Opowieść o szczegółach

Opowieść o szczegółach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Miała być właściwie opowieścią o kibicowaniu, bo kilkadziesiąt minut temu zakończyły się Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce Sopot 2014. Od piątkowego popołudnia do niedzielnego wieczora (z przerwami na aktywności własne) śledziłam to, co się działo w ERGO Arenie, na tej fantastycznej bieżni, która teraz pojedzie do Torunia. I tam właśnie, na tej bieżni, Marcin Lewandowski postawił stopę tuż za linią wyznaczającą tor – i stracił medal, medal, który był jego celem tej wiosny, który miał zdobyć, który już był jego… I jeden krok, a właściwie pół kroku, drobny szczegół - i nie ma medalu.
Szkoda. Bo ten jego medal byłby taką kropką nad „i” w zdaniu „I wyrosła Polska na europejską siłę w biegu na 800 metrów”. A tak – mamy łyżeczkę dziegciu w beczce miodu, którą nasi ośmiusetmetrowcy nam zgotowali. Od piątku, kiedy to Angelika Cichocka wygrała biegi eliminacyjne pań w znakomitym stylu, aż po dzisiejsze finały. I mimo że zabrakło nam biegowego Mazurka Dąbrowskiego, to przecież jest z czego być dumnym, jest kogo chwalić. Ale gdyby nie ten szczegół, ten półkrok Marcina Lewandowskiego – to już by była pełnia kibicowskiego szczęścia.

Szczegóły są ważne. Linia. Tor. Łokieć. Widzieliście, jak się poprzepychały na ostatniej prostej panie na 800 m? Tak, te, które próbowały być przed Angeliką Cichocką. Łokieć, kostka, drobny szczegół – i srebro zgarnęła Polka, która pobiegła tak, że moje kibicowskie serce prawie się zatrzymało z wrażenia. Sorry, panowie, taki czas. Chociaż w sukcesie Angeliki niewątpliwa jest rola panów – pana trenera (Tomasz Lewandowski) i pana sparingpartnera (Marcin Lewandowski). Taki szczegół, a wydaje się decydujący, bo dobrze biegająca pani biegacz nauczyła się też biec taktycznie i finiszować, co wcześniej raczej nie było jej mocną stroną. Znowu szczegół, który się liczy.

Liczą się też przepisy – niestety dla Marcina Lewandowskiego. Stety – dla Kamili Lićwinko, która dzięki szczegółom wygrała szczególny zupełnie konkurs skoku wzwyż – ex aequo z Rosjanką.

O szczegóły należy dbać. Tak jak skoczkowie narciarscy. Ten tytuł wpisu chodził za mną już wcześniej – wymyśliłam go zaraz po tym, jak przeczytałam o tym, jak powstają stroje polskich skoczków. A szyje je Marcelina Hula, żona skoczka Stefana Huli. Magister inżynier włókiennictwa. Szczegóły przepisów i szczegóły właściwości tkanin ma w małym palcu. Jeden kombinezon wystarcza na kilkanaście skoków. Potem tkanina traci swoje właściwości. Na sezon skoczek potrzebuje kilkunastu kombinezonów. Najlepiej, żeby się nie różniły miedzy sobą żadnym szczegółem. Nawet kolorem. Więcej o tym, jak powstają kombinezony, w których Kamil Stoch latał po złoto olimpijskie – m.in. tutaj

Szczegóły są ważne także dla amatora. Taki drobiazg jak za śliska czy źle zawiązana sznurówka. Wiem, wiem, są te cuda dla triatlonistów. Ale przecież nie będę kupować 20 par sznurówek do triatlonu… Albo żel. O żelach było ostatnio. Zatem żel względnie jego brak. Po tym, jak się zachwyciłam Agisko, do Wiązowny pojechałam z pustymi rękami, bo liczyłam na okazję do małych zakupów. A tu okazji zabrakło i trzeba było lecieć połówkę o wodzie i herbacie na punktach. Uwinęłam się w miarę (1:39:31), ale od 15. km czułam, że jadę na rezerwie i unikałam gwałtownych zrywów. Bo wiadomo, przy zrywach spalanie rośnie. A paść przed metą byłoby jakoś tak… nieelegancko wobec organizatora. Chociaż parę osób widziałam, że padło.

Takim szczegółem, który może popsuć szyki, bywa pogoda. Akurat hali to nie dotyczy, ale już takiej Wiązowny – i owszem. Porywisty wmordewind potrafi popsuć szyki, zwłaszcza, ze nie wiedzieć czemu wieje zawsze w twarz, niezalenie od kierunku biegu. W tym roku jednak niebo było łaskawe i wiaterek tylko od czasu do czasu pokazywał swoje prawdziwe wiązowskie oblicze.

