giełda różnie może reagować na taki fakt.
Jaka musi być cena miedzi, żeby KGHM miał pewność, że jest dochodowy?
Na dzisiaj w przedziale od 1600 do 1700 dolarów za tonę.
Jak spadnie poniżej tego poziomu, to koniec?
Nie, to jeszcze nie będzie koniec. Przecież możemy sobie zabezpieczyć cenę miedzi, ale to kosztuje. Zabezpieczamy się jeszcze w inny sposób: jak jest hossa - kupujemy maszyny. Potem gdy przychodzą ciężkie czasy, możemy mniej kupować i ograniczyć koszty. Podobnie z zakresem robót przygotowawczych, teraz jest większy, a w ciężkich czasach - mniejszy zakres. Inwestujemy więcej niż za poprzednich prezesów. Ostatniemu z nich, Speczikowi, zadałem pytanie: co ile pan wymienia samochód? Co roku - odpowiada. - To dlaczego pan toleruje w zakładzie wymianę co siedem, osiem lat? Jak wymienimy maszyny, mniej będę wydawał na remonty i z tego będę miał czystej oszczędności 200 mln złotych rocznie.
Koszt produkcji miedzi w złotych wynosi teraz 6300 złotych i rośnie.
My świadomie podwyższamy w tym roku koszt jednostkowy, bo uzupełniamy roboty przygotowawcze. Nadganiamy. Obojętnie, jak mnie nazwą, prezesem bez wyrazu czy z wyrazem, to będę na pewno prezesem, który pchnął gospodarczo firmę do przodu, bo przygotuję następcom dobre fronty.
A jeżeli cena spadnie za 2, 3 lata do 1800 dolarów za tonę...?
...to ja będę pływał jak rekin...
Ale dolar będzie po 3,3 złotego... Jak pomnożymy jedno przez drugie to jest mniej niż 6000 złotych. I nadal Pan pływa?
To mnie pan zastrzelił. Ale osobiście nie wierzę w taki kurs.
Deutsche Bank już na przyszły rok przewiduje 3,55 złotego za dolara.
Nie dam rady wycofać się z giełdy londyńskiej i sprzedawać za złotówki... Ale mówiąc poważnie - mamy pomysł i na taki scenariusz - w grę wchodzi m.in. zabezpieczenie kursu dolara. A przede wszystkim trzeba zakasać rękawy i jeszcze szybciej obniżać koszty. To zdecydowanie cel numer jeden.
Strategia KGHM polega na wchodzeniu coraz głębiej pod ziemię. Czy wie Pan, ile będzie kosztowało wydobycie ze złóż głębokich?
Tego najstarsi Amerykanie nie wiedzą, ale szukamy takich technologii, aby jednostkowy koszt produkcji miedzi znacząco nie wzrósł.
Zaczynacie inwestycję, nie wiedząc, ile będzie kosztowała?
Nie możemy dzisiaj wyliczyć tego co do grosza. Nawet przy dobrym rozpoznaniu geologów jakieś niespodzianki w złożu zawsze mogą wyskoczyć. Możemy dzisiaj powiedzieć, że więcej niż w obecnych kopalniach wydamy na wentylację. Ewentualny wzrost kosztów z tego tytułu zrekompensuje samo złoże, bo jest bardzo bogate. W zasadzie powinno się wyjść na koszt jednostkowy taki, jaki mieliśmy w ubiegłym roku. A poza tym myślimy intensywnie o nowych sposobach eksploatacji tego złoża, nie stosowanych dotychczas w naszych kopalniach. Na pewno damy radę.
Kiedy złoże głębokie da produkcję?
Już daje. Pokażę na przykładzie mojej ukochanej Rudnej, jechałem o, tu - do szybu R XI...
[Prezes prowadzi do mapy w sąsiednim pokoju i zaczyna opowiadać o powiązaniach kopalń, czuje się, że w tym momencie jest w swoim żywiole].
Gdybym ja tego nie zrobił, to bym się w Lubinie na mieście nie mógł pokazać, bo powiedzieliby: o, to ten humorysta, który nie potrafił kopalni zaprojektować na kilka lat do przodu.
Słyszałem, że koszty będą większe o 200 dolarów na tonie.
