Wesołych Świąt – bo to przecież dziś pierwszy dzień, to dzisiaj jest dzień na życzenia najserdeczniejsze, te składane najbliższym! Jakoś tak się dziwnie złożyło, że w Polsce prawe całą symbolikę Świąt zawłaszczyła Wigilia, czyli dzień, a raczej wieczór poprzedzający święto istotne. I to Wigilia jest tym dniem, na który się czeka, na spotkanie z bliskimi, na opłatek, na życzenia…
U mnie w rodzinie Wigilia ma jeszcze jeden wymiar. Otóż od dziecka nauczona zostałam, że co w Wigilię, to przez cały rok. Dlatego nie znoszę sprzątania w Wigilię. Ale za to od czasu, kiedy wymyśliłam sobie, że bieganie jest fajne, w Wigilię staram się pobiegać. Bo wiadomo – potem przez cały rok…
W tym roku zanosiło się, że biegania w Wigilię nie będzie. Bo budzik zadzwonił za cicho, bo powieki miałam rano za ciężkie, bo sen nie chciał sobie pójść po dobroci, a zaczynanie Wigilii od walki z samą sobą nie wróżyło dobrze. Próba wyjścia po zakupy zakończyła się dwumetrowym ślizgiem przed klatką i powrotem po łańcuchy na buty. Czym się różni biegacz od przeciętnego człowieka? Zimą wozi ze sobą łańcuch na buty, które pozwalają w miarę bezpiecznie poruszać się po oblodzonych chodnikach. Więc normalni ludzie poruszali się krokiem łyżwowym, a my – normalnym, budząc powszechną zazdrość.
Pogody na bieganie nie było, ale jak wiadomo, to nie pogoda jest dla biegaczy, ale biegacze dla pogody…
Już, już się wydawało, że uda nam się wyrwać godzinkę przed południem, ale wtedy zastrajkował samochód i wyprawa po choinkę zamiast potrwać pół godziny wydłużyła się do półtorej (samochód w końcu ruszył) i… zostało dokładnie tyle czasu, żeby się przebrać za człowieka i zagnieść ciasto na pierogi, a że pierogi miały być moje autorskie (bez jajek), więc nie wypadało się teraz wykręcać, ugniatałam ciasto w ramach treningu zastępczego, wałkowałam, lepiłam, pierogi wege są bardzo ok, choć akurat na Wigilii był to jedyny element wege…
Co było robić?
Czas na bieganie znalazł się dopiero po tym, jak ostatni talerz po wieczerzy trafił na suszarkę i wydawało się, że ostatni kęs karpie został przetrawiony. Wydawało się…
Uzbroiliśmy się po zęby. Ciepłe legginsy, kurtki z odblaskami, latarki, w kieszeń łańcuchy na buty. Wyszliśmy. Po pierwszym ślizgu złapaliśmy pewną przyczepność, ale po 200 metrach jednak zakładanie łańcuchów okazało się koniecznością. Kosmicznie wyglądaliśmy, świecąc odblaskami i chrzęszcząc po zmrożonych śliskich chodnikach. W powietrzu wisiała mgła i wilgoć, a oczy mijanych przechodniów rosły ze zdumienia i przypominali oni andersenowskie psy z oczami jak spodki. Dobrze, że nie umiem czytać w myślach, bo przypuszczam, że wiele ciekawych komentarzy bym wyczytała…
Zbiegaliśmy z górki raźno, a ja roiłam sobie kilometry, które do północy jeszcze można pokonać, ale…
A, no właśnie. Następny razem nastawie głośniej budzik. Bo bieganie po nocy ma wiele uroku, ale bieganie po kolacji, i to obfitej – już niekoniecznie. Zwłaszcza, jak bieganie kończy się w miejscu, z którego do domu jest w każdą stroną tak samo daleko i trzeba w grudniową noc z fazy truchtu przejść w fazę marszu, i w ten sposób dotrzeć w okolice cywilizowane i przyjazne.
