Bieg sezonu. Część pierwsza. Atmosfera przedstartowa

Bieg sezonu. Część pierwsza. Atmosfera przedstartowa

Dodano:   /  Zmieniono: 
To przychodzi tak niepostrzeżenie. W tym roku – wyjątkowo późno, bo nie trzeba organizować lotów, transferów, logistyki ani noclegów w obcym mieście. To prawda, nie znam Łodzi, ale jednak parę razy tam byłam, nawet debiucik półmaratoński tam odbyłam… Liczę i liczę i wychodzi mi, że to już siedem lat. Bez miesiąca. Ah, co to był za bieg…
Wracając jednak do teraźniejszości. Zaczęło się mniej więcej w poniedziałek. Jak już przebiegłam dyszkę po Woli, choć w tempie całkiem przyzwoitym, uznałam, że przyzwoite tempo może też być całkiem realne na łódzkich ulicach. I od razu poczułam przyjemne mrowienie gdzieś na wysokości mostka. Bo przecież to już zaraz, już za chwilę, za momencik , już w niedzielę, trzynastego (ja mam talent do dat) – start tej części sezonu. Łódź Maraton Dbam o Zdrowie.

I niezależenie od tego, że ostatnie trzy tygodnie nie mieszczą się w żadnym planie treningowym, to jednak zimę przepracowałam solidnie, bez fajerwerków, ale trochę pobiegałam, jakieś wybiegania nawet zmieściły się w planie… Więc co niby miałoby mi przeszkodzić skończyć bieg w dobrej formie?

Ja oczywiście wiem, co. Na przykład próba pokonania maratonu w tempie półmaratońskim. Albo pierwsze pięć kilometrów przeleciane w tempie życiówki na piątkę. O ile z tym drugim raczej powinnam sobie poradzić, to co do pierwszego nie byłabym taka pewna, że mnie nie poniesie. Tymczasem jednak plan jest taki, żeby zacząć spokojnie. Tak, za każdym razem mam taki plan…
Ale motyle w brzuchu wymykają się planom. Jakoś w poniedziałek kojarzę, że co prawda na maraton zapisałam się w grudniu, ale chyba nie mam noclegu. Na szczęście organizator zadbał o kilka hoteli partnerskich. Dzwonię. Jeden, drugi, w trzecim są pokoje, ale tylko jednoosobowe, może być z dostawką – tu słyszę cenę, która przyprawia mnie o przyspieszone tętno… Dzwonię do czwartego, tego najbardziej ekskluzywnego, tu są dwójki i cena też jakby niższa niż w trzecim, zwłaszcza, ze maratończycy maja 20 proc. zniżki. Co zrobić, będziemy jedną noc spać w luksusie. Trzeci i czwarty przyjmują zwierzęta – za dopłatą. Robię rachunek, nie ekonomiczny, ale zwykły, ludzki, humanitarny. Koty zostaną w domu, Izie i Justynce dziękujemy za pomoc :)

Cudownie. Inaczej niż przy wyjeździe zagranicznym, na samym końcu ogarniam transport. Autobus. Ekonomiczniej. Nie tylko finansowo, ale czasowo. Można się zdrzemnąć, można napisać wpis na bloga. Więc pojedziemy autobusem. Drogę z dworca do hotelu i z hotelu na EXPO już obczaiłam. Drogę do depozytów – takoż. Ewentualne miejscówki z jedzeniem wegańskim – też. W jednym nawet makaron dają :)

Ale najpierw trzeba się spakować. Różowe spodenki dosychają po praniu, reszta już prawie gotowa. Dwa stroje do biegania, tak na wszelki wypadek. I buty… Mam swój typ, ale jeszcze obmyślam.

Co pół dnia sprawdzam prognozę pogody. Podczytuję, kto stanie starcie. Kto poprowadzi na mój czas. Kto się szykuje. Od czasu do czasu wyskakuje mi gęsia skórka. Jakiś dreszczyk przyjemny na plecach. Zaczynam liczyć godziny. Już niespełna 50.
Dzisiaj ostatni trening – spokojne 8 km i kilka przebieżek. Jak mawia Trener – na pobudzenia czucia mięśniowego. Poczułam. Mięśnie poczułam. Ale potem rozpływałam to jeszcze na basenie. Może w sobotę jakiś mały rozruch – jak starczy czasu w napiętym planie dnia. Pół godzinki, pięć przebieżek.
Łodzi, nadchodzę!

P.S. W Łodzi będę miała zaszczyt pobiec dla Dawida. Dawid choruje na rdzeniowy zanik mięśni, który powoduje ich powolny i nieuchronny zanik na skutek braku pobudzenia nerwowego. Ujawnił się, kiedy w wieku zaledwie 6 miesięcy chłopiec zachorował na zapalenie płuc. Kilka miesięcy później zdiagnozowano u niego atrofię mięśni, w wyniku której Dawid nie chodzi, a siedzi jedynie podparty. Dawidowi niezbędny jest wózek elektryczny - dopasowany do jego nietypowych potrzeb. Więcej informacji o Dawidzie i o tym, jak można mu pomóc – na http://www.siepomaga.pl/f/fundacjahospicyjna/c/1194. Polecam Waszej uwadze.

Ostatnie wpisy

  • Chasing the Breath – W pogoni za oddechem 18 sty 2017, 16:53 Wbrew pozorom i tytułowi nie jest to film o norweskich biegaczkach ( i biegaczach) narciarskich, ale o Polaku, który postanowił ukraść Szerpom zwycięstwo w Everest Marathon. Jak dla mnie, ten film mógłby równie dobrze nosić tytuł „W pogoni za pasją” czy „W pogodni za...
  • Nie jesteśmy tam chłopcem do bicia 30 cze 2016, 10:15 Za 12 godzin ten tekst może być już nieaktualny. Cóż, tak bywa, jak się zbiera do pisania przez cały tydzień. A chciałam coś napisać o EURO. Niby za piłką nie przepadam, ale stara kibicka wyłazi mi spod koszuli. Co prawda tegoroczną imprezę oglądam inaczej niż zwykle, trochę...
  • „Niezłomny”. Dlaczego warto. 5 sty 2015 - Ania, Louis nie żyje – zaczepiła mnie jakoś w lipcu koleżanka. – JAKI LOUIS? – zapytałam dużymi literami, wstrzymując oddech. – Louis Zamperini, niezłomny – gdyby nie to, że rozmawiałyśmy przez FB, pewnie usłyszałabym szloch w jej głosie. Louis...
  • Narodowy spis biegaczy, czyli gdzie ta siła 18 gru 2014 Ponad 60 000 osób wzięło udział w Narodowym Spisie Biegaczy. Bo tak fajny lans był wstawić sobie w serwisie społecznościowym obrazek z kolejnym numerkiem. Tak, też dałam się spisać. Gdzieś pod sam koniec akcji, kiedy właściwie nie biegałam i szukałam sobie czynności...
  • Maraton bez medalu, czyli #droganaNarodowy – epilog 30 wrz 2014 Nie mam medalu z 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Żałuję, bo medal jest piękny, chyba najładniejszy, jaki mogłam mieć w kolekcji. Z tego maratonu, zamiast medalu, mam breloczek. Też ładny, z Mostem Poniatowskiego. I mam też nogi zmęczone, jakbym faktycznie biegała. A na trasie...