Sprawa Polmozbytu: Szybowski nie doczekał sprawiedliwości

Sprawa Polmozbytu: Szybowski nie doczekał sprawiedliwości

Emocji, jakie towarzyszą pochówkowi bliskiej osoby, nie trzeba opisywać. Najbliższych o emocje nawet nie powinno się pytać. Można ewentualnie, jako obserwator tej smutnej uroczystości, retorycznie zadawać sobie pytania - czy tak musiało się stać? Dlaczego tak wcześnie? Co było przyczyną?
Dla lekarzy powodem śmierci był rozległy wylew. Dla przyjaciół, jak stwierdził Paweł Rey, jeden ze współoskarżonych w sprawie Polmozbytu, przyczyna jest jedna - Witold Szybowski został śmiertelnie pobity przez mafię urzędniczą.

Czy to nie za mocne stwierdzenie?

Gdy popatrzy się na życiorys Witolda Szybowskiego zaczyna się nabierać przekonania, że te słowa mają sens. Ostatnie dziesięć lat jego życia to wojna - wojna z wymiarem sprawiedliwości.

Witold Szybowski urodził się w 1960 roku. Był przedsiębiorcą i głównym akcjonariuszem spółki Polmozbyt Kraków. W 2003 roku został aresztowany za rzekome nadużycia przy prywatyzacji firmy. Wraz z nim do aresztu trafili wtedy członkowie zarządu i rady nadzorczej. Od 8 lat zasiadają na ławie oskarżonych.

- Witek miał pomysł, jak restrukturyzować tę spółkę. Potrzebował doradców i stąd nasza obecność i propozycja przeprowadzenia wykupu menedżerskiego. W niczym te działania nie przypominały przekrętu, jaki nam się zarzuca. Ale prokurator i urząd skarbowy zrobili swoje i doszli do celu idąc po trupach - wspomina Lech Jeziorny.

Sprawa Polmozbytu przed sądem trwa już 8 lat. Końca nie widać. Sędziowie głowią się jak właściwie zinterpretować akt oskarżenia i jaki wydać ostatecznie wyrok. Bo wciąż brak bezpośrednich dowodów.

Zdaniem Grzegorza Nici, prokurenta spółki Polmozbyt, współoskarżonego, proces trwa tak długo, bo sąd nie posiada dowodów i wyręcza prokuraturę szukając biegłych i zlecając im przygotowanie opinii. Co więcej, nie ma tu mowy o przewlekłości postępowania. Sąd za każdym razem odrzuca skargi oskarżonych.

Teraz na ławie pozostało ich trzech, a sprawa była przeciw Witoldowi Szybowskiemu i innym.

-Tata nie usłyszy słowa niewinny a usłyszałby, tego jestem pewna- mówi Kinga, która do tej pory nie chciała, by poznano jej prawdziwe imię i nazwisko. Bała się, że będzie wytykana palcami przez ludzi na ulicach. Kiedy wybuchła afera Polmozbytu, pod wpływem działań prokuratora wolała poddać się dobrowolnej karze i jak najszybciej o wszystkim zapomnieć. Miała wówczas 19 lat.

Dziś już wie, że nie miała prawa wstydzić się swojego nazwiska. Wie, że padła ofiarą scenariusza przygotowanego przez państwowych urzędników. Dla Niej i dla Jej Ojca zakończonego tragedią.

-To jest dramat Witolda Szybowskiego i jego rodziny. Śmierć to jest ostateczność i tej ostateczności dotknęliśmy, tego się nie da już naprawić i to jest jedyna rzecz pewna - stwierdza Lech Jeziorny.

A ja dodam, że ziemskiej sprawiedliwości Witold Szybowski już nie zazna. Może wkrótce dotknie ona bezpośrednio pozostałych oskarżonych, ale przecież nie tylko o to chodzi.
Chodzi przede wszystkim o to, kto rozliczy tych ludzi, którzy być może popełnili błąd, grali ludzkim życiem, którzy może w nadmierny sposób wykorzystali fakt swojej bezkarności. A dziś, za życia, śpią spokojnie…

Ostatnie wpisy

  • Jak prokuratura zniszczyła człowieka 8 sie 2012 Zapytany przez mnie o kontakty z córką, Witold Szybowski nie był w stanie powiedzieć słowa, a po policzkach ciekły mu łzy. Na koniec powiedział: żałuję. Ale czego?