Jak prokuratura zniszczyła człowieka

Jak prokuratura zniszczyła człowieka

Zapytany przez mnie o kontakty z córką, Witold Szybowski nie był w stanie powiedzieć słowa, a po policzkach ciekły mu łzy. Na koniec powiedział: żałuję. Ale czego?
Główny akcjonariusz Polmozbytu Kraków podarował swojej córce na 18. urodziny 10 proc. akcji firmy. Firma jednak szybko stała się obiektem zainteresowania ówczesnego naczelnika Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście Jerzego Jakielarza i prokuratora Andrzeja Kwaśniewskiego. Córka Szybowskiego, tak jak inni akcjonariusze, trafiła do aresztu. - Z córką odzyskałem kontakt po sześciu latach. Dopiero wchodziła w dorosłe życie i było to dla niej ciężkie przeżycie. Miała do mnie wielki żal - wspominał ojciec.

Córka Szybowskiego została osadzona w areszcie z kobietą, która zabiła swoje dziecko i pogrzebała jego zwłoki na cmentarzu. Na drugiej pryczy leżała kobieta-narkomanka, która - gdy była na głodzie - rzucała się po ścianach i groziła, że wszystkich pozabija. Córce Szybowskiego wystarczyło półtora miesiąca aresztu, by przyznała się do winy, chociaż nie miała nawet pojęcia o tym do czego się przyznaje.

- Kazał mi mówić , że ojciec działał na szkodę spółki, że prał pieniądze. Na wszystko się zgadzałam. Prokurator mówił, że ojciec już wszystko na mnie zeznał i mam pozamiatane. Nie wyjdę przez najbliższe 15 lat za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Mówiłam, co chciał – wspomina dziś.

Cała sprawa zaczęła się w lutym 2003 r. Do sprywatyzowanego Polmozbytu Kraków wkroczył wtedy Jerzy Jakielarz, ówczesny naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście. Jakielarz zawiadomił prokuraturę o rzekomych nadużyciach przy prywatyzacji firmy. Za kratki trafili członkowie zarządu, rady nadzorczej i główny akcjonariusz. Ostatecznie jednak oskarżeni w sprawie Polmozbytu biznesmeni nie zostali skazani, a prokurator Andrzej Kwaśniewski awansował z prokuratury Okręgowej do Apelacyjnej. O całej sprawie pisało już wielu.

A ja pytam o ludzki wymiar sprawiedliwości.

Cały biznes, jaki ma obecnie Witold Szybowski, to taksówka, dzięki której zarabia na życie. Szybowski spędzał całe noce za kierownicą, by związać koniec z końcem. Byłam i widziałam. Był zmęczony – nie tylko pracą, ale również walką przed sądem, w którym wciąż był traktowany jak przestępca. Rodziny już nie miał - żona odeszła, córka co prawda po latach mu wybaczyła, ale chce się teraz cieszyć swoim życiem. - Mam dla kogo żyć, mam dziecko i męża, który od zawsze był i mimo wszystko został przy mnie – tłumaczy.

Ja zaś wiem, że Witold Szybowski nie pogodził się z tym jak go potraktowano. W momencie gdy o tym piszę dostałam wiadomość, że mój bohater doznał poważnego wylewu i jego życie jest zagrożone. Po prostu nie wytrzymał tego wszystkiego - niesłusznego aresztu, krzywdę, jaką wyrządzono jego córce (wówczas 19-letniej), tego, że mówili, iż to właśnie przez niego córka może oglądać świat jedynie zza krat. Nikt nie poniósł za tamte niesłuszne oskarżenia konsekwencji. Konsekwencje poniósł ten, kto walczył o tę sprawiedliwość... Nie tak miał się skończyć ten wpis.

Ja poszukam zakończenia pytając, czy ktoś poniesie konsekwencje tego, że najpierw zniszczono coś, a potem zniszczono kogoś?

Ostatnie wpisy

  • Sprawa Polmozbytu: Szybowski nie doczekał sprawiedliwości 15 sie 2012 Emocji, jakie towarzyszą pochówkowi bliskiej osoby, nie trzeba opisywać. Najbliższych o emocje nawet nie powinno się pytać. Można ewentualnie, jako obserwator tej smutnej uroczystości, retorycznie zadawać sobie pytania - czy tak musiało się stać? Dlaczego tak wcześnie? Co było...