Nie, to jest przesada. Koszt jednostkowy po weryfikacji wzrośnie nam najwyżej o 130-150 złotych na tonie. Ale jeszcze wymyślimy nowe technologie, jeśli chodzi o sposób eksploatacji oraz wentylacji. Nie będzie takich kosztów.
Ale jest faktem, ze KGHM jest jednym z najdroższych producentów na świecie.
Jesteśmy w drugiej połówce.
A nie w ostatniej ćwiartce?
W hutnictwie jesteśmy wśród najtańszych producentów, a w górnictwie, powiedzmy, pod koniec trzeciej ćwiartki. Potem jest jeszcze dużo takich małych, jak ja mówię - kocin, które właściciele zamykają, gdy cena spada do 1630 dolarów, bo im się nie opłaca. A ja jeszcze wtedy przeżyję. Ale to prawda, ciągnienie rudy z poziomu 1200 metrów kosztuje, a na odkrywce wszystko przewietrzane jest przez Pana Boga.
No właśnie, jak może głębinowa kopalnia konkurować z odkrywkowymi? Tam wjeżdża koparka...
Ale ta koparka schodzi coraz niżej. W Indonezji chcieli być troszkę za chytrzy, chcieli zejść niżej, no i obsunęła się cała kopalnia. Pół roku była zamknięta.
Strategia KGHM jest taka: skoncentrować się na tym, na czym się znacie...
...Tak, na korbiznesie [core business - ang. trzon biznesu].
Wycena części miedziowej to 17 zł na akcję, a Polkomtela 11 zł na akcję, czy to prawda?
Prawda.
Czyli jedna niewielka inwestycja, a prawie połowa wartości firmy?
Za Polkomtel to powinni postawić pomnik prezesowi Siewierskiemu i ministrowi Kaczmarkowi.
A co z Dialogiem będzie?
Oj, z Dialogiem to jest trudna sprawa.
No pewnie, miliard trzysta milionów złotych zadłużenia.
Wie pan, ja jestem z Galicji. W Galicji tak mi rodzice mówili: jak będziesz głodny, to idź po szczaw, ale nigdy nie zapożyczaj się. Osobiście puściłbym Dialog - niech on idzie na swoją ścieżkę i co roku sam niech spłaca kredyt. Ale nic na chybcika.
To w czym jesteście lepsi - w górnictwie czy hutnictwie?
Przeze mnie przemawia górnik, więc powiem, że w górnictwie jesteśmy najlepsi. Od nas zaczyna zrzynać cała Afryka Południowa i nie tylko Afryka. Musiałem na kopalniach fundusz reprezentacyjny zwiększyć, tyle tych zagranicznych delegacji teraz przyjmujemy.
A ja słyszałem, że to Pan ze szwedzkiej firmy wywoził dokumentację. To prawda?
A tak, bałem się, że mnie złapią [śmiech]. A teraz to mnie ginie walizka, jak pojadę do Ameryki czy Kanady. Nikomu nie ginie, tylko mnie, sam się dziwię.
To tak na ostro jest w tej branży?
Każdy wyjazd to w tamtych czasach była swoista wywiadownia gospodarcza. Ci, którzy do nas dzisiaj przyjeżdżają, też strzelają oczami naokoło!
Koncepcja strategicznej alternatywy, inwestycji w infrastrukturę - to nie interesuje zarządu?
Nie. Ale w ramach dywersyfikacji co roku chcemy budować jeden mały zakład - 50, 100 osób, aby nie doprowadzić tutaj do drugiego Wałbrzycha.
No, a co tu jeszcze musi się wydarzyć? Wiadomo, że kopalnia Lubin jest nieefektywna, podobnie Huta Legnica.
Już mówię. Chcemy połączyć kopalnię Polkowice-Sieroszowice z Rudną, bo to jest jeden organizm. Na pewno zmniejszą się koszty. Nawet związków zawodowych tyle nie będzie.
A ilu ma Pan związkowców na etacie?
27 związków, a każdy to przynajmniej jeden etat, a niektóre mają więcej. Czterdziestu ludzi, komputery, telefony, radia. To jest duży koszt. No więc chciałbym, żeby za półtora roku była już jedna kopalnia. Teraz Rudna i Polkowice-Sieroszowice, a za kolejny rok mógłby dołączyć do niej Lubin.
