Trzeba go z sensem wydać na samochody, elektronikę, podróże
W ostatnim tygodniu lutego kurs dolara spadł poniżej 3 zł. W dodatku to nie koniec - analitycy zgodnie twierdzą, że w tym roku będzie spadał dalej i może osiągnąć poziom 2,80 zł czy nawet 2,70 zł. - Dolnych granic na razie nie da się wyznaczyć - uważa Piotr Kuczyński z Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Na lokatę zupełnie się nie nadaje. To jednak nie oznacza, że z dolarowych oszczędności nie będzie już żadnego pożytku.
Co zatem zrobić z oszczędnościami rzędu kilku bądź kilkunastu tysięcy dolarów, które wciąż jeszcze ma wiele osób? - Przede wszystkim nie realizować straty i nie wymieniać teraz za złotówki - przestrzega Marcin Poczobut, analityk z TMS Brokers. - Pamiętajmy, że przed rokiem dolar kosztował prawie złotówkę więcej, więc osoby, które wówczas kupiły amerykańską walutę, poniosłyby ponaddwudziestoprocentową stratę - przypomina. - Jednak z drugiej strony, lepiej byłoby się tych dolarów pozbyć - uważa Poczobut i radzi, aby je po prostu "wydać na coś, co się przyda", o ile oczywiście zapłacimy dolarami. - Dobrym pomysłem jest na przykład sprowadzenie samochodu z USA - uważa analityk TMS. - Jeżeli nosimy się z zamiarem kupna czy wymiany samochodu, warto się nad tym zastanowić. Wtedy można nawet dokupić dolary za złotówki - dodaje.
Samochody są w Stanach Zjednoczonych tańsze o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent (dotyczy to przede wszystkim marek amerykańskich) i z reguły znacznie lepiej wyposażone niż te same modele dostępne w Europie. Taki import opłaca się nawet po doliczeniu cła, które w wypadku samochodów spoza Unii Europejskiej wynosi 10 proc., niezależnie od pojemności i rodzaju silnika, wieku oraz kosztów transportu pojazdu statkiem. Prawdopodobieństwo, że wymarzone auto ściągniętea Atlantyku okaże się sporo tańsze niż kupione na miejscu, jest zatem bardzo duże. Na przykład najnowszy Ford Focus (4-drzwiowy sedan ZX4) w USA kosztuje ok. 12,5 tys. dolarów. W Polsce jest jeszcze niedostępny, ale za poprzedniego Focusa o podobnych parametrach trzeba zapłacić ok. 70 tys. zł. W wypadku samochodów używanych różnice mogą być jeszcze większe.
Oczywiście nie każdy chce i może kupić samochód. Dla osób z mniej zasobnym portfelem bądź z innymi potrzebami bardzo atrakcyjne mogą się okazać za oceanem zakupy elektroniki użytkowej, która w USA jest tańsza mniej więcej o połowę. Na przykład cyfrowy aparat Canon Powershot S1 IS w amerykańskim sklepie internetowym kosztuje ok. 240 dolarów, w Polsce trzeba dać za niego nawet ponad 2 tys. zł. Transport to wydatek rzędu kilkunastu dolarów. W dodatku te towary nie są obłożone cłem, trzeba natomiast zapłacić 22 proc. VAT.
Na polskich aukcjach internetowych pojawia się coraz więcej sprzętu elektronicznego sprowadzonego z zagranicy - właśnie z USA bądź z Dalekiego Wschodu, np. Chin, gdzie ceny zakupu są oczywiście najniższe. Chętnych, by zarobić w ten sposób, musi być zresztą mnóstwo, bo ostatnio wielką popularnością cieszą się w internecie poradniki co, gdzie, za ile kupować, komu zlecić transport itp. Kosztują kilkanaście złotych i rozchodzą się na pniu.
Można się też samemu wybrać na zakupy - bilet lotniczy do Nowego Jorku kosztuje teraz tylko 1200 zł w obie strony (bez opłat lotniskowych). Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, przeznaczenie dolarowych oszczędności na podróże wcale nie jest złym pomysłem. - Jeżeli ktoś marzy na przykład o wyprawie do Ameryki Południowej, to powinien to zrobić teraz - radzi. - Wyjdzie o 25 proc. taniej niż przed rokiem.
Trzeba jednak znaleźć biuro podróży, które podaje ceny w dolarach, bo te, które kalkulują w złotówkach czy euro, nie zmieniają swoich cen pod wpływem wahań kursowych, lecz raczej zwiększają zysk.
Z pewnością znajdą się też osoby, które nie mają zamiaru wyruszać w świat ani robić wielkich zakupów. Co zatem mają zrobić ze swoimi dolarami? - Trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na osłabienie złotówki, które w końcu przyjdzie.
