Bieganie nie zabija

Bieganie nie zabija

Dodano:   /  Zmieniono: 
Usłyszałam o tym przez radio, w samochodzie, kiedy właśnie wracałam z biegu, bez nowej życiówki, z wynikiem średnio zadowalającym, ale za to w nastroju nie najgorszym, bo taki bieg, oprócz wymiaru sportowego ma też, a może przede wszystkim, swój aspekt towarzyski, spotkań ze znajomymi niedawno i całkiem dawno widzianymi, takiego grilla weekendowego w rozmiarze XXXXXL, na kilkanaście tysięcy ludzi, spośród których przynajmniej kilkuset to Twoi znajomi i przyjaciele.
I w ten nastrój wpadł mi ten komunikat, jak uderzenie, jak cios w szczękę, jak lodowaty prysznic. Zmroziło mnie. Bo to nie pierwszy taki komunikat, który słyszałam. Rok temu w Poznaniu. Sześć lat temu w Ełku – tam, zanim usłyszałam, widziałam próbę reanimacji na trasie. Owszem, w Poznaniu był maraton, w Ełku – półmaraton, a tu raptem dyszka. Co to jest takie 10 km… ? Widziałam te komentarze. To ja proponuję tym mądralom, co to twierdzą, że średniosprawny dorosły człowiek może wstać z kanapy i pobiec 10 – niech wsiądą na rower i przejadą. Do biegania już ich nie namawiam, bo potem będzie na mnie…
Wbrew pozorom 10 km to jest niebezpieczny dystans. Właściwie – im bieg krótszy, tym potencjalnie bardziej niebezpieczny dla zdrowia, bo biegnie się szybciej, zmuszając serce i układ krążenia do pracy na najwyższych obrotach. Nie zawsze organizm jest w stanie to wytrzymać. I czasami to nie jest kwestia wytrenowania, człowieka – ale dnia. Bo coś dzień wcześniej było nie tak.

Częściej jednak faktycznie problem tkwi w nas – biegaczach. Bo chcemy za dużo, za szybko, za bardzo. Przez ostatnich kilka lat bieganie zrobiło się bardzo modne. Wstaliśmy od biurek, z kanap, wyrwaliśmy się z naszego wygodnego życia, w którym ostatnie wspomnienie aktywności fizycznej pochodzi sprzed kilkunastu lat, kiedy to gdzieś na poziomie liceum toczyliśmy negocjacje ws. ewentualnego udziału w lekcjach wuefu z nauczycielką tegoż. Na wszelki wypadek w kieszeni trzymając zwolnienie z zajęć podpisane przez lekarza (serio, sama miałam takie, używałam w zależności od konieczności). A potem były szalone studia, na których wuef sam się jakoś zaliczał w tajemniczy sposób, ewentualnie można było wybrać się na jazdę konną i czyścić koniom kopyta (też ja). I nagle, gdzieś po 30-tce życia średnio aktywnego, podlewanego tu i ówdzie alkoholem, podtuczonego fastfoodem w ilości gigantycznej, a w niektórych przypadkach jeszcze okadzonego papierosami i…

Zachłysnęliśmy się. Bo endorfiny. Bo życiówki. Bo adrenalina. Bo tłum niesie, a tłumy biegają. Więc włączamy się w ten biegnący tłum. I lecimy – ile fabryka dała. Na każdym treningu bijemy rekordy, na zawodach ścigamy się z własną ambicją, jesteśmy twardzielami. A lekarz… ? No, przecież jesteśmy zdrowi, biegamy…

A potem taka wiadomość jak obuchem w głowę i te nagłówki serwisów.

Tak, oczywiście, każdy uczestnik podpisał, że startuje na własną odpowiedzialność.

Nie, nie zgadzam się z Robertem Korzeniowskim, że organizatorzy powinni się domagać zaświadczeń lekarskich. Po pierwsze, odpowiedzialny lekarz nic takiego nie podpisze. Ci mniej odpowiedzialni zaraz zareagują na popyt odpowiednią podażą. Za odpowiednią cenę oczywiście. Skutek zatem będzie taki, że uczestników biegów będzie mniej, ale niekoniecznie, że będą zdrowsi. Zresztą, przypadki zgonów zdarzają się też na biegach, gdzie wymagane są zaświadczenia lekarskie. Zaświadczenia nie biegają.
Biegamy my.

Nie wiem, co się wydarzyło na mecie BW. Nie było mnie już tam, dobiegłam chwilę wcześniej, pewnie właśnie się przebierałam po biegu.