Lubin jest do zamknięcia.
Nie.
A ile kosztuje tam wydobycie?
6420 złotych, a tutaj 3200. Taki jest koszt wydobycia tony metalu w urobku. Ale jak pan zamknie kopalnię, to dochodzą koszty likwidacji kopalni, koszty kompensaty ludziom, w sumie to się nie kalkuluje. Na dzień dzisiejszy Lubin jest na pograniczu opłacalności. Jeżeli cena spadnie, będę kasował oddziały i przerzucał wydobycie. Jak cena pójdzie w górę, będę otwierał oddziały. Jak Amerykanie.
KGHM ze względu na transakcje zabezpieczające na miedź ma dochody znacznie niższe niż możliwe do uzyskania na wolnym rynku. Ktoś popełnił błędy?
Jeśli chodzi o naszych ludzi - nie sądzę. Po prostu spekulacja poszła na rynku z miedzią tak daleko, jak nikt się nie spodziewał. Widzi pan, wszystko przez tych nieszczęsnych analityków, którzy popatrzą w sufit, jeden głupotę zrobi i potem cały ciąg głupot się szerzy. Żaden nie przewidział takiej ceny. Przewidywali 2200, a doszło do 3 tys. dolarów za tonę.
Zagraniczni inwestorzy wycofują się z KGHM, mieli powyżej 10 procent, teraz mają poniżej 5 procent, co Pan na to?
To okresowa fluktuacja posiadaczy GDR. Inwestorzy zrealizowali zyski i teraz znowu kupują taniej nasze akcje. Ich udział w KGHM znowu przekracza 5 procent. Inwestorów zagranicznych, nie tylko posiadaczy GDR, jest natomiast blisko 15 procent. Ale na co dzień oni na pewno bardziej niż my boją się naszych związków zawodowych i ich polityki. Chociaż patrząc na koszty pracy i płace w RFN, to tam są wyższe.
Banki też się boją. Gdy w zeszłym roku zamienialiście kredyt krótkoterminowy na długoterminowy, stopa procentowa nowego była dużo wyższa.
Myśmy teraz spłacili 200 mln dolarów, dużą część przed terminem. Banki przekonują się, że mamy pieniążki i spłacamy. Chętniej nam pożyczają.
Co Pan sądzi o strukturze właścicielskiej KGHM?
Najlepiej byłoby, gdyby było 100 procent skarbu państwa, polskich funduszy emerytalnych, instytucji finansowych itd.
Dlaczego nie prywatny właściciel?
Bo przy prywatnym nic przyszłościowego już pewnie nie będzie, żadnych nowych inwestycji czy technologii. Prywatny właściciel, jak często bywa, będzie raczej patrzył na krótkoterminowy i szybki, wysoki zysk z resztek obecnego złoża, a nie na 40 lat do przodu i zapewnienie przyszłości dla zysków akcjonariuszy i pracy dla ludzi. Lepszy już skarb państwa, ale przy mądrym rządzeniu. Ja takiego Krzemińskiego [jeden z byłych prezesów KGHM - przyp. red.] za płot bym nie wpuścił, a co dopiero do biura. Albo Sypek [b. wiceprezes] - 15 lat pracy, 17 przedsiębiorstw. Pod tym względem ma pan rację - prywatny właściciel do takich głupot by nie dopuścił.
Żaden inwestor branżowy nie jest potrzebny? Western Mining, huta z Hamburga?
Inwestor branżowy potrzebny jest tym, którym brakuje pieniędzy albo pomysłów na dalsze dochodowe prowadzenie biznesu. My mamy pieniądze i pomysł. Już mówiłem, że teraz inni zrzynają od nas. Nawiedzeni fani prywatyzacji z początków lat 90. chcieli wcisnąć tutaj inwestora strategicznego z branży - Asarco. Załoga ogłosiła strajk i prowadziła go przez 32 dni. KGHM został w polskich rękach, natomiast Asarco pozamykało parę kopalń, gdy ceny miedzi spadły. I już by nas nie było.
No to kto jest właścicielem KGHM?
Realnie? Skarb państwa. Wystarczy pójść na walne zgromadzenie, żeby zobaczyć, kto karty rozdaje. Jak skarb będzie miał mądrego ministra, to przyjdzie tu dobry prezes, a nie głupol z nadania politycznego, jak to już było kilka razy. Czemu właściciel wybrał mnie na prezesa?