Na szczęście noc była bardzo ciepła, plus dwa stopnie po ostatnich mrozach to był nieledwie upał…
Wigilijne bieganie było iście symboliczne, skończyło się gdzieś po 6 km, ale o symbol przecież chodziło, o to, by przez cały rok biegać, o to, by przez cały rok o bieganiu pisać i – mam nadzieję – nie zanudzać .
Wesołych Świąt!
W tym roku zanosiło się, że biegania w Wigilię nie będzie. Bo budzik zadzwonił za cicho, bo powieki miałam rano za ciężkie, bo sen nie chciał sobie pójść po dobroci, a zaczynanie Wigilii od walki z samą sobą nie wróżyło dobrze. Próba wyjścia po zakupy zakończyła się dwumetrowym ślizgiem przed klatką i powrotem po łańcuchy na buty. Czym się różni biegacz od przeciętnego człowieka? Zimą wozi ze sobą łańcuch na buty, które pozwalają w miarę bezpiecznie poruszać się po oblodzonych chodnikach. Więc normalni ludzie poruszali się krokiem łyżwowym, a my – normalnym, budząc powszechną zazdrość.
Pogody na bieganie nie było, ale jak wiadomo, to nie pogoda jest dla biegaczy, ale biegacze dla pogody…
Już, już się wydawało, że uda nam się wyrwać godzinkę przed południem, ale wtedy zastrajkował samochód i wyprawa po choinkę zamiast potrwać pół godziny wydłużyła się do półtorej (samochód w końcu ruszył) i… zostało dokładnie tyle czasu, żeby się przebrać za człowieka i zagnieść ciasto na pierogi, a że pierogi miały być moje autorskie (bez jajek), więc nie wypadało się teraz wykręcać, ugniatałam ciasto w ramach treningu zastępczego, wałkowałam, lepiłam, pierogi wege są bardzo ok, choć akurat na Wigilii był to jedyny element wege…
Co było robić?
Czas na bieganie znalazł się dopiero po tym, jak ostatni talerz po wieczerzy trafił na suszarkę i wydawało się, że ostatni kęs karpie został przetrawiony. Wydawało się…
Uzbroiliśmy się po zęby. Ciepłe legginsy, kurtki z odblaskami, latarki, w kieszeń łańcuchy na buty. Wyszliśmy. Po pierwszym ślizgu złapaliśmy pewną przyczepność, ale po 200 metrach jednak zakładanie łańcuchów okazało się koniecznością. Kosmicznie wyglądaliśmy, świecąc odblaskami i chrzęszcząc po zmrożonych śliskich chodnikach. W powietrzu wisiała mgła i wilgoć, a oczy mijanych przechodniów rosły ze zdumienia i przypominali oni andersenowskie psy z oczami jak spodki. Dobrze, że nie umiem czytać w myślach, bo przypuszczam, że wiele ciekawych komentarzy bym wyczytała…
Zbiegaliśmy z górki raźno, a ja roiłam sobie kilometry, które do północy jeszcze można pokonać, ale…
A, no właśnie. Następny razem nastawie głośniej budzik. Bo bieganie po nocy ma wiele uroku, ale bieganie po kolacji, i to obfitej – już niekoniecznie. Zwłaszcza, jak bieganie kończy się w miejscu, z którego do domu jest w każdą stroną tak samo daleko i trzeba w grudniową noc z fazy truchtu przejść w fazę marszu, i w ten sposób dotrzeć w okolice cywilizowane i przyjazne.
Na szczęście noc była bardzo ciepła, plus dwa stopnie po ostatnich mrozach to był nieledwie upał…
Wigilijne bieganie było iście symboliczne, skończyło się gdzieś po 6 km, ale o symbol przecież chodziło, o to, by przez cały rok biegać, o to, by przez cały rok o bieganiu pisać i – mam nadzieję – nie zanudzać .
Wesołych Świąt!