Wiem jedno. W tak masowym biegu, gdzie każdy chce pobić rekord - organizatorzy frekwencji, my biegacze – nasze życiówki, wypadki zdarzają się i będą się zdarzać. Dlatego, że na bieg przychodzą też ludzie, którzy na co dzień nie biegają. Którzy właśnie wstali z kanapy. Którzy ostatnio lekarza widzieli na bilansie… swojego dziecka. A nawet ci, którzy trochę biegają, nie są wolni od ryzyka. Nie są też wolni od błędów. Bo na przykład ubiorą się za ciepło. Bo wieczorem świętowali. Bo ostatnio zaniedbali treningi, ale… może się uda.

Najczęściej nie są to wypadki śmiertelne. Gdyby nie tragedia na BW, nikt by się nie zająknął o osobach, które zasłabły i trafiły do szpitala. A to się zdarza na wielu biegach. I może się przydarzyć każdemu z nas. Nawet doświadczonemu, wytrenowanemu. I jeżeli my sami nie zadamy o własne życie i zdrowie, to niestety, ale nikt tego za nas nie zrobi.

Bieganie nie zabija. Bieganie służy zdrowiu. Wzmacnia serce, poprawia sylwetkę, zmniejsza poziom tkanki tłuszczowej, poprawia nastrój. Biegać może PRAWIE każdy. Dzisiaj z naciskiem na PRAWIE. Ale nie każdy musi się ścigać. I nie każdy zaraz musi biegać maraton. Zresztą, statystycznie rzecz biorąc, to z tym niebezpieczeństwem biegania nie jest aż tak, jak to można przeczytać dzisiaj w różnych serwisach.

O przypadkach śmierci podczas biegu słyszymy m.in. dlatego, że są one w gruncie rzeczy niesłychanie rzadkie. A na przykład w takim uniwersyteckim futbolu amerykańskim w USA zdarza się 11 zgonów rocznie (dyscyplinę uprawia 40 000 osób). W Wyścigach konnych – także w Stanach – zdarzają się 23 śmierci zawodników, a dyscyplinę uprawia zaledwie 1800 osób. W Polsce, jak się szacuje, biega 300 -500 tysięcy ludzi. Dla większości bieganie równa się zdrowiu. A nawet życiu.

Fot. Tomasz Pojawa
+

Ostatnie wpisy

  • Chasing the Breath – W pogoni za oddechem 18 sty 2017, 16:53 Wbrew pozorom i tytułowi nie jest to film o norweskich biegaczkach ( i biegaczach) narciarskich, ale o Polaku, który postanowił ukraść Szerpom zwycięstwo w Everest Marathon. Jak dla mnie, ten film mógłby równie dobrze nosić tytuł „W pogoni za pasją” czy „W pogodni za...
  • Nie jesteśmy tam chłopcem do bicia 30 cze 2016, 10:15 Za 12 godzin ten tekst może być już nieaktualny. Cóż, tak bywa, jak się zbiera do pisania przez cały tydzień. A chciałam coś napisać o EURO. Niby za piłką nie przepadam, ale stara kibicka wyłazi mi spod koszuli. Co prawda tegoroczną imprezę oglądam inaczej niż zwykle, trochę...
  • „Niezłomny”. Dlaczego warto. 5 sty 2015 - Ania, Louis nie żyje – zaczepiła mnie jakoś w lipcu koleżanka. – JAKI LOUIS? – zapytałam dużymi literami, wstrzymując oddech. – Louis Zamperini, niezłomny – gdyby nie to, że rozmawiałyśmy przez FB, pewnie usłyszałabym szloch w jej głosie. Louis...
  • Narodowy spis biegaczy, czyli gdzie ta siła 18 gru 2014 Ponad 60 000 osób wzięło udział w Narodowym Spisie Biegaczy. Bo tak fajny lans był wstawić sobie w serwisie społecznościowym obrazek z kolejnym numerkiem. Tak, też dałam się spisać. Gdzieś pod sam koniec akcji, kiedy właściwie nie biegałam i szukałam sobie czynności...
  • Maraton bez medalu, czyli #droganaNarodowy – epilog 30 wrz 2014 Nie mam medalu z 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Żałuję, bo medal jest piękny, chyba najładniejszy, jaki mogłam mieć w kolekcji. Z tego maratonu, zamiast medalu, mam breloczek. Też ładny, z Mostem Poniatowskiego. I mam też nogi zmęczone, jakbym faktycznie biegała. A na trasie...