Całkiem niedawno Orlen rzucił się też na turecką rafinerię Tupras. Miał szczęście przegrać z Shellem. Kolejna na liście podbojów polskiej spółki, kontrolowanej przez skarb państwa, jest litewska rafineria w Możejkach. Ta państwowa firma najwyraźniej nie ma szczęścia do inwestorów. Wpierw uciekli z niej Amerykanie, którzy nie potrafili dogadać się z Rosjanami, głównymi dostawcami ropy dla Możejek. Splajtował też Jukos, ostatni współwłaściciel litewskiej rafinerii.
Dlaczego Orlen tak zażarcie walczy o Możejki, że zadeklarował gigantyczną kwotę 2,5 mld dolarów na sfinansowanie transakcji i miliard dolarów na inwestycje? Transakcja ta na pewno zwiększy zadłużenie koncernu, a spodziewane zyski wcale nie są pewne.
Litwa licząca nieco ponad 3,5 mln mieszkańców, to mały i nie tak dynamiczny rynek. Nie daje też szans na zyski bliskie sąsiedztwo północno-wschodniej Polski, bo jest to najbiedniejszy region w tej części Europy. Nie można zaprzeczyć, że przejmując rafinerię w Możejkach, Orlen podniesie nieco swój potencjał produkcyjny i zmniejszy dystans do regionalnych potentatów - węgierskiego MOL i austriackiego ÖMV. Trudno jednak dopatrzyć się sensu w tej grze, o ile Orlen w ogóle prowadzi jakąś grę.
Krzysztof Grzegrzółka