- Z całą pewnością złoty będzie słabszy w czasie wyborów - prognozuje Piotr Kuczyński. Wtedy przyjdzie pora na decyzje. Choć Marcin Poczobut pozbyłby się zielonych banknotów już wtedy, gdy ich kurs przekroczy 3 zł.
Co zatem zrobić z oszczędnościami rzędu kilku bądź kilkunastu tysięcy dolarów, które wciąż jeszcze ma wiele osób? - Przede wszystkim nie realizować straty i nie wymieniać teraz za złotówki - przestrzega Marcin Poczobut, analityk z TMS Brokers. - Pamiętajmy, że przed rokiem dolar kosztował prawie złotówkę więcej, więc osoby, które wówczas kupiły amerykańską walutę, poniosłyby ponaddwudziestoprocentową stratę - przypomina. - Jednak z drugiej strony, lepiej byłoby się tych dolarów pozbyć - uważa Poczobut i radzi, aby je po prostu "wydać na coś, co się przyda", o ile oczywiście zapłacimy dolarami. - Dobrym pomysłem jest na przykład sprowadzenie samochodu z USA - uważa analityk TMS. - Jeżeli nosimy się z zamiarem kupna czy wymiany samochodu, warto się nad tym zastanowić. Wtedy można nawet dokupić dolary za złotówki - dodaje.
Samochody są w Stanach Zjednoczonych tańsze o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent (dotyczy to przede wszystkim marek amerykańskich) i z reguły znacznie lepiej wyposażone niż te same modele dostępne w Europie. Taki import opłaca się nawet po doliczeniu cła, które w wypadku samochodów spoza Unii Europejskiej wynosi 10 proc., niezależnie od pojemności i rodzaju silnika, wieku oraz kosztów transportu pojazdu statkiem. Prawdopodobieństwo, że wymarzone auto ściągniętea Atlantyku okaże się sporo tańsze niż kupione na miejscu, jest zatem bardzo duże. Na przykład najnowszy Ford Focus (4-drzwiowy sedan ZX4) w USA kosztuje ok. 12,5 tys. dolarów. W Polsce jest jeszcze niedostępny, ale za poprzedniego Focusa o podobnych parametrach trzeba zapłacić ok. 70 tys. zł. W wypadku samochodów używanych różnice mogą być jeszcze większe.
Oczywiście nie każdy chce i może kupić samochód. Dla osób z mniej zasobnym portfelem bądź z innymi potrzebami bardzo atrakcyjne mogą się okazać za oceanem zakupy elektroniki użytkowej, która w USA jest tańsza mniej więcej o połowę. Na przykład cyfrowy aparat Canon Powershot S1 IS w amerykańskim sklepie internetowym kosztuje ok. 240 dolarów, w Polsce trzeba dać za niego nawet ponad 2 tys. zł. Transport to wydatek rzędu kilkunastu dolarów. W dodatku te towary nie są obłożone cłem, trzeba natomiast zapłacić 22 proc. VAT.
Na polskich aukcjach internetowych pojawia się coraz więcej sprzętu elektronicznego sprowadzonego z zagranicy - właśnie z USA bądź z Dalekiego Wschodu, np. Chin, gdzie ceny zakupu są oczywiście najniższe. Chętnych, by zarobić w ten sposób, musi być zresztą mnóstwo, bo ostatnio wielką popularnością cieszą się w internecie poradniki co, gdzie, za ile kupować, komu zlecić transport itp. Kosztują kilkanaście złotych i rozchodzą się na pniu.
Można się też samemu wybrać na zakupy - bilet lotniczy do Nowego Jorku kosztuje teraz tylko 1200 zł w obie strony (bez opłat lotniskowych). Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, przeznaczenie dolarowych oszczędności na podróże wcale nie jest złym pomysłem. - Jeżeli ktoś marzy na przykład o wyprawie do Ameryki Południowej, to powinien to zrobić teraz - radzi. - Wyjdzie o 25 proc. taniej niż przed rokiem.
Trzeba jednak znaleźć biuro podróży, które podaje ceny w dolarach, bo te, które kalkulują w złotówkach czy euro, nie zmieniają swoich cen pod wpływem wahań kursowych, lecz raczej zwiększają zysk.
Z pewnością znajdą się też osoby, które nie mają zamiaru wyruszać w świat ani robić wielkich zakupów. Co zatem mają zrobić ze swoimi dolarami? - Trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na osłabienie złotówki, które w końcu przyjdzie.
- Z całą pewnością złoty będzie słabszy w czasie wyborów - prognozuje Piotr Kuczyński. Wtedy przyjdzie pora na decyzje. Choć Marcin Poczobut pozbyłby się zielonych banknotów już wtedy, gdy ich kurs przekroczy 3 zł.