Tak, pogoda to istotny szczegół. Pamiętam, jak niespełna rok temu furorę robiły wpisy o tym, co by tu na siebie włożyć na okoliczność pogodowego Armaggedonu na 8. Półmaratonie Warszawskim (-12 przed startem). A tymczasem tegoroczna aura spłatała psikusa nie tylko tym, którzy od biegania wolą ślizg narty czy też właśnie odkryli (jak pisząca te słowa) urok biegówek. Nie, nie – takim biegaczom amatorom też pogoda nie pomaga. Bo w zeszłym roku był śnieg, był wiatr, było ponuro i ślisko. Nie dało się biegać szybko, nie dało się robić wytrzymałości tempowej, co najwyżej siłę po kolana w śniegu albo twarzą w twarz z wiatrem. I odporność psychiczną w starciu z mrozem i brakiem słońca. A w tym roku – nic. Zero. Jeden tydzień, słownie jeden, zimowej pogody. Poza tym słońce, zero śniegu, nawet kałuż nie za dużo. Żadnego obijania, tłumaczenia, zwalania na okoliczności. Nic, tylko wyjść i trenować.

Szczegóły… Szczegóły mogą popsuć najlepiej przygotowaną kampanię najlepiej wymyślonego produktu. Taki niefart ma firma od nauszników. Earmuffs, czyli mufki na uszy. Wymyślili nauszniki do uprawiania sportu. Megaproste, bez pałąka, po prostu nakłada się na ucho, wygina, i git. Muzyczka gra. Nawet bardzo gra, bo jak się pod te nauszniki wsadzi słuchawki, to odbiór dźwięku jest całkiem przyjemny. Do nauszników podeszłam zrazu nieufnie, zakładając, że spadną mi z uszu zanim wyjdę z domu. Ale nie spadły. Wsunięte, wygięte, za pierwszym razem jeszcze docisnęłam buffem, ale okazał się zbędny – i całe szczęście, bo jakoś ciepło się zrobiło. No właśnie. I dlatego nauszniki, mimo że w moim „firmowym” różu (choć nieco bladym), spoczęły póki co na dnie szuflady z napisem „Zima. Wyciągnąć za rok”. Nawet nie udało mi się ich dobrze obfotografować w ruchu. Ani sprawdzić, czy nie spadają przy interwałach.

Tymczasem wyjęłam z piwnicy rower. Taki tam, szczegół.

A brązowego medalu żal.

Ostatnie wpisy

  • Chasing the Breath – W pogoni za oddechem 18 sty 2017, 16:53 Wbrew pozorom i tytułowi nie jest to film o norweskich biegaczkach ( i biegaczach) narciarskich, ale o Polaku, który postanowił ukraść Szerpom zwycięstwo w Everest Marathon. Jak dla mnie, ten film mógłby równie dobrze nosić tytuł „W pogoni za pasją” czy „W pogodni za...
  • Nie jesteśmy tam chłopcem do bicia 30 cze 2016, 10:15 Za 12 godzin ten tekst może być już nieaktualny. Cóż, tak bywa, jak się zbiera do pisania przez cały tydzień. A chciałam coś napisać o EURO. Niby za piłką nie przepadam, ale stara kibicka wyłazi mi spod koszuli. Co prawda tegoroczną imprezę oglądam inaczej niż zwykle, trochę...
  • „Niezłomny”. Dlaczego warto. 5 sty 2015 - Ania, Louis nie żyje – zaczepiła mnie jakoś w lipcu koleżanka. – JAKI LOUIS? – zapytałam dużymi literami, wstrzymując oddech. – Louis Zamperini, niezłomny – gdyby nie to, że rozmawiałyśmy przez FB, pewnie usłyszałabym szloch w jej głosie. Louis...
  • Narodowy spis biegaczy, czyli gdzie ta siła 18 gru 2014 Ponad 60 000 osób wzięło udział w Narodowym Spisie Biegaczy. Bo tak fajny lans był wstawić sobie w serwisie społecznościowym obrazek z kolejnym numerkiem. Tak, też dałam się spisać. Gdzieś pod sam koniec akcji, kiedy właściwie nie biegałam i szukałam sobie czynności...
  • Maraton bez medalu, czyli #droganaNarodowy – epilog 30 wrz 2014 Nie mam medalu z 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Żałuję, bo medal jest piękny, chyba najładniejszy, jaki mogłam mieć w kolekcji. Z tego maratonu, zamiast medalu, mam breloczek. Też ładny, z Mostem Poniatowskiego. I mam też nogi zmęczone, jakbym faktycznie biegała. A na trasie...