Sen(s) o potędze

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że Orlen, pojawia się ostatnio ze swoją ofertą wszędzie tam, gdzie jest coś do sprzedania. Trudniej jednak znaleźć sens w tym pędzie do inwestowania płockiej spółki.
Rok temu Orlen przejął za ok. 1,8 mld zł czeski Unipetrol. Trudno jednak uznać to za wielki sukces tym bardziej, że Orlen będzie musiał wpompować w czeski rynek paliw jeszcze sporo pieniędzy. Trzy lata wcześniej za ponad pół miliarda złotych Orlen kupił sieć prawie 500 niemieckich stacji benzynowych, rozlokowanych w peryferyjnych północno-wschodnich rejonach tego kraju. Inwestycja okazała się kompletnym niewypałem, gdyż do dzisiaj polski inwestor jest jedynym, nie notującym zysków właścicielem stacji benzynowych w Niemczech.

Całkiem niedawno Orlen rzucił się też na turecką rafinerię Tupras. Miał szczęście przegrać z Shellem. Kolejna na liście podbojów polskiej spółki, kontrolowanej przez skarb państwa, jest litewska rafineria w Możejkach. Ta państwowa firma najwyraźniej nie ma szczęścia do inwestorów. Wpierw uciekli z niej Amerykanie, którzy nie potrafili dogadać się z Rosjanami, głównymi dostawcami ropy dla Możejek. Splajtował też Jukos, ostatni współwłaściciel litewskiej rafinerii.

Dlaczego Orlen tak zażarcie walczy o Możejki, że zadeklarował gigantyczną kwotę 2,5 mld dolarów na sfinansowanie transakcji i miliard dolarów na inwestycje? Transakcja ta na pewno zwiększy zadłużenie koncernu, a spodziewane zyski wcale nie są pewne.

Litwa licząca nieco ponad 3,5 mln mieszkańców, to mały i nie tak dynamiczny rynek. Nie daje też szans na zyski bliskie sąsiedztwo północno-wschodniej Polski, bo jest to najbiedniejszy region w tej części Europy. Nie można zaprzeczyć, że przejmując rafinerię w Możejkach, Orlen podniesie nieco swój potencjał produkcyjny i zmniejszy dystans do  regionalnych potentatów - węgierskiego MOL i austriackiego ÖMV. Trudno jednak dopatrzyć się sensu w tej grze, o ile Orlen w ogóle prowadzi jakąś grę.

Krzysztof Grzegrzółka