Wyborczy paradoks

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prawo i Sprawiedliwość ma nadzieję, że przeforsowanie ordynacji mieszanej zmiecie z politycznej sceny PSL, LPR i Samoobronę. Nie chodzi oczywiście o wyrugowanie kunktatorstwa i handlowania mandatami, lecz przejęcie ich elektoratu i wzmocnienie swojej pozycji w Sejmie.
PiS jest jednak za słaby, by przepchnąć nową ordynację w pojedynkę. Platforma Obywatelska z kolei od lat chce wprowadzenia okręgów jednomandatowych i projektu Prawa i Sprawiedliwości raczej nie poprze. Można mieć jednak nadzieję, że przyparty do muru PiS pójdzie krok dalej i razem z PO złoży projekt ordynacji większościowej.

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że według ustaleń tygodnika "Wprost" spora część posłów Prawa i Sprawiedliwości jest za okręgami jednomandatowymi. Tylko one ustabilizują scenę polityczną i sprawią, że rząd będzie miał stałe poparcie. Skąd to wiadomo? Wystarczy spojrzeć na układ sił w Senacie, do którego wybory przeprowadzane są według zasady jeden okręg - jeden mandat. PiS ma w nim zdecydowaną większość.

Z kolei wprowadzenie ordynacji mieszanej utrwaliłoby tylko demokratyczną atrapę, z którą mamy do czynienia od początku III RP. Żeby się przekonać, jak ona funkcjonuje, wystarczy przypomnieć, ile trwało tworzenie koalicji rządowej w Niemczech, gdzie obowiązuje właśnie ordynacja mieszana. Jej wprowadzenie w Polsce może się okazać dla partii rządzącej golem do własnej bramki. PiS uzyskałby bowiem więcej mandatów niż obecnie, ale wcale nie zwiększyłby swojej przewagi nad Platformą. To umożliwić są w stanie tylko okręgi jednomandatowe. Paradoksalnie więc, najwięcej zyskałoby na nich ugrupowanie im przeciwne, a stracić natomiast mogłaby partia postulująca ich wprowadzenie.

Michał Krzymowski