Bo Pan jest stąd.
Nie, bo ja pracuję jednakowo u siebie i w spółce skarbu państwa. Bo jestem fachowcem w tej branży. Ta firma mi wszystko dała i ja wszystko zrobię, żeby była najlepsza. A największe wyzwania stoją przed tym, na czym się znam najlepiej - przed górnictwem. A że nie na wszystkim znam się równie dobrze - inwestuję dla tej firmy w zespół mądrych, kompetentnych i odpowiedzialnych ludzi z dużym doświadczeniem. Niech dają z siebie wszystko, tak jak ja.
Właścicielami są ludzie z tego regionu. Oni tu rządzą, nie uważa Pan?
Niektórzy twierdzą, że rządzą tutaj związki zawodowe. Ale te związki na tyle zmądrzały przez zmiany ustrojowe, że nie mają tak wysokich roszczeń jak na Śląsku. Nasi chłopcy wiedzą, że nikt nie dopłaci z budżetu do miedzi. I muszą się dostosować do giełdy londyńskiej. Oni to śledzą na bieżąco. Pytałem parę lat temu dyrektora technicznego na Śląsku o koszt jednostkowy, to on mi na to: co ty mi tu pier..., liczą się tuny [naśladuje akcent śląski]. Oni nie są jeszcze w Europie, a my już byliśmy z chwilą, gdy weszliśmy na giełdę londyńską. To nas nauczyło pokory, i mnie, i dyrektorów, i związkowców.
Ile było nominacji, które Pan podpisał wbrew sobie?
Jeżeli chodzi o korbiznes - jedną, bo dyrektor kopalni wybrał sobie złego zastępcę. Ale to się szybko zweryfikuje, bo ja muszę mieć zawodowców. Muszę pana zapewnić, że w korbiznesie żaden polityk nie zajmuje wyższego stanowiska.
A gdzie indziej?
Jak będzie miał dobrego zastępcę do spraw ekonomicznych, to nie popsuje.
Czy Pan zna dobrze polityków?
Nie, bardzo słabo [śmieje się]. Unikam polityki, polityka to szczebel ministra, ja tu mam robić największy zysk, ale z uwzględnieniem potrzeb firmy. Tak żeby od przyszłego roku właściciel był zadowolony z zysku, a akcjonariusze z dywidendy.
Wie Pan, że o działaczu związkowym i pośle Zbrzyznym mówi się, że jest tu nadprezesem?
Zbrzyzny mówi swoje, a ja wiem, co mam zrobić dla Polskiej Miedzi i robię swoje. Do tej pory więcej ja mam pożytku ze Zbrzyznego niż on ze mnie.
Życzliwy Panu członek rady nadzorczej mówi: miałem nadzieję, ze Błądek będzie niezależny, a zdaje się
- nie jest.
Może jest takie złudzenie. Gdzie trzeba popuścić panu posłowi, panom związkowcom, to ja popuszczę, ale gdzie trzeba przyłożyć, to ja przyłożę. Mogę odpuszczać w drobnych sprawach, ale w zasadniczych dla firmy - nigdy.
A jeżeli minister skarbu będzie chciał sprzedać część akcji na giełdzie, będzie tutaj strajk czy nie?
Wejście KGHM na giełdę w 1997 roku odbyło się w spokoju. A teraz? Nie sądzę, żeby ludzie zgłupieli na tyle, żeby aż zatrzymywali produkcję z tego powodu. Gdyby jednak chciano rozdawać nasze akcje bankrutom albo wciskać do nas inwestora branżowego, to na pewno chłopcy pojadą do Warszawy protestować, ale krzywdy nikomu nie zrobią. Akcja protestacyjna nie musi oznaczać zatrzymania produkcji.
Jaka jest Pana filozofia jako menedżera?
Ja jestem za młodym prezesem, żeby odpowiedzieć. Ja wiem, co trzeba zrobić dla tej firmy, żeby była najlepsza za 5, za 10 i nawet za 40 lat. Ja dla tej firmy jestem optymalnym prezesem, bo wiem, o co w tym wszystkim chodzi - i od strony produkcyjnej, i od strony finansowej.