W ciągu ostatnich kilku dni na Białorusi wiele się zmieniło. Białorusini przełamali strach. Kiedy na Placu Październikowym stało jeszcze miasteczko namiotowe ludzie przychodzili, przynosili jedzenie, herbatę. Dla niektórych musiał to być prawdziwy wyczyn. Musieli pokonać strach przed donosem czy zatrzymaniem. Ci którzy byli wewnątrz miasteczka nie mieli właściwie nic do stracenia. I tak już byli skreśleni z uczelni, a powołanie do wojska mieli pewne. Dziś w Mińsku Białorusini, choć jeszcze nie wszyscy, pokazali, że nie trzeba się bać.
Władza natomiast po raz kolejny pokazała, że nie zawaha się użyć siły. Że jej ofertą jest jedynie przemoc i terror. Jeśli potwierdzi się informacja, że w czasie pacyfikacji zginęła jedna osoba Łukaszenka będzie miał na rękach krew. Zresztą nie pierwszą. Protestujących jest jeszcze za mało. Do granicy upadku władzy trochę brakuje. Gdyby na plac ruszyło 200 tysięcy osób władza Łukaszenki by uciekła. Co nie oznacza, że te osiem tysięcy osób narażało się na darmo. Z każdym takim protestem droga Białorusi do demokracji jest coraz bliższa.
Grzegorz